Żyjemy w świecie, który uwielbia przemiany pod warunkiem, że są bezpieczne. Gąsienica zmienia się w motyla, ale nikt nie pyta jej, czy to boli. Kijanka staje się żabą, ale nie musi porzucić winy ani wstydu. Z nasion wyrastają drzewa, ale nikt nie rozlicza ich z przeszłości. Z człowiekiem jest inaczej. Bo przemiana w Chrystusie nie jest dekoracyjna. Nie jest liftingiem. Nie jest poprawką do starego życia. Jest końcem. „Jeśli ktoś bowiem jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co było, przeminęło. Oto wszystko stało się nowe.” (2 Koryntian 5:17) Paweł wiedział, co pisze. Nie był teoretykiem łaski. Był jej skandalem. Jeśli myślisz, że jesteś zbyt popsuty, by Bóg mógł cię jeszcze chcieć, Paweł jest twoim problemem. Jeśli uważasz, że zaszedłeś za daleko, Paweł stoi ci na drodze. Ten człowiek tropił chrześcijan jak zwierzynę. Wciągał ich w system. Podpisywał wyroki. Patrzył, jak giną. A potem spotkał Jezusa. Nie w świątyni. Nie w chwili refleksji. Nie wtedy, gdy „był gotowy”. Został zatrzymany w biegu. Oślepiony. Rozbrojony. Złamany. I właśnie wtedy zaczął się początek. To jest sedno Ewangelii, które nas niepokoi: - Bóg nie czeka, aż się poprawisz. - On cię… przerywa. Prorok Ezechiel mówi o nowym sercu - nie naprawionym, ale wymienionym. Paweł w Liście do Rzymian mówi o śmierci starego człowieka - nie o jego reedukacji. List do Efezjan brutalnie odbiera nam zasługi - zbawienie nie jest nagrodą. Piotr mówi o dziedzictwie, którego nie da się stracić, bo nie zależy od ciebie. I tu zaczyna się konfrontacja. Bo jeśli jesteś w Chrystusie, nie możesz już udawać, że nic się nie zmieniło. Nie możesz zasłaniać się charakterem. Nie możesz handlować łaską. Nie możesz mieszkać wiecznie w tym samym miejscu. Nowe życie nie polega na tym, że nagle jesteś lepszy. Polega na tym, że już nie chcesz być stary. Zaczynasz widzieć inaczej, bo coś w tobie pękło. Zaczynasz myśleć inaczej, bo nie musisz się już bronić. Zaczynasz działać inaczej, nie z lęku, ale z wdzięczności. Bóg nie tylko ratuje cię „na potem”. On wchodzi w twoje „teraz”. W twoje relacje. W twoje decyzje. W twoje schematy. W twoje wymówki. Jeśli jesteś w Chrystusie, stare życie naprawdę się skończyło. Nie dlatego, że było złe. Ale dlatego, że nie było w stanie cię ocalić. Nowe życie nie zacznie się jutro. Zaczęło się już. I każdego dnia Bóg robi coś, co jest jednocześnie czułe i niebezpieczne: - odnawia ci umysł. rozbraja twoje stare odruchy, robi z ciebie kogoś, kim bez Niego nigdy byś nie został. To nie jest metafora. To jest proces. I to już trwa.