Życie nie jest problemem do rozwiązania. I to jest wiadomość wyjątkowo niewygodna dla ludzi, którzy nauczyli się żyć w trybie „napraw”. Dla tych, którzy wierzą, że skoro coś boli, to znaczy, że gdzieś popełnili błąd. Albo nie byli wystarczająco uważni. Albo nie doczytali instrukcji. Albo nie spełnili warunków gwarancji. Problem jest elegancki. Problem daje się rozbroić. Można go nazwać, opisać, rozrysować strzałkami, zamknąć w schemacie i powiedzieć: teraz ja. Życie tymczasem nie siada po tej stronie stołu. Siada naprzeciwko. Nalewa sobie herbaty z twojego kubka. I bardzo spokojnie mówi, że nie przyszło tu po rozwiązanie. To jest moment konfrontacji. *** Największą zdradą, jakiej doświadcza współczesny człowiek religijny i niereligijny, jest obietnica, że jeśli będzie: wystarczająco uważny, wystarczająco mądry i wystarczająco porządny, to wszystko się ułoży. To zdanie brzmi rozsądnie. Brzmi moralnie. Brzmi jak coś, co powinno działać. A jednak ma w sobie coś z fałszywej instrukcji bezpieczeństwa, czytanej monotonnym głosem tuż przed turbulencjami. Tymczasem: Biblia nie obiecuje, że życie będzie się układać. Biblia obiecuje obecność. I to jest różnica zasadnicza. Czasem ta obecność coś rozplątuje. Czasem coś ocala. A czasem nie robi nic spektakularnego, poza tym, że jest. I to musi wystarczyć. My bardzo boimy się tego miejsca, w którym przestajemy rozsupływać. Bo jeśli przestaniemy, może się okazać, że nie ma sensu. A tu pojawia się myśl, która podkopuje całe nasze zarządzanie istnieniem: sens nie jest warunkiem koniecznym istnienia. Drzewa rosną bez sensu. Ptaki latają bez sensu. Ty oddychasz (pozornie) bez sensu. A jednak coś w tym działa. Nie dlatego, że zostało dobrze zaplanowane, tylko dlatego, że zostało przyjęte. Najbardziej bolesne momenty nie przychodzą z pytaniem dlaczego. To pytanie lubi dystans i filozofię. Najbardziej bolesne momenty przychodzą z pytaniem; i co teraz? I to jest pytanie, które nie ma dobrej odpowiedzi, ale ma wiele uczciwych reakcji. Można usiąść na podłodze. Można się roześmiać w kompletnie nieodpowiednim momencie. Można powiedzieć „nie wiem”, to jest zdanie absolutnie wystarczające. Życie jako dar nie jest nagrodą. Jest zaproszeniem do udziału w czymś, co wymyka się kontroli, ale dziwnie cię obchodzi. Dar bywa niewygodny. Czasem ciężki. Czasem w złym kolorze. Czasem wygląda dokładnie jak coś, czego nigdy byś nie wybrał. A potem, z opóźnieniem, okazuje się, że właśnie to zmieniło sposób, w jaki stoisz na ziemi. *** Jest w tym wszystkim figiel, którego nikt nam nie zdradził na początku: najwięcej dzieje się wtedy, gdy przestajesz się spinać. Kiedy nie próbujesz wygrać. Kiedy nie pytasz, czy to już jest właśnie ten sens. Kiedy mówisz: - dobra, niech będzie krzywo i… idziesz dalej. *** Nadzieja nie przychodzi w wielkich słowach. Przychodzi bokiem. W drobiazgu. W czymś, co miało być bez znaczenia. W śmiechu, który wyrywa się nie dlatego, że jest dobrze, tylko dlatego, że jeszcze możesz się śmiać. Życie nie jest problemem do rozwiązania. Jest tajemnicą, która nie chce być odgadnięta, tylko przeżyta. I jeśli jest w tym jakaś dobra wiadomość to ta, że nie musisz być gotowy. Nie musisz mieć racji. Nie musisz wiedzieć. Wystarczy, że jesteś. Bez zaciskania muskułów aż do bólu trzewi. *** Na końcu zostaje zdanie, które nie jest pocieszeniem, tylko korektą perspektywy. Zapisane bez pośpiechu w Biblii Tysiąclecia, w Ewangelii Mateusza 6,26: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną, ani nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?” Nie ma tu obietnicy łatwego życia. Jest zaproszenie do zaufania istnieniu, zanim je zrozumiemy.
Życie nie jest problemem do rozwiązania.
Życie nie jest problemem do rozwiązania. I to jest wiadomość wyjątkowo niewygodna dla ludzi, którzy nauczyli się żyć w trybie „napraw”. Dla tych, którzy wierzą, że skoro coś boli, to znaczy, że gdzieś popełnili błąd.…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.