Życie lubi się kruszyć w rękach jak sucha gałązka. Myślisz, że masz kontrolę, że twoje plany to beton, że twoje marzenia to marmur a potem przychodzi chwila, kiedy okazuje się, że to wszystko było tylko trawą. Trawą, o której pisał Izajasz. Zieloną, piękną, ale nietrwałą. „Wszelkie ciało jest trawą” - te słowa kłują jak igły. Bo nie chodzi tylko o to, że umrzemy. Chodzi o to, że wszystko, co robimy, kochamy, na co stawiamy, może zwiędnąć. Kariera, której oddałeś lata. Miłość, którą przysięgałeś chronić. Dom, który budowałeś cegła po cegle. Społeczność w parafii, którą budowałeś w pocie czoła. Może je zmieść jeden powiew, jedna diagnoza, jeden list polecony, który ląduje w twojej skrzynce i zmienia wszystko. Bo ulotność jest nie do zniesienia, dopóki nie zauważysz, że ona nie ma być twoim końcem, ale twoim początkiem. To, że jesteś jak kwiat polny, który dziś kwitnie, a jutro usycha, nie jest przekleństwem, tylko prawdą. I w tej prawdzie zaczynasz słyszeć coś więcej. Bo kiedy świat wali ci się w rękach, kiedy nawet twoje siły gasną, nagle pojawia się miejsce dla czegoś, co jest naprawdę niezniszczalne. Na tle naszej nietrwałości Słowo Boga brzmi jak grom. „Trawa usycha, kwiat więdnie, ale Słowo naszego Boga trwa na wieki.” Trwa, to znaczy nie podlega upływowi czasu, nie łamie się, nie wypala. Nie musisz się bać, że pewnego dnia Bóg zmieni zdanie, że obietnica się zestarzeje, że Jego miłość się znudzi. Zobacz, jak to działa; On jest tym, który „trzyma oceany w dłoni”. Obraz przesadny, niemal dziecinny, ale potrzebny, bo w naszej niepewności trzeba czegoś większego niż statystyki i wykresy. Trzeba wiedzieć, że gdy toniesz w chaosie, ktoś o nieskończonej mocy potrafi wszystko zebrać w garść i powiedzieć: - „Wystarczy.” Ale ten sam Bóg, który woła gwiazdy po imieniu, pochyla się nad tobą i mówi: - „Zmęczony? Ja ci dodam sił.” Nie żąda, żebyś był mocny. Nie pyta, dlaczego się boisz. Po prostu daje. I to jest Jego styl: wieczność spleciona z chwilą, nieskończoność, która nie wstydzi się zajrzeć do twojego zmęczonego serca. Tak. Może i niepewność nie zniknie. Życie dalej będzie falować, pękać, przynosić ciosy. Ale możesz żyć w napięciu, które nie niszczy, tylko trzyma w pionie: - w jednej dłoni twoja ulotna kruchość, w drugiej Jego trwałość. Kiedy twój świat zaczyna przypominać pole zwiędłych kwiatów, On przypomina: Jego Słowo się nie rozpada. Kiedy twoje serce wysycha, On daje siłę, której sam z siebie nie masz. A więc… … idź przez wszystkie pory roku. Nie w poczuciu, że jesteś niezniszczalny. Ale w świadomości, że jesteś trzymany przez Kogoś, kto nigdy się nie kruszy. I to wystarczy, aby iść pewniejszym krokiem. *** „Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo naszego Boga trwa na wieki.” ‭‭Izajasza‬ ‭40‬:‭8‬ ‭UBG‬‬