Życie jest także po to, żeby rozmawiać. Nie tylko o sprawach wielkich, nie tylko o tych, które dobrze brzmią przy stole. Także o lęku, rozczarowaniu, o tym, co się nie udało. I może o tym, co wstydliwe? Co boli. Biblia zaczyna się od dialogu. Bóg mówi do człowieka, a człowiek odpowiada: czasem mądrze, czasem uciekając, obwiniając innych, bo to najprostsze. Nawet po upadku w raju nie ma ciszy. Jest pytanie: - Gdzie jesteś? Nie dlatego, że Bóg nie wiedział. Chciał skonfrontować ukochanego człowieka ze wstydem. Nie chciał zostawić go sam na sam z poczuciem winy. Psychologia mówi dziś dokładnie to samo, tylko innym językiem. Trauma rośnie w ciszy. Lęk w izolacji. Wstyd potrzebuje milczenia jak ogień tlenu. Dopiero wypowiedziany zaczyna tracić swoją władzę. Dlatego zdrowienie prawie zawsze zaczyna się od prostego aktu: - od powiedzenia komuś prawdy. Nie pięknej czy uporządkowanej. Prawdziwej. Szorstkiej. I z szacunkiem do samego siebie: Czasem to jest jedno zdanie: nie radzę sobie; boję się; jest mi ciężko; zostań chwilę. W Biblii nawet Hiob nie został potępiony za to, że narzekał. Został skorygowany dopiero wtedy, gdy jego przyjaciele zaczęli udawać, że wszystko rozumieją. Problem nie były słowa tylko zero prawdziwej osobowej reakcji. Bo przeciwieństwem życia nie jest śmierć. Czasem jest nim właśnie milczenie między ludźmi. Psychologia relacji mówi jasno: pary nie rozpadają się dlatego, że się kłócą, tylko wtedy, gdy przestają ze sobą rozmawiać. Gdy zamiast dialogu pojawia się chłodna administracja codzienności. Monolog. Gadanie z pozycji siły. Kontrola. Logistyka zamiast obecności. Uciekanie w rozpraszacze zamiast celowanie w miłosne sedno istnienia emocji. Biblia powiedziałaby prościej: - Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam. A samotność nie zaczyna się wtedy, gdy nie ma ludzi, ale wtedy, gdy nie ma rozmowy a słowa i uczucia zastępują emoticony. Dlatego życie jest także po to, żeby mówić: - jestem, - widzę cię, - jeszcze próbuję. Milczenie zostawmy umarłym. Żywi powinni szukać siebie także w rozmowach. *** Jezus przede wszystkim rozmawiał. Nie pisał traktatów i nie budował systemów. Nie budował szkoły filozoficznej (tę zbudowali po Nim ludzie). Chodził od człowieka do człowieka i wchodził w rozmowę tak, jak wchodzi się do czyjegoś domu: bez przemocy, ale z prawdą. Pierwsze, co często robił, to nie było nauczanie ale inspirujące do myślenia pytanie: „Czego szukacie?” „Za kogo mnie uważacie?” „Czy chcesz być zdrowy?” „Kobieto, gdzie oni są?” „Szymonie, czy miłujesz mnie?” Bóg, który pyta człowieka. To jest jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy w Ewangelii. Bo pytanie to zawsze zaproszenie do relacji. Pytanie oznacza: twoja odpowiedź ma znaczenie. Widzę cię. Jezus nie leczył tylko ciała. On przywracał ludzi do dialogu. Z drugim człowiekiem. Z sumieniem. Zacheusz: rozmowa przy stole. Samarytanka: rozmowa przy studni. Nikodem: rozmowa w nocy. Uczniowie z Emaus: rozmowa w drodze. Za każdym razem najpierw była rozmowa, dopiero potem przemiana. Bo w Biblii zbawienie bardzo często zaczyna się od tego, że ktoś zostaje wysłuchany. Psychologia odkryła to dwa tysiące lat później i nazwała przymierzem terapeutycznym. Jezus robił to intuicyjnie: najpierw tworzysz przestrzeń, w której człowiek przestaje się bać mówić. Dopiero wtedy może się zmienić. Najbardziej poruszające jest to, że Jezus rozmawiał nawet wtedy, gdy wiedział, że ktoś Go zdradzi. Rozmawiał z Judaszem przy stole. Z Piotrem, wiedząc, że ten się Go wyprze. Na krzyżu rozmawiał z łotrem. Nawet tam nie było ciszy. „Dziś będziesz ze Mną w raju.” Ostatnie godziny Jezusa to właściwie ciąg rozmów: z Matką, z uczniem, z oprawcami, z Ojcem. Jakby chciał pokazać jedną rzecz: - dopóki rozmawiasz, dopóty żyjesz w relacji. W Ewangelii piekło nigdy nie jest opisane jako ogień w sensie psychologicznym. Najgorszym jego obrazem jest raczej absolutna samotność i wyobcowanie: miejsce, gdzie nie ma już dialogu. A Królestwo Boże? To uczta. Czyli miejsce rozmowy. Może dlatego Jezus tak często jadł z ludźmi. Bo stół to najprostszy ołtarz rozmowy. I może dlatego chrześcijaństwo nie zaczyna się od moralności. Zaczyna się od zdania: „Pójdź za Mną.” Czyli: - chodź tu. Mam dla ciebie dużo czasu. - Pogadajmy. *** Jestem pewny, że gdyby dziś Jezus dostał telefon komórkowy (ten, co się nim więcej pisze niż gada), zostawiłby go Piotrowi (temu od zarządzania korporacją): - Masz, zarządzaj. Tylko się nie pogub. Sam poszedłby do człowieka, popatrzyłby w oczy i zapytał: - co ci leży na sercu? Postawiłby lampkę wina, butelkę wody, coś do zakąszenia i rzuciłby: - a teraz pogadamy. - Ale nie kręć i nieprzemilczaj proszę tego, co naprawdę ma sens.