Zdjęcia Zawsze powtarzano nam, że piekło jest gdzieś głęboko pod nami. W ziemi, w lawie, w ogniu. Ale jeśli kiedykolwiek próbowałeś kopać ogródek, to wiesz, że jedyne, co tam znajdziesz, to glina, kamienie i korzenie. Żadnych czartów. Żadnych kotłów. Najbardziej piekielne, co można odkopać, to słoik po ogórkach zakopany przez dziadka. Prawdziwe piekło nie potrzebuje adresu. Ono mieści się w windzie, która staje między piętrami, kiedy spieszysz się na spotkanie. Albo w pokoju bez okien, gdzie zostajesz sam z własnymi myślami, a te myśli zaczynają gadać głośniej niż cokolwiek na zewnątrz. Piekło jest w spojrzeniu człowieka, który miał cię kochać, a patrzy na ciebie jak na pustą półkę w sklepie. Czasem wracasz do domu i słyszysz ciszę, którą powinnna wypełniać radość z twojej obecności. Innym razem kładziesz się obok kogoś, kto już dawno odszedł, tylko ciało zostało, jak stary fotel, którego nikt nie wyniósł. Nie trzeba diabłów. Wystarczy twoja pamięć, wstydy i ten chochlik w głowie, który codziennie szepcze: „Przegrałeś. Nikomu nie zależy.” Piekło to echo, które odbija się w tobie tak długo, aż uznasz je za swój własny głos. Znałem kobietę, która lubiła mówić, że chce iść do piekła. Mówiła to w knajpie, śmiejąc się, jakby zamawiała pizzę: „Niebo? Za nudno. W piekle spotkam znajomych.” I wszyscy się śmiali, ja też. (Konia z rzędem, kto nie zna dowcipów o piekle). Ale później spotkałem ją prawdziwie rozwaloną. Rozstaniem z facetem, który znalazł sobie młodszą, z butelką wina w ręce, z komornikami na karku, z pooraną twarzą przypominającą mapę wszystkich złych decyzji. Wtedy już nie żartowała. Powiedziała tylko z grymasem: „Moje życie to piekło.” I wtedy zobaczyłem, że piekło zaczyna się nie tylko po śmierci. Zaczyna się dokładnie w chwili, kiedy zostajesz sam w ciszy. Kiedy nie ma już wspólnego słuchania muzyki, oglądania seriali, tej ciepło-nudnej wspólnej codzienności, a tylko ty i twoje głosy. I te głosy są bezlitosne. Piekło pachnie potem w fabryce, gdzie pracujesz za grosze i wiesz, że jutro nikt nawet nie zauważy, jeśli nie przyjdziesz. Piekło siedzi w oczach dziecka, któremu znów nie dotrzymałeś słowa. Piekło to świadomość, że nie da się cofnąć tego, co już zrobiłeś. I właśnie dlatego boimy się go najbardziej, bo to nie cudzy wynalazek. To nasze własne dzieło. Bo piekło nie czeka, aż ktoś tam cię wrzuci. Ono czeka, aż sam zamkniesz drzwi od środka i zgasisz światło. *** Jeśli wierzysz w Boga, to wiesz, że piekło tak naprawdę istnieje a także istnieją demony. Nie tylko te, które urodziły się w tobie, a ty je karmisz gniewem, zazdrością czy rozpaczą. Istnieje też ten drugi świat: mistyczny, niematerialny, a jednak bardzo realny. O nim napiszę kiedyś. Ale dziś powiem ci to: piekło, choć prawdziwe, nie ma ostatniego słowa. Chrystus zstąpił do piekieł, żeby wyprowadzić stamtąd więźniów. To znaczy, że nie ma takiego mroku, w którym On by się nie pojawił. Nie ma takiego pokoju bez okien, którego nie potrafiłby rozświetlić. „Oto stoję u drzwi i kołaczę” - mówi Apokalipsa (Ap 3,20). Nawet jeśli zamknąłeś drzwi od środka, On stoi i czeka, by wejść. Niebo i piekło są realne, ale twoim przeznaczeniem nie jest ciemność. Twoim przeznaczeniem jest życie. Światło silniejsze niż mrok. Miłość mocniejsza niż śmierć. Dlatego nie pytaj tylko: „Gdzie jest piekło?” ani „Gdzie jest niebo?” Pytaj raczej: „Kto mnie poprowadzi?” Bo odpowiedź jest zawsze ta sama: Ten, który przeszedł przez ogień i wyszedł z tego żywy. A wtedy, owszem, wiesz: - piekło istnieje a w nim buszują demony. Ale to nie one mają ostatnie słowo.