Zanim zaczniemy rozbierać na części rzymski sposób myślenia o Bogu, ten, który lubi pieczątki, ciągłość sukcesji i poczucie, że prawda ma adres korespondencyjny, warto zrobić coś, co instytucje religijne robią z wyjątkowym upodobaniem: policzyć ludzi. Liczby zawsze działają uspokajająco. Dają wrażenie porządku. Sugerują, że skoro coś jest duże, to musi być prawdziwe albo przynajmniej bliższe prawdy niż reszta. Na świecie żyje dziś około dwóch i pół miliarda chrześcijan (to nie tylko katolicy). To ogromna, wewnętrznie sprzeczna, wielojęzyczna rodzina, która od dwóch tysięcy lat kłóci się o to samo, cytując tego samego Jezusa. W tej masie nieco mniej niż połowę. stanowią katolicy rzymscy. Około jednego i ćwierć miliarda ludzi, według jednych zestawień nieco więcej, według innych nieco mniej. W zależności od metodologii, definicji przynależności i tego, czy liczymy ochrzczonych, praktykujących, czy tylko zapisanych w księgach. Statystyka nie jest objawieniem. Jest interpretacją. Reszta chrześcijańskiego świata to prawosławni, protestanci wszystkich możliwych nurtów, Kościoły wschodnie, wspólnoty lokalne, ruchy niezależne, denominacje, których nazw nie zna nawet Google. Tysiące tradycji, miliony wspólnot, jeden Chrystus i zadziwiająco wiele wersji instrukcji obsługi. W skali globalnej mówi się o dziesiątkach tysięcy denominacji i kilku milionach lokalnych wspólnot chrześcijańskich. Jedność w teorii. Różnorodność w praktyce. Chaos w rzeczywistości. W Polsce sprawa wygląda prościej tylko na pierwszy rzut oka. W potocznym języku „Kościół” oznacza Kościół rzymskokatolicki, bez potrzeby doprecyzowania. To efekt historii, kultury, demografii i długo pielęgnowanego przekonania, że większość ma prawo mówić w imieniu całości. Tymczasem formalnie w Polsce działa ponad dwieście Kościołów i związków wyznaniowych. Są zarejestrowane, legalne, obecne. Tyle że w zbiorowej wyobraźni pozostają jak przypisy drobnym drukiem. Istnieją, ale nie zmieniają narracji. I właśnie tu zaczyna się rzymski sposób myślenia o Bogu. Skoro nas jest najwięcej, skoro mamy historię, struktury, ciągłość i liczby, to bardzo łatwo wykonać jeszcze jeden krok. Krok od: „jesteśmy największą tradycją” do: „jesteśmy normą”. A od normy już tylko pół kroku do przekonania, że Bóg działa najpełniej tam, gdzie my. I że inni, owszem, są blisko, są w drodze, mają elementy, ale czegoś im jeszcze brakuje. Ekumenizm w tej logice jest uprzejmy, dobrze ubrany i pełen uśmiechów. Oficjalnie chodzi o dialog, spotkanie, wzajemne zrozumienie. W praktyce bardzo często przypomina rozmowę, w której jedna strona naprawdę chce się spotkać, a druga równie szczerze chce, by spotkanie zakończyło się zmianą adresu. Nie dziś, nie jutro, nie brutalnie. Powoli. Delikatnie. Dokument po dokumencie. Deklaracja po deklaracji. Zawsze w imię: „pełni”. To słowo jest kluczowe. Pełnia środków zbawienia. Pełnia sakramentów. Pełnia prawdy. Pełnia „moja prawda jest mojsza” Brzmi niewinnie, niemal troskliwie. Jakby ktoś mówił: „nie odbieramy wam tego, co macie, chcemy tylko dać wam resztę”. Tyle że w tym zdaniu od początku ukryta jest hierarchia. My mamy całość. Wy macie fragment. Rzymska pycha rzadko krzyczy. Ona nie mówi wprost: „wróćcie do Rzymu”. Ona mówi: „idziemy razem”. A potem bardzo konsekwentnie ustawia punkt docelowy. Jedność bez jednego centrum wydaje się w tej wyobraźni podejrzana, niebezpieczna, zbyt chaotyczna. Jakby Bóg potrzebował centrali, żeby się nie pogubić. Tymczasem problem nie polega na tym, że ktoś wierzy w swoją drogę. To jest naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy własną drogę bierze się za miarę działania Boga. Gdy zamiast pytać, gdzie Bóg już jest, pyta się, jak sprowadzić innych tam, gdzie my Go znaleźliśmy. Jakby Bóg nie potrafił spotkać człowieka bez naszej infrastruktury. I w tym miejscu warto odebrać Mu paszport. Ale… Bóg bez paszportu jest niewygodny. Nie da się Go zatrzymać na granicy. Nie można sprawdzić, czy przekroczył ją legalnie. Nie pasuje do formularzy. Nie mieści się w rubrykach. Nie odpowiada na pytanie: „z jakiego Kościoła jest?” W Biblii pojawia się tam, gdzie nie powinien. Przemawia poza świątynią. Wybiera ludzi spoza systemu. Daje się rozpoznać cudzoziemcom szybciej niż zawodowym strażnikom doktryny. I nigdy nie okazuje legitymacji. Rzymski sposób myślenia próbuje Go osadzić. Umocować. Przypisać. Dać Mu adres. To daje poczucie kontroli. Jeśli Bóg jest „nasz”, świat staje się bardziej przewidywalny. Jeśli jest „nasz”, to inni mają Go mniej. Albo są Jego w wersji roboczej. Hipokryzja zaczyna się wtedy, gdy głosi się Boga wszechobecnego, a jednocześnie mentalnie zamyka się Go w jednym modelu kościelnym. Gdy mówi się o Duchu, który wieje, kędy chce, ale natychmiast stawia się znaki zakazu. Gdy opowiada się o miłości większej niż świat, a mierzy się ją miarą przynależności. Słowo „katolicki” znaczy „powszechny”. Problem w tym, że powszechność bardzo łatwo pomylić z centralizacją. Jakby „wszędzie” musiało oznaczać „z jednego punktu”. Jakby Bóg nie potrafił być powszechny bez jednego biura obsługi. Bóg bez paszportu nie jest przeciwko Kościołom. On po prostu nie jest od nich zależny. Kościoły mogą być przestrzenią spotkania. Mogą być domem, drogą. Ale nie są Jego dowodem osobistym. Nie są Jego jedynym adresem zameldowania. - Najgłębsza pycha nie polega na przekonaniu, że moja droga jest prawdziwa. - Najgłębsza pycha polega na przekonaniu, że Bóg nie potrafi działać prawdziwie poza nią. Jakby bez naszego systemu był zagubiony, nieskuteczny, nielegalny. Możemy dalej liczyć. Procenty. Wzrosty. Spadki. Większości. Ale liczby mówią o ludziach, nie o Bogu. A Bóg, jeśli jest Bogiem, nie potrzebuje ani statystyki, ani paszportu. Wystarczy, że jest. *** Na poziomie globalnym chrześcijaństwo to dziś mniej więcej 2,65 miliarda osób. Tak, miliarda. Z „b”. Gordon-Conwell (opracowanie oparte o World Christian Database) podaje dla roku 2025 liczbę 2 645 317 000 chrześcijan.  W tej ogromnej rodzinie katolicy (w ujęciu tego samego zestawienia) to około 1 272 775 000 osób w 2025 roku.  Prosty rachunek daje nam udział rzędu około 48% całego chrześcijańskiego świata. Watykańskie statystyki (Annuarium Statisticum Ecclesiae 2023, omówione przy okazji Rocznika 2025) mówią o wzroście liczby katolików z ok. 1,39 mld do ok. 1,406 mld między 2022 a 2023 rokiem.  Różnica wobec tabeli Gordon-Conwell nie musi oznaczać „ktoś kłamie”. Częściej oznacza: inne definicje, inne źródła, inne kryteria „kogo liczymy” i „jak liczymy”. Według tej samej tabeli w skali świata istnieje około 50 000(!) „denominations/rites” (wyznań/obrządków/tradycji instytucjonalnych) w 2025 roku oraz około 4,4 miliona lokalnych wspólnot (congregations).  W Polsce działa wiele Kościołów i związków wyznaniowych. Według informacji przytaczanej w oparciu o publikację GUS „Wyznania religijne w Polsce w latach 2022-2024” jest ich obecnie 213.  Równolegle istnieje ministerialny rejestr (MSWiA) oraz publiczne zestawienia danych dotyczące podmiotów wpisanych do rejestru. *** Wiodące Kościoły katolickie w Polsce: 1. Kościół Katolicki w Rzeczypospolitej Polskiej obrządek łaciński, najliczniejszy Kościół katolicki (rzymskokatolicki) działający na podstawie konkordatu oraz ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego.  2. Kościół Katolicki w Rzeczypospolitej Polskiej obrządek bizantyjsko-ukraiński (często określany także jako Kościół greckokatolicki), Kościół katolicki w unickiej jedności z Rzymem, wpisany do rejestru.  3. Kościół Katolicki w Rzeczypospolitej Polskiej obrządek ormiański (ormiańsko-katolicki), jedna z mniejszych katolickich wspólnot obrządkowych obecna w rejestrze.  4. Kościół Polskokatolicki w Rzeczypospolitej Polskiej - starokatolicki Kościół niebędący częścią Kościoła rzymskokatolickiego, wpisany jako osobny Kościół i związek wyznaniowy; używa w nazwie terminu „Polskokatolicki”.  5. Kościół Katolicki Mariawitów w Rzeczypospolitej Polskiej - historyczna wspólnota mariawicka wyrosła z tradycji katolickiej, zarejestrowana jako odrębny Kościół. 6. I inne.