Zdjęcia Zamartwianie się to taki sport, w którym nikt nie wygrywa, ale wszyscy startują. Nie trzeba się zapisywać, nie ma wpisowego, nie ma sędziego - tylko wewnętrzny głos, który brzmi jak lekko zirytowany sąsiad: „A co, jeśli…?”. I zanim się obejrzysz, już siedzisz w środku kuchni z kubkiem letniej herbaty, wpatrujesz się w ścianę i mentalnie próbujesz ukartować wszystkie scenariusze, które jeszcze się nie wydarzyły. Ale Jezus - i to jest piękne - jakby znał ten mechanizm od podszewki. Jakby wiedział, że człowiek, zamiast usiąść i zjeść kanapkę z dżemem, woli obliczać prawdopodobieństwo bankructwa, samotności i braku internetu w środku nocy. Dlatego mówi coś, co jest zupełnie nie z tego świata: „Nie martw się. Zobacz na ptaki.” (Ewangelia Mateusza, rozdział 6, wers 26, wolne tłumaczenie wł.) Nie chodzi mu o to, żebyś porzucił zdrowy rozsądek. Chodzi o to, żebyś zawiesił swój dramat egzystencjalny na chwilę - tak jak kurtkę na krześle - i rozejrzał się: ptaki latają. Kwiaty rosną. Słońce wschodzi i zachodzi bez naszego udziału. W pewnym sensie jesteśmy otoczeni dowodami na to, że nie wszystko trzeba kontrolować. I że nie wszystko spadnie, jeśli puścisz. Martwienie się to próba przejęcia roli Boga w naszym życiu. To jakby powiedzieć: „Nie wierzę, że dasz radę, więc ja się pomartwię na wszelki wypadek.” Ale to nie działa. Martwienie się nie jest polisą ubezpieczeniową. Jest jak wiadro dziurawych myśli, które wylewasz na swoje dzisiejsze szczęście. Nie napełnia - tylko przesiąka. Zaufanie Bogu to nie ślepa rezygnacja. To świadome oddanie kontroli Temu, który i tak ją ma. To powiedzenie: „Nie rozumiem, ale wierzę. Nie wiem jak, ale wiem, że Ty jesteś.” I to zmienia wszystko. Bo nagle nie musisz sam wszystkiego dźwigać. Jeśli dzisiaj boisz się jutra - to zrozumiałe. Ale nie jesteś sam w tym strachu. Bóg jest z tobą. I On nie umie znikać. Ma taką stałą obecność, której nie wystraszy ani twój dług, ani twoja samotność, ani nawet to, że znowu nie odebrałeś telefonu od matki. On jest. I będzie. Więc może, zanim znowu uruchomisz wewnętrzny teleturniej „Co pójdzie nie tak?”, spróbuj innego pytania: „A co, jeśli Bóg naprawdę się mną opiekuje?”I od tej myśli zacznij swój dzień. To wystarczy. Na dzisiaj. Jutro - ma czas, żeby się samo wydarzyć. *** Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o swoje życie – o to, co będziecie jeść i co będziecie pić, ani o swoje ciało – w co się ubierzecie. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Spójrzcie na ptaki: nie sieją, nie żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebiański je żywi. Czyż wy nie jesteście warci więcej niż one? Kto z was, martwiąc się, może choćby o jeden łokieć przedłużyć swoje życie? A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie trudzą się ani nie przędą. Lecz powiadam wam: Nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany, jak jedna z nich. Jeśli więc trawę na polu, która dziś jest, a jutro zostanie wrzucona do pieca, Bóg tak przyodziewa, to czy nie tym bardziej was, ludzie małej wiary? Nie martwcie się więc, mówiąc: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? W co się ubierzemy? Bo o to wszystko zabiegają poganie. Ojciec wasz niebiański wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień zatroszczy się sam o siebie. Dosyć ma dzień swojego utrapienia. ~ Ewangelia Mateusza 6,25-34 w tłumaczeniu Biblii Ekumenicznej *** Boże, wiem, że jestem mistrzem w zamartwianiu się o rzeczy, które jeszcze się nie stały. Tworzę w głowie scenariusze - często ciemniejsze niż rzeczywistość, często bardziej dramatyczne niż to konieczne. Wiem, że ptaki nie kalkulują, a lilie nie mają kalendarzy. A mimo to żyją. Pięknie żyją. Pomóż mi dzisiaj nie biec myślami do przyszłości, która jeszcze nie nadeszła i do rachunków, które może nigdy nie przyjdą. Naucz mnie, że wystarczy być. Tutaj. Teraz. Z Tobą. Daj mi serce, które ufa, nawet jeśli lodówka świeci pustką, a telefon milczy w sprawach, które miały się już dawno rozwiązać. Daj mi oczy, które widzą dobro, nawet jeśli nie mam jeszcze rozwiązania. Jeśli dzisiaj mam tylko kromkę chleba, pokaż mi, że to nie wszystko, co mam. Jeśli mam zmartwienie - naucz mnie oddać je Tobie nie jako obowiązek religijny, ale jak dziecko, które kładzie zbyt ciężki plecak i z ulgą mówi: „Już nie mogę tego nieść”. Nie każ mi być bohaterem codzienności. Nie każ mi się nie bać. Ale proszę - bądź ze mną, gdy ten strach znowu przyjdzie w środku dnia. Albo nocy. Bo jeśli jesteś tym, który karmi ptaki i ubiera pola, to wiem - naprawdę wiem - że umiesz też zatroszczyć się o mnie. Choćbym dzisiaj znowu miał w to wątpić.
Zamartwianie się to taki sport, w którym…
Zdjęcia Zamartwianie się to taki sport, w którym nikt nie wygrywa, ale wszyscy startują. Nie trzeba się zapisywać, nie ma wpisowego, nie ma sędziego - tylko wewnętrzny głos, który brzmi jak lekko zirytowany sąsiad: „A…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.