Zacznijmy od tego, że każdy z nas czasem myśli o sobie źle. Nie w sensie: „oj, mogłem kupić inne buty”, tylko tak bardziej globalnie: „czy ja w ogóle coś znaczę?” Psychologia ma na to nazwę: niskie poczucie własnej wartości. Biblia… zapomnienie o źródle. Bo jeśli naprawdę wierzysz, że zostałeś stworzony na obraz Boga, to jakim cudem możesz wierzyć, że jesteś nic niewart? Trudność w podejmowaniu decyzji to pierwszy sygnał. Człowiek stoi na rozdrożu, głowa pełna znaków zapytania, a w sercu drży: „a co, jeśli wybiorę źle?” Bóg, gdy stwarzał świat, nie oceniał ryzyka. Po prostu powiedział: „Niech się stanie.” Nie: „Niech się stanie, ale może w wersji testowej.” Nie: „Niech się stanie, jeśli wszystkim się spodoba.” Właśnie takiej decyzji potrzebujesz. Nie idealnej ale żywej. Bo niepewność nie jest brakiem wiary. Czasem jest jej początkiem. *** Niektórzy ludzie wchodzą na Instagram tak, jak faryzeusze wchodzili do świątyni: żeby się upewnić, że Bóg ich widzi. Porównują się z innymi jak uczniowie Jezusa, którzy kłócili się, który z nich jest większy. A Jezus, z cierpliwością terapeuty, który słyszy to setny raz, mówi: „Kto chce być pierwszy, niech będzie ostatni.” W Bożym świecie nie ma podium. Jest stół. I wszyscy są zaproszeni. Psychologia powie: przestań się porównywać, skup się na sobie. Biblia doda: - bo już jesteś umiłowany. Nie za wynik. Za sam fakt, że… jesteś. *** Bierzesz na siebie za dużo, żeby zadowolić innych. To klasyczny błąd świętych. Tylko że większość z nich nie prosiła o beatyfikację. Współczesny człowiek próbuje zbawić świat przez multitasking: - ratować przyjaciół, uspokajać rodzinę, - odpisywać na maile w czasie modlitwy i gotować obiad z poczuciem winy, że nie ma energii, by jeszcze kogoś przytulić. Ale Bóg nigdy nie chciał, żebyś był bohaterem. Chciał, żebyś był człowiekiem. A człowiek, wbrew pozorom, też ma granice. Psychologia uczy, że „nie” to pełne zdanie. Biblia uczy, że nawet Jezus miał czas, kiedy odchodził na pustynię, bo miał dość tłumu. Jeśli On mógł się zmęczyć, to ty też możesz. *** Łatwiej ci wymienić wady niż zalety? Witaj w klubie uczniów wątpiących. Piotr też patrzył w lustro i widział tylko słabość. Dopiero Bóg zobaczył w nim skałę. To niesamowite, jak bardzo potrafimy się zaniżać. Mówimy: „nie zasługuję”, jakbyśmy byli księgowymi własnej godności. A przecież psalmista pisał: „Dziwnie i cudownie mnie stworzyłeś.” To nie była metafora. To była terapia. Spróbuj kiedyś stanąć przed lustrem i powiedzieć: „Nie jestem pomyłką.” Nie dlatego, że jesteś doskonały, tylko dlatego, że jesteś prawdziwy. *** Nie komunikujesz swoich granic, bo boisz się, że ktoś przestanie cię lubić. A przecież nawet Jezus potrafił powiedzieć „nie”. Nie każdemu odpowiadał. Nie każdego uzdrawiał. Nie każdemu tłumaczył swoje decyzje. Granice nie są egoizmem. Są kształtem miłości własnej. A miłość własna nie jest pychą, jest przyjęciem daru, jakim jesteś. *** Bóg nie tworzy śmieci. Produkują to ludzie. Niskie poczucie własnej wartości nie czyni cię złym człowiekiem. Czyni cię po prostu kimś, kto zapomniał, że nie musi niczego udowadniać. Nie musisz zasługiwać na miłość. Masz ją wbudowaną. Jak serce. I może właśnie na tym polega dojrzałość duchowa: - nauczyć się patrzeć na siebie tak, jak patrzy na ciebie Bóg: z delikatnym uśmiechem, bez rankingu, bez porównań, bez wstydu. Bo jeśli On uznał, że jesteś tego wart, to może warto Mu wreszcie uwierzyć.
Zacznijmy od tego, że każdy z nas…
Zacznijmy od tego, że każdy z nas czasem myśli o sobie źle. Nie w sensie: „oj, mogłem kupić inne buty”, tylko tak bardziej globalnie: „czy ja w ogóle coś znaczę?” Psychologia ma na to nazwę: niskie poczucie własnej…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.