WYZWOLENIE EWANGELII ~ czyli jak Jezus uciekł z ambony, żeby usiąść z nami na ławce Zaczęło się , jak wszystko, co ważne - od gniewu. Od dzieci w slumsach, które nie miały co jeść. Od matek, które rodziły w potarganych namiotach. Od mężczyzn, którzy pracowali po 12 godzin za miskę ryżu i przychodzili do kościoła tylko po to, żeby usłyszeć, że „bieda prowadzi do nieba”. A potem… ktoś powiedział: „Nie. Nie zgadzam się.” I to „nie” zabrzmiało jak modlitwa. Albo raczej jak krzyk, który wreszcie przebił się przez dzwony. Tak narodziła się teologia wyzwolenia, która zamiast mówić o zbawieniu w niebie, zapytała: „Dlaczego tu, na ziemi, jest piekło?” Nie mówili tego z wygodnych miejsc. Mówili to ludzie, którzy znali ból od środka. Którzy wierzyli, że Ewangelia to nie luksusowy towar, ale ratunek. Że Jezus przyszedł nie po to, byśmy się kłócili o przepisy liturgiczne, tylko po to, by nas wyciągać z błota… razem. Oto kilku z nich - duchownych, proroków, przyjaciół świata z dołu: Gustavo Gutiérrez Dominikanin z Peru, który powiedział, że „ubodzy są uprzywilejowanymi odbiorcami Ewangelii”. Uczył, że Bóg nie jest neutralny. Jeśli ktoś głoduje, to nie jest „jakiś plan Boży”, tylko niesprawiedliwość, przeciwko której trzeba się modlić całym życiem. Leonardo Boff Brazylijski franciszkanin, teolog, poeta. Wyrzucony z zakonu za mówienie, że Kościół powinien mniej błyszczeć, a bardziej służyć. Pisał o Bogu, który nie nosi purpury, tylko ubrania z odzysku. Jego Bóg zna ceny żywności, cierpienie matek i nadzieję bezdomnych. Jon Sobrino Hiszpański jezuita, który przeżył rzeź w Salwadorze, gdzie zginęli jego współbracia. Powiedział wtedy, że nie wolno głosić Ewangelii, która nie boli. Że Jezus umarł, bo był z tymi, których system próbował wymazać. A więc nie tylko za nas, ale z nami. Dlaczego o tym piszę? Bo świat znowu się dzieli. Bo ludzie słyszą w Kościele więcej o grzechu niż o miłości i są wykluczani bo… rozwiedzeni, bo nie umyci, no gniewni. Bo Ewangelia została zagarnięta przez głosy, które nie znają głodu, samotności ani zmęczenia po nocnej zmianie. Bo parafie i zbory stają się miejscami rozrywki i wzajemnej adoracji. Zamykają się w bańkach samozadowolenia. Tymczasem Jezus nie powiedział: „Zbudujcie mi świątynię.” Powiedział: „Byłem głodny a nakarmiliście mnie. Byłem nagi a ubraliście mnie.” Bo może zamiast naprawiać Kościół, trzeba go wyprowadzić na spacer? Zabrać na osiedle. Do bloku. Do ludzi. Czym będzie ten cykl? Siedem esejów i epilog. Każdy o jednym miejscu, gdzie Ewangelia wciąż żyje, choć nikt już jej tak nie nazywa. O pracy, bezdomności, miłości, błocie i wstydzie. O tym, że najpiękniejsze kazania to te, których nikt nie spisał, tylko przeżył. To nie będzie mówienie ludziom, co mają robić. To będzie słuchanie tych, których nikt nie słucha. To będzie WYZWOLENIE EWANGELII. Z rąk systemu, z języka biurokracji, z liturgii bez miłości. BojBóg jest - i to siedzi gdzieś blisko. Może na ławce. Może w kolejce do MOPS-u. Może czeka, aż ktoś zapyta: „Czy wszystko w porządku?” Witold Kazimierz Augustyn *** „Bóg nie mieszka w pałacach, lecz w lepiankach ludu.” ~ Leonardo Boff *** Sześciopiętrowy blok. Winda nieczynna od czerwca, klatka pachnie kurzem i frytkami, a z listy lokatorów wymazano już trzech, nie z powodu przeprowadzki. Pani Grażyna z mieszkania 56 mówi, że jak się modli o cud, to najpierw o ciepłą wodę, dopiero potem o zbawienie. Ma 67 lat, chore kolana i dług wdzięczności wobec sąsiadki, która raz w tygodniu wnosi jej zakupy. (Tak, takie osiedla w Polsce jeszcze istnieją). Czasem wydaje się, że Pan Bóg tu nie zagląda. Jakby listonosz z nieba zgubił ten adres, albo uznał go za strefę bezobjawowej obecności. Ale Bóg tu jest. Tyle że nie widać Go na banerach ani w rubrykach „wydarzenia religijne”. Jest w dłoni, która podaje zupę bez pytania o PESEL. W kobiecie, która nie ma siły płakać, ale nadal wstaje o 5:30, żeby ogarnąć dzieci i nie zwariować. W chłopaku spod szóstki, który siedzi na murku i wygląda na przegranego, choć właśnie przyniósł do domu pierwsze uczciwe zarobione pieniądze. *** „Nie wystarczy mówić o Bogu. Trzeba mówić tak, żeby ludzie czuli, że On mówi przez ciebie.” ~ Jon Sobrino Tego, co prawdziwe, nie da się wyczyścić z błota. Nie da się wypastować wiary na błysk, jak butów na ślub. Jeśli Bóg ma coś wspólnego z tym światem, to raczej z trzepakiem niż z kandelabrem. Raczej z głośną lodówką i rachunkami w szufladzie niż z marmurem w zakrystii. Jezus nigdy nie miał stałego adresu. „Nie miał gdzie głowy skłonić” - to jedyny zapis o Jego warunkach mieszkaniowych. Gdyby dziś pojawił się w mieście, nie zacząłby od katedry. Poszedłby pod monopolowy. Albo na ostatnie piętro bloku z graffiti na elewacji. Posiedziałby z panią Gosią, co od miesięcy czeka na syna z ośrodka. Z Tomkiem, który od roku nie rozmawia z matką, bo wstyd mu, że nie ma siły wytłumaczyć, czemu nie potrafi znaleźć pracy. To tam byłby Kościół. Bez trybunałów, bez mikrofonów. Tylko obecność. I ciepły głos. *** „Duch Pana nade mną, namaścił mnie, bym przyniósł dobrą nowinę ubogim” (Łk 4,18). Nie da się powiedzieć tego ciszej. Jezus nie przyszedł z ofertą premium dla ludzi sukcesu. Nie rozdał złotych kart w programie lojalnościowym dla moralnie wzorowych. Przyszedł do tych, którzy nie mieszczą się w normie. Nie z powodu złej woli, po prostu świat ich zepchnął. A jednak niosą w sobie światło. Czasem przytłumione, czasem ledwo tlące się, ale prawdziwe. Niosą je jak świeczkę w wietrzny dzień, zasłaniając dłońmi, dmuchając, by nie zgasła. I nikt im nie gratuluje, bo nikt nie widzi. *** „Milczenie wobec niesprawiedliwości to forma zdrady.” ~ Gustavo Gutiérrez Kiedy ksiądz z ambony mówi, że „wszyscy mamy równe szanse”, a potem wraca do plebanii, gdzie jest podłogowe ogrzewanie i ekspres do kawy z trzema programami parzenia, coś się w ludziach zacina. Bo nie chodzi o to, żeby ktoś miał mniej. Chodzi o to, żeby ci, którzy mają wszystko, usiedli w ciszy z tymi, którzy nie mają nic. Choćby na chwilę. Bo prawda jest taka, że Ewangelia brzmi inaczej, kiedy słuchasz jej (i mówisz i niej) z pustym żołądkiem. *** Schodzę na dół z siatką. Pani Grażyna jak zwykle macha z okna. - Dzisiaj znowu śmieci nie odebrali mówi. - Ale za to chyba był tu dziś Bóg - odpowiadam. - To czemu nie zapukał? Może zapukał. Tylko z drugiej strony, tej, z której nikt się nie spodziewa. Może przyszedł w twarzy bezdomnego, który przeprasza, że śmierdzi. Albo w głosie dziewczyny, która mówi „trzymaj się”, „do zaś” i naprawdę to czuje. Może nie mówi, bo słucha. Może nie puka, bo wie, że drzwi są otwarte. A może po prostu siedzi na schodach i czeka, aż ktoś usiądzie obok.