Wyobraź sobie tygrysa wchodzącego do rzeki. Tygrys nie analizuje kursu walut, nie pyta terapeuty, czy to dobry moment na krok, nie spisuje w zeszycie zalet i wad przejścia na drugą stronę. Tygrys idzie, bo musi. Głód to nie filozofia. A teraz wyobraź sobie człowieka. Stoi na brzegu i zamiast ruszyć, włącza w głowie panel kontrolny: - czy nurt nie za mocny? - co powiedzą inni, kiedy zobaczą, że próbuję, a się nie uda? - a może poczekam jeszcze dzień, bo dzisiaj ciśnienie spadło, a poza tym mam buty nieprzemakalne tylko do połowy łydki? Człowiek potrafi tak stać latami, na brzegu własnej rzeki. I tu zaczyna się cała groteska: życie i tak popchnie go do wody, wcześniej czy później. Z tą różnicą, że wtedy będzie wchodził z obłędem w oczach, zamiast z choćby cieniem odwagi. *** Nie ma ciągu łatwych dni. To złudzenie sprzedawane w kolorowych magazynach i na banerach fitnessowych, gdzie pani w pastelowych legginsach uśmiecha się, jakby całe życie było smoothie z jarmużu. Prawdziwy dzień jest trudny. Prawdziwy dzień wita cię rano niepowiedzianym słowem, rachunkiem w skrzynce, zmęczoną twarzą obok na poduszce albo jej brakiem. Trudny dzień pachnie niespełnionymi obietnicami i lodówką, w której coś kwaśnieje w słoiku od tygodnia. I wtedy wchodzi pytanie: - dokąd zmierzasz? Bo jeśli nie wiesz, trudny dzień rozszarpie cię jak hieny. Ale jeśli wiesz, nawet nieprecyzyjnie, nawet mgliście, to trudny dzień zamienia się w krok. Mały, ciężki, czasem tak powolny, że ledwo odróżniasz go od stania w miejscu. Ale to już krok. *** Wytrwać nie znaczy być bohaterem. Bohaterowie to wymysł scenarzystów. Wytrwać znaczy wstać z łóżka, mimo że kręgosłup gada „nie”, a dusza gada „po co”. Wytrwać znaczy zaparzyć herbatę, kiedy chciałoby się tylko położyć pod kołdrą i wyłączyć świat. Wytrwać znaczy powiedzieć choć jedno dobre słowo: sobie, komuś, Bogu. Nawet jeśli z gardła wychodzi tylko ochrypły szept. Świat nie potrzebuje ludzi doskonałych. Potrzebuje ludzi, którzy się nie zatrzymują, choćby szli po kolana w błocie. *** Biblia mówi: „Niech nie ustaje w czynieniu dobrze; albowiem we właściwym czasie żąć będziemy, o ile nie ustaniemy” (Ga 6,9). To znaczy: trudny dzień nie jest końcem. Jest zasiewem. Niewidocznym, zakopanym głęboko, czasem przykrytym kamieniem, ale żywym. Tygrys przechodzi rzekę, bo wie, że na drugim brzegu czeka życie. Ty masz więcej niż instynkt - masz obietnicę, że twój krok, choćby najmniejszy, nie ginie. Każde wytrwanie, każdy szept modlitwy, każdy oddech wbrew rozpaczy jest ziarnem, które Bóg podlewa. I kiedy przyjdzie czas, zobaczysz, że te wszystkie trudne dni, które wydawały się tylko ciężarem, były w istocie krokami naprzód. Wytrwaj. Bo każdy krok, nawet ten w bólu, Bóg zamienia w drogę ku światłu. Jeśli tylko chcesz.