Współczesny człowiek nauczył się żyć tak, jakby stale przechodził przez lotnisko, na którym nikt nie ogłasza ostatniego komunikatu. Bo każdy już wcześniej zrozumiał, że najważniejsze w życiu stało się nie to, dokąd się leci, lecz z kim i czy inni pasażerowie uznają nas za wystarczająco atrakcyjnych, kompetentnych, młodych, spokojnych albo moralnie poprawnych, by pozwolić nam usiąść obok siebie bez uczucia zażenowania. I właśnie dlatego ten krótki fragment z Księgi Przysłów brzmi dziś niemal brutalnie, gdy mówi, że strach przed człowiekiem jest sidłem, ponieważ współczesna cywilizacja zbudowała całe swoje miękkie imperium na lęku przed odrzuceniem, wyśmianiem i społecznym wymazaniem. Dawniej człowiek obawiał się głodu, wojny albo zimy. Dzisiejszy człowiek boi się ciszy po wysłanej wiadomości. Psychologia społeczna od lat opisuje mechanizmy przynależności, konformizmu i dostrajania się do grupy, lecz problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeba akceptacji przestaje być naturalnym pragnieniem więzi, a staje się systemem sterowania całym wnętrzem człowieka, który rano sprawdza telefon jeszcze przed modlitwą i przed spojrzeniem za okno, ponieważ chce wiedzieć, czy nadal istnieje w świadomości innych ludzi. Człowiek przerażony cudzą opinią potrafi zmieniać język, poglądy, ubranie, marzenia, a czasami nawet osobowość, wykonując te wszystkie ruchy z tak wielką wprawą, że po kilku latach sam nie odróżnia już swojej twarzy od masek, które nosił zbyt długo. Sociologowie piszą o społeczeństwie performatywnym, terapeuci o lęku przed odrzuceniem, ekonomiści o kulturze konkurencji, lecz autor biblijny ujął to znacznie prościej i przez to znacznie boleśniej: - sidła. Nie mur czy więzienie. Sidła. Coś cienkiego, prawie niewidocznego, co zaciska się stopniowo, najbardziej, gdy się szamoczesz, często przy dźwiękach pochwał i uprzejmych uśmiechów. Człowiek wpada w nie zwykle wtedy, gdy próbuje za wszelką cenę zasłużyć na miłość ludzi, którzy sami nie potrafią pokochać siebie bez publiczności. Widać to szczególnie w relacjach. Ilu ludzi pozostaje dziś w związkach nie dlatego, że są kochani, ale, że boją się zostać uznani za przegranych. Jak wielu trwa w środowiskach, które wysysają z nich godność, ponieważ lęk przed samotnością wydaje się bardziej przerażający niż codzienna utrata siebie. Ilu rodziców żyje pod dyktando oczekiwań dzieci a dorośli mężczyźni nadal drżą przed opinią własnych ojców. A jak wielu ludzi wierzących, bardziej boi się reakcji sąsiadów niż Boga, którego podobno wyznaje? I nie chodzi wyłącznie o religię tylko o wewnętrzne miejsce, w którym człowiek odzyskuje ciężar własnego istnienia. Biblia nazywa to ufnością wobec Boga, psychologia mówi o stabilnym centrum osobowości, filozofia o zakorzenieniu, lecz wszystkie te języki próbują opisać podobny moment: - chwilę, w której człowiek przestaje oddawać pilot do własnego życia w ręce tłumu. Bo tłum bardzo rzadko wie, czego chce. A ja już, to chce ofiary. Internet, który miał połączyć ludzi, często zamienia się w gigantyczny amfiteatr, gdzie tysiące przestraszonych osób obserwuje się nawzajem, pilnując, by nikt nie powiedział czegoś zbyt szczerego, nazbyt dobrego albo zbyt ludzkiego. W efekcie wielu współczesnych ludzi żyje w stanie emocjonalnej autocenzury, która jest szczególnie wyczerpująca dlatego, że nie przypomina przemocy. Ona przypomina rozsądek. Człowiek tłumi część siebie małymi ruchami, tak elegancko, aż pewnego dnia budzi się z poczuciem, że od dawna nie wypowiedział żadnego zdania, pod którym naprawdę mógłby się podpisać. *** „Strach przed człowiekiem jest niczym sidła, lecz kto ufa PANU, jest bezpieczny.” Przypowieści Salomona 29:25 SNP *** Dlatego ten fragment z Przysłów nie jest przesadnie religijny, lecz to niezwykle czuła diagnoza. Autor nie wyśmiewa ludzkiego lęku. On pokazuje jego mechanizm i zostawia człowiekowi możliwość wyjścia. Ufać Panu oznacza bowiem coś znacznie głębszego niż powtarzanie pobożnych formuł. Oznacza odzyskanie świadomości, że wartość człowieka nie rodzi się w oczach innych ludzi, ponieważ ludzkie spojrzenia bywają zmienne, zmęczone, okrutne albo zwyczajnie powierzchowne. Człowiek, który buduje siebie wyłącznie na cudzych reakcjach, przypomina dom postawiony na ruchomej kładce. A jednak w tym wszystkim jest ogromna nadzieja. Człowiek nie musi stać się cyniczny ani obojętny, by odzyskać wolność. Nie powinien gardzić ludźmi, wycofywać się z relacji ani udawać samotnego wilka. Może po prostu zacząć oddychać trochę spokojniej, przestać traktować każdą ocenę jak wyrok, powiedzieć prawdę bez drżenia, pokochać bez teatralnych scen, odejść z miejsc, które niszczą jego duszę, i usiąść wieczorem w ciszy bez potrzeby natychmiastowego potwierdzania własnej wartości w oczach sąsiadów. To właśnie jest bezpieczeństwo, o którym mówi ten fragment. Nie życie bez bólu czy magiczna ochrona przed rozczarowaniem. Raczej stan, w którym człowiek przestaje być niewolnikiem cudzych spojrzeń, ponieważ odkrywa, że nawet jeśli świat potrafi odebrać reputację, pieniądze, młodość albo relacje, istnieje jeszcze przestrzeń głębsza od społecznej opinii, gdzie człowiek nadal pozostaje kimś prawdziwym, widzianym i ważnym.
Współczesny człowiek nauczył się żyć tak, jakby…
Współczesny człowiek nauczył się żyć tak, jakby stale przechodził przez lotnisko, na którym nikt nie ogłasza ostatniego komunikatu. Bo każdy już wcześniej zrozumiał, że najważniejsze w życiu stało się nie to, dokąd się…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.