Współczesny człowiek (HomoSmartfonus) jest zmęczony nie tyle pracą czy tempem świata, co nieustannym napięciem między tym, kim jest w sercu, a tym, kim musi się wydawać w przestrzeni społecznej, która coraz rzadziej toleruje autentyczność, prawdy, a coraz częściej nagradza zdolność do płynnego dopasowywania się do zmieniających się oczekiwań otoczenia, toksycznych pijawek, energetycznych wampirów, co sprawia, że życie zaczyna przypominać serię drobnych i wielkich negocjacji, w których stawką nie jest już sukces czy porażka, lecz zachowanie spójności własnego istnienia. To napięcie nie objawia się od razu, w jednej chwili, ponieważ na początku jest niemal niewidoczne, ukryte w wymuszonym uśmiechu, drobnych i wielkich zgodach na rzeczy, które „nie są do końca moje”, w decyzjach podejmowanych (lub odkładanych) bardziej z lęku przed utratą iluzji niż z potrzeby prawdy, aż w końcu człowiek budzi się w rzeczywistości, która działa poprawnie, lecz nie daje poczucia życia, i zaczyna doświadczać zmęczenia, które nie wynika z nadmiaru, ale z braku sensu. „Człowiek nie może znieść życia pozbawionego sensu” - pisał Viktor Frankl, i choć jego zdanie bywa dziś powtarzane niemal bezrefleksyjnie, pozostaje niepokojąco trafne, ponieważ sens nie jest dodatkiem do życia, lecz jego strukturą, a gdy zostaje zastąpiony przez automatykę bezrefleksyjnej codzienności, wszystko niby działa, ale nic nie porusza się ku wolności. Psychologia opisuje ten stan jako fragmentację, rozproszenie jaźni na role, które nie komunikują się ze sobą, a jungowskie pojęcie cienia przestaje być metaforą, a staje się doświadczeniem, kiedy człowiek zauważa, że; „to, czemu się opierasz, nie tylko trwa, ale rośnie w siłę”, - ponieważ wyparte nie znika, tylko zmienia formę i zaczyna zarządzać życiem z ukrycia. Biblia mówi o tym bezpośrednio, choć innym językiem: „Nikt nie może dwom panom służyć” (Mt 6,24), … co nie jest moralnym zakazem, lecz opisem karkołomności, ponieważ podzielone serce nie jest w stanie utrzymać spójności działania, a więc każda decyzja zaczyna kosztować więcej, niż powinna, gdyż - wymaga jednoczesnego podtrzymywania sprzecznych ze sobą postaw. Współczesność komplikuje ten stan, oferując nieograniczone możliwości, które zamiast wyzwalać, paraliżują, ponieważ człowiek, który może być wszystkim, coraz częściej staje się wyjałowiony, czuje się niczym dla siebie, i choć powtarza się, że wolność polega na wyborze, rzadko mówi się o tym, że każdy wybór zamyka inne drogi, a więc wymaga zgody na wyrzeczenie, stratę, której wielu nie chce przyjąć, dlatego żyje w stanie zawieszenia i wewnętrznego konfliktu. „Jesteś tym, co robisz, nie tym, co mówisz, że zrobisz” - zdanie przypisywane Jungowi brzmi jak prosty test rzeczywistości, który rozbija wiele współczesnych iluzji, ponieważ ujawnia, że to nie deklaracje, lecz konkretne działania ujawniają prawdziwe centrum życia, a jeśli istnieje między nimi rozbieżność, zmęczenie staje się nieuniknione. *** Najbardziej niepokojące jest to, że kultura zaczyna ten stan normalizować, oferując rozproszenie zamiast skupienia, i… narracje, które pozwalają uzasadnić każdy wybór, zamiast zmusić do zadania pytania, czy ten wybór jest prawdziwy, przez co człowiek może funkcjonować latami w stanie, który jest wewnętrznie niespójny, a jednocześnie społecznie akceptowany. W tym miejscu słowa Jezusa brzmią inaczej niż w pobożnych skrótach: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja wam dam odpocznienie” (Mt 11,28), co nie jest zaproszeniem do ucieczki, lecz do konfrontacji, ponieważ odpoczynek, o którym mowa, nie polega na przerwaniu działania, lecz na odzyskaniu jego spójności z prawdą. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32) - zdanie, które brzmi jak obietnica, ale działa jak narzędzie, ponieważ prawda najpierw rozbija konstrukcje, bańki niby komfortu, w których człowiek się ukrył, a dopiero potem daje przestrzeń, w której można oddychać bez napięcia. To jest moment, w którym zaczyna się realny wybór, nie ten deklarowany, lecz ten egzystencjalny, ponieważ człowiek widzi, że może kontynuować życie oparte na funkcjonalnej nieautentyczności, płacąc za nie chronicznym zmęczeniem, albo wejść w proces integracji, który nie daje gwarancji natychmiastowego zysku, ale daje szansę na jedność. „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie ducha mocnego” (Ps 51,12) - nie jest modlitwą o poprawę nastroju, lecz o przemianę struktury życia, która sprawia, że działanie i tożsamość przestają być w konflikcie. I wtedy… zmęczenie nie znika całkowicie, bo człowiek nadal żyje, pracuje i ponosi ciężar wyborów, ale przestaje być zmęczeniem istnienia, a staje się tylko zmęczeniem podróżnika na drodze, która wreszcie prowadzi w dobrym kierunku. I to jest to dobre zmęczenie.
Współczesny człowiek (HomoSmartfonus) jest zmęczony nie tyle…
Współczesny człowiek (HomoSmartfonus) jest zmęczony nie tyle pracą czy tempem świata, co nieustannym napięciem między tym, kim jest w sercu, a tym, kim musi się wydawać w przestrzeni społecznej, która coraz rzadziej…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.