Wiem, wiem. Każdy mówi: “musisz zaakceptować siebie”. Jakby to było w zestawie z pastą do zębów i gumą do żucia. “Hej, kochaj siebie!” - wołają z billboardów. A ty stoisz przy lustrze z myślą: „Chciałbym. Ale kto to jest, ten cały ja?” Bo pogodzić się ze sobą to nie jest sprawa kosmetyczna. To nie jest: „polubiłem swój nos” albo „przestałem się przejmować, że nie znam całek jak Krzysiek z pracy”. To coś więcej. To powiedzieć: „Jestem kim jestem - i mimo wszystko zasługuję na miłość.” W Ewangelii Janowej Jezus mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam.” (J 14,27) Nie powiedział: „Zostawiam wam cudze opinie o was” albo „daję wam perfekcję”. Dał pokój. Pokój, który zaczyna się w środku człowieka - właśnie tam, gdzie my sami najchętniej zaglądamy tylko po ciemku, z latarką przez szparę. A przecież nawet Psalmista, ten od całych serc, woła: „Zgłębiłeś mnie, Panie, i znasz. Znałeś mnie, zanim powstałem.” (Ps 139, parafraza) Czyli co? Bóg zna nasze pokręcone ścieżki myślenia. Zna nasze niepewności, nasze żarty wypowiedziane zbyt głośno, bo chcieliśmy zatuszować lęk. Nasze ukradkowe porównania z innymi. Nasze wątpliwości, że jesteśmy wystarczająco… kimkolwiek. I mimo wszystko mówi: „Ty jesteś mój. Ukształtowałem cię.” (Iz 43,1) Człowiek jest jak ręcznie zrobiona filiżanka - trochę nierówna, trochę pęknięta, ale to właśnie przez te szczeliny widać światło. I w tym sensie: dopóki nie zaakceptujemy naszych własnych szczelin, będziemy zazdrościć innym ich gładkich powierzchni. Dopóki nie powiemy sobie: „Tak, to ja - ten, który czasem się boi, czasem zawala, ale jednak wstaje i próbuje jeszcze raz”, nie damy innym prawa być sobą. Będziemy ich oceniać tak surowo, jak sami siebie katujemy w myślach. Bo żyć w zgodzie z innymi, znaczy: pozwolić im być niedoskonałymi. A żeby to zrobić, najpierw trzeba dać przyzwolenie… sobie. Chrystus nie przyszedł po naszych wersji idealnych. Przyszedł po nas tu i teraz. Nie w Photoshopie duszy, tylko w wersji 3D: z rumieńcami wstydu i szramami z dzieciństwa. Z emocjami, które nas zawstydzają i z czułością, której tak bardzo się boimy. *** Modlitwa dla tych, którzy chcą zacząć od siebie… Boże, daj mi odwagę, by spojrzeć na siebie Twoimi oczami. Z miłością, która nie jest warunkowa. Z przebaczeniem, które nie czeka na idealną wersję mnie. Pomóż mi przestać udawać. I niech od tej wewnętrznej zgody zacznie się pokój, który promieniuje na ludzi obok mnie. Na tych, których kocham - i na tych, których dopiero uczę się kochać.
Wiem, wiem.
Wiem, wiem. Każdy mówi: “musisz zaakceptować siebie”. Jakby to było w zestawie z pastą do zębów i gumą do żucia. “Hej, kochaj siebie!” - wołają z billboardów. A ty stoisz przy lustrze z myślą: „Chciałbym. Ale kto to…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.