Wielka Sobota w Pismach nie ukazuje już działania Jezusa w sensie widzialnym, lecz jego nieobecność, a właściwie obecność ukrytą, co czyni ten dzień psychologicznie trudniejszym niż sam Wielki Piątek, bo dramat cierpienia jest jeszcze zrozumiały, natomiast milczenie po tragedii pozostaje dla człowieka prawie nie do zniesienia. Ewangelie mówią niewiele. Po śmierci następuje tylko jedno wydarzenie historyczne dowiedzione: złożenie ciała do grobu. „Józef z Arymatei (…) zdjął ciało, owinął je w płótno i złożył w grobie wykutym w skale” (Łk 23,53) Potem zapada cisza. I właśnie ta cisza jest teologicznie najbardziej gęsta. Z punktu widzenia ludzi był to dzień absolutnej porażki. Nikt jeszcze nie mówi o zmartwychwstaniu jako fakcie. Jest tylko szok, wstyd i rozpad nadziei. Uczniowie się ukrywają: „Drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami” (J 20,19 - opis stanu uczniów tuż po tych wydarzeniach) Konstrukcja tego dnia jest prosta: kiedy zawala się sens życia, człowiek nie działa, tylko czeka. Teologia patrystyczna widzi w tym dniu moment paradoksalny: Bóg wydaje się nie działać. Starożytna homilia paschalna z II wieku opisuje to tak: „Wielka cisza spowiła ziemię. Wielka cisza i samotność. Wielka cisza, bo Król śpi.” (Starożytna homilia na Wielką Sobotę, Liturgia Godzin) To jeden z najbardziej egzystencjalnych tekstów chrześcijaństwa. Bóg milczy. Świat nie wie, że coś się dokonuje. Nowy Testament wspomina tajemniczo: „Poszedł ogłosić zbawienie duchom zamkniętym w więzieniu.” (1 P 3,19) oraz: „Zstąpił do niższych części ziemi.” (Ef 4,9) Tradycja nazwała to descensus ad inferos, zstąpienie do krainy zmarłych. Apokryficzna Ewangelia Nikodema (Acta Pilati) rozwija tę scenę w dramatyczny sposób: Chrystus schodzi do świata śmierci, rozmawia z Adamem, Dawidem i prorokami, wyważa bramy śmierci. To oczywiście język teologiczny, ale psychologicznie mówi coś bardzo głębokiego: - chrześcijaństwo twierdzi, że Bóg wszedł nawet w najciemniejsze doświadczenie człowieka - bezsens śmierci. Najbardziej przejmujący szczegół znajduje się u Łukasza: „W szabat odpoczywały według przykazania.” (Łk 23,56) To jedno zdanie jest niezwykle realistyczne. Świat się nie zatrzymał. Ludzie jedli. Spali. Przestrzegali prawa. Dzieci się rodziły. Ktoś handlował. To pokazuje coś gorzkiego: - największe tragedie świata zbierają żniwo, podczas gdy większość ludzi żyje normalnie. Tylko Mateusz opisuje ciekawy szczegół: „Rozkazali zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia.” (Mt 27,64-66) Kamień zostaje zapieczętowany. Strażnicy stoją. Paradoks polega na tym, że przeciwnicy Jezusa bardziej wierzą w możliwość wydarzenia się czegoś niezwykłego niż jego uczniowie. Uczniowie się boją. Władza się zabezpiecza. Jeżeli Wielki Piątek jest dniem bólu, a Niedziela dniem sensu, to Wielka Sobota jest dniem, który większość ludzi zna najlepiej: - czasem… zawieszenia. To dzień: po diagnozie, albo po zdradzie, lub po śmierci bliskiego. Dzień, kiedy nic jeszcze nie zostało naprawione. I być może dlatego ten dzień jest najbardziej ludzki. Chrześcijaństwo twierdzi coś bardzo radykalnego: - że Bóg działa także wtedy, gdy nic nie widać. To stoi w sprzeczności z ludzką psychiką, która uznaje działanie tylko wtedy, gdy widzi efekty. Dlatego Wielka Sobota jest próbą wiary nie w cud, lecz w sens milczenia. Największe wydarzenie historii chrześcijaństwa dzieje się wtedy, gdy wszyscy myślą, że nic się już nie wydarzy. I być może dlatego Wielka Sobota pozostaje najbardziej egzystencjalnym dniem Triduum: - bo przypomina, że życie człowieka składa się nie z łańcucha cudów, tylko z monotonnych etapów, na których z pozoru nic się nie zmienia a mimo to.., - coś dojrzewa w ukryciu.