Wieczór tamtego dnia nie miał w sobie nic z religijnej podniosłości, którą później nadadzą mu artyści i kaznodzieje, ponieważ był raczej kolacją ludzi zmęczonych, siedzących przy stole w atmosferze niepokoju, którego jeszcze nie rozumieli, choć czuli go instynktownie, tak jak człowiek czuje moment rozpadu relacji zanim padną ostatnie słowa. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi.” (Ewangelia Jana 13,21) I tu pojawia się pierwszy paradoks, który jest emocjonalnie brutalny, ponieważ zamiast wskazywać winnego, każdy zaczyna podejrzewać siebie. „Czyżbym ja, Panie?” (Ewangelia Mateusza 26,22) Widzimy, że w chwili prawdy najbardziej uczciwi nie szukają zdrajcy, lecz odkrywają własną zdolność do zdrady, co jest doświadczeniem tak niewygodnym, że większość ludzi przez całe życie buduje systemy usprawiedliwień tylko po to, aby nigdy nie musieć zadać sobie takiego pytania. Judasz nie wychodzi jako demon, lecz jako człowiek, który prawdopodobnie przestał wierzyć, że dalsza droga ma sens, co prowadzi do drugiego paradoksu: zdrada rzadko zaczyna się od nienawiści, częściej zaczyna się od zmęczenia nadzieją. „A była noc.” (Ewangelia Jana 13,30) Nic nie zaczyna się w świecie, lecz w decyzji człowieka, który przestaje wierzyć, że jego wierność ma jeszcze znaczenie. W ogrodzie pojawia się kolejny paradoks, ponieważ najbardziej ludzki tej nocy jest ten, który się boi, a nie ci, którzy wcześniej deklarowali odwagę. „Dusza moja jest smutna aż do śmierci.” (Ewangelia Mateusza 26,38) Ten paradoks polega na tym, że prawdziwa siła nie polega tu na braku lęku, lecz na zdolności, by nie udawać, że go nie ma, co dla współczesnego człowieka wychowanego na narracjach o kontroli jest niemal nie do przyjęcia. „Ojcze, jeśli chcesz, oddal ode Mnie ten kielich.” (Ewangelia Łukasza 22,42) I zaraz potem kolejny: największa wolność nie pojawia się wtedy, gdy można zmienić los, lecz wtedy, gdy człowiek przestaje się łudzić, że wszystko od niego zależy. „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie.” (Ewangelia Łukasza 22,42) W tym samym czasie uczniowie zasypiają, co prowadzi do jednego z najbardziej gorzkich paradoksów tej historii: że miłość nie chroni człowieka przed słabością. „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Ewangelia Marka 14,37) Bo można kochać i jednocześnie nie mieć siły być obecnym, co współczesny człowiek zna aż za dobrze, choć rzadko chce to nazwać. „Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.” (Ewangelia Mateusza 26,41) Kiedy dochodzi do aresztowania, pojawia się kolejny paradoks: świat działa według logiki przemocy, a jednak właśnie odmowa przemocy staje się tu największym aktem siły. „Schowaj miecz do pochwy.” (Ewangelia Jana 18,11) Chodzi o to, że człowiek naprawdę silny nie jest tym, który potrafi uderzyć, lecz tym, który potrafi przerwać spiralę reakcji, co w kulturze opartej na rywalizacji wydaje się niemal absurdem. Jeszcze bardziej bezlitosny jest paradoks samotności, ponieważ nie polega ona na braku ludzi, lecz na granicy doświadczenia, której nikt nie może przekroczyć razem z tobą. „Wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.” (Ewangelia Mateusza 26,56) Tutaj widać, że człowiek zostaje sam nie wtedy, gdy traci relacje, lecz wtedy, gdy rozumie, że nikt nie uniesie za niego jego własnego życia. Najbardziej bezwzględny pozostaje jednak ostatni paradoks tej nocy, który rozbija moralne uproszczenia: różnica między Judaszem a Piotrem nie polegała na upadku. Piotr także upadł: „Nie znam tego człowieka.” (Ewangelia Łukasza 22,57) I potem: „I wyszedłszy na zewnątrz, gorzko zapłakał.” (Ewangelia Łukasza 22,62) Judasz również zobaczył prawdę o sobie: „Oddał srebrniki (…) a potem odszedł i powiesił się.” (Ewangelia Mateusza 27,5) Różnica między nimi nie dotyczy winy, lecz nadziei, ponieważ jeden uznał swój upadek za definicję siebie, a drugi za bolesną prawdę, z którą trzeba dalej żyć. I tu pojawia się najostrzejszy paradoks Wielkiego Czwartku, który szczególnie obnaża współczesnego człowieka: największym tchórzostwem nie jest strach, zdrada ani ucieczka, lecz przekonanie, że po własnym upadku nie ma już sensu próbować. „Światło świeci w ciemności, a ciemność go nie ogarnęła.” (Ewangelia Jana 1,5) Wielu ludzi bardziej ufa swojej ciemności niż światłu, ponieważ łatwiej jest uznać siebie za przypadek bez przyszłości i odpuścić, niż podjąć wysiłek powrotu. I dlatego ta noc pozostaje tak niewygodna, ponieważ nie opowiada o religii ani o historii, lecz o człowieku, który w pewnym momencie życia musi zdecydować, czy jego słabość stanie się jego alibi, czy jego początkiem.
Wieczór tamtego dnia nie miał w sobie…
Wieczór tamtego dnia nie miał w sobie nic z religijnej podniosłości, którą później nadadzą mu artyści i kaznodzieje, ponieważ był raczej kolacją ludzi zmęczonych, siedzących przy stole w atmosferze niepokoju, którego…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.