W tym świecie, gdzie narzekanie stało się sportem narodowym, a biadoleniem można płacić rachunki (bo przynajmniej słyszysz siebie), Konfucjusz wjeżdża jak gość na wesele bez zaproszenia i mówi: zapal świeczkę. Nie reflektor, nie latarkę LED z czujnikiem ruchu. Maleńką świeczkę. No to zapalasz. A potem słyszysz: - Ty serio? Jedna świeczka? - I co, myślisz, że tym zmienisz świat? - Gaszą ci ją co chwilę, a ty znowu od nowa? I tak, przyjacielu, właśnie na tym polega rewolucja serca. Nie na krzyczeniu. Nie na lajku. (No dobra, przyda się, bo podbija algorytm). Nie na tym, że świat się odmieni z dnia na dzień, bo ty wreszcie wysłałeś pasywny-agresywny post na Instagramie o tym, jacy ludzie są okrutni. Nie. Na tym, że nie poddajesz się wewnętrznie. Na tym, że jednak trzymasz tę cholerną świeczkę, nawet jeśli kapie ci na palce i nie masz zapasowej. Psychologia powie: człowiek ma mechanizmy obronne - jedne adaptacyjne, inne destrukcyjne. Narzekanie należy do tych drugich. To jak drapanie się po ranie - przynosi chwilową ulgę, ale pogłębia stan zapalny. Socjologia dodaje: kultura narzekania to wspólnota smutku pozbawiona sprawczości. Wolimy jęczeć zbiorowo niż działać samotnie. Bo samotne działanie to ryzyko śmieszności. A my przecież tak bardzo nie chcemy być śmieszni. Literatura piękna krzyczy: patrzcie na Małego Księcia, który podlewa różę na pustyni, choć to absurd. Patrzcie na Don Kichota, który walczy z wiatrakami, bo jego świeczką jest honor. Patrzcie na Froda, który idzie przez Mordor z pierścieniem, bo ktoś musi to zrobić. A Biblia? Jezus mówi: - wy jesteście światłością świata. Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem. (Mt 5,14-15) Innymi słowy: masz być świeczką. Nie reflektorem. Nie katodową lampą nastroju. Po prostu - małą świeczką. I w tym cały sęk. Bo ta świeczka to nie performance. To wybór. Codzienny. Nie wybuchowy akt odwagi, tylko uparta, czuła obecność. Podanie dłoni. Wysłanie SMS-a „jestem”. Pomilczenie z kimś przez telefon. Odłożenie telefonu, żeby kogoś naprawdę zobaczyć. I jeśli chcesz zapytać: „Czy to wystarczy?” To odpowiem jak dziecko z bajki: Dla jednej osoby - tak. A czasem jedno ocalone serce, to więcej niż cały nawrócony internet. Zapalam. I trzymam. Choć nie widać. Choć nie słychać. Choć śmiesznie. Trzymam. A ty?