W świecie, w którym ludzie mierzą swoją wartość ilością kroków zarejestrowanych przez zegarek i długością wakacji w tropikach, słowo klękać brzmi niemal jak obelga. Bo kto dziś klęka? Tylko ci, co coś zgubili albo sumienie, albo godność, albo potrfel. A jednak, paradoksalnie, to właśnie ci ludzie, którzy potrafią klęknąć, podnieść coś brudnego, może nawet kanciastego, są tymi, którzy naprawdę stoją wysoko. Choć rzadko się o tym mówi, bo klęczenie nie jest fotogeniczne. Znasz to uczucie, kiedy ktoś prosi o pomoc, a ty masz ochotę powiedzieć: - Nie dziś, człowieku, dziś ratuję siebie. Tylko że, jak mawiał Mistrz z Nazaretu, ratując innych, ratujesz właśnie siebie. Nie dlatego, że Bóg ma jakiś system punktowy, tylko dlatego, że twoje serce potrzebuje ruchu a najzdrowszy ruch to ten w dół, do drugiego człowieka. Problem w tym, że większość ludzi myli pomaganie z poczuciem wyższości. To subtelna różnica: jedni klękają, żeby podać rękę, inni żeby zrobić selfie z podpisem #DobroWraca. Jedni ściągają z siebie płaszcz i kładą go w błoto, drudzy sprzedają starą furę i kupują sobie za to nową elektryczną świadomość ekologiczną. Ale… jeśli chcesz naprawdę pomóc, to nie musisz znać całej filozofii dobra, wystarczy, że masz giętkie kolana i twardy kręgosłup. Bo pomaganie to nie gest z reklamy banku, tylko codzienny, nieco skrzypiący rytuał: - O, upadłeś? - Tak. - To trzymaj, pomogę ci… o cholera, sam się wywaliłem. I tak razem leżycie, śmiejąc się jak idioci, odkrywając, że w tym błocie człowiek jest jakoś bardziej prawdziwy a może i dumny. I owszem: pomagać można też z czystego egoizmu. Bo nic nie daje takiego kopa, jak widok kogoś, kto dziękuje ci spojrzeniem, w którym nie ma ani grama ironii. To jak mały detoks od współczesności, w której nawet wdzięczność ma opcję premium. Prawdziwe klękanie nie ma w sobie nic z patosu. To często coś bardzo nieporęcznego: wyciągasz rękę, a druga osoba mówi: - Daj spokój, poradzę sobie. I wtedy musisz klęknąć jeszcze niżej i nie z litości, ale z uporu. Bo czasem trzeba być wystarczająco szalonym, żeby uwierzyć, że świat da się trochę naprawić, jednym gestem, jednym klęknięciem, jednym; - nie bój się, ja tu jestem. Nie wiem, czy Bóg liczy, ile razy człowiek klęknął, ale jeśli tak, to nie chodzi o liczbę, tylko o intencję. Czy klęknąłeś, żeby się modlić, czy żeby pomóc? A może jedno i drugie było tym samym? Bo może modlitwa zaczyna się właśnie wtedy, gdy przestajesz patrzeć w niebo, a zaczynasz widzieć człowieka obok. Mówią, że anioły nigdy nie klękają. Że są zbyt czyste, zbyt świetliste, zbyt wyniosłe, by dotykać ziemi. A ja myślę, że Anioły też klękają. Tylko nikt tego nie widzi, bo robią to w cieniu człowieka. Kiedy więc widzisz kogoś, kto klęka, żeby pomóc, żeby przytulić, żeby posprzątać po cudzym błędzie, nie patrz na jego brudne spodnie. Patrz na światło, które pada z góry, jakby ktoś właśnie zapalił lampkę nad małym fragmentem dobra, które jeszcze się nie poddało. Bo świat wcale nie upada tylko wtedy, gdy ludzie grzeszą, krzyczą i walą pięścią w stół. Świat upada też wtedy, gdy ludzie przestają klękać. I może dlatego Bóg wciąż daje nam kolana. Nie po to, żebyśmy się czołgali wyżej, ale żebyśmy mieli z czego się zniżyć: z pokorą, z czułością, z ciepłem i życzliwością. Bo jeśli Anioł naprawdę chce pomóc człowiekowi, musi zejść z nieba. A jak już zejdzie, to prędzej czy później, też się pobrudzi. (Bo taki jest świat). I to jest właśnie ta chwila, w której niebo przestaje być gdzieś tam. Zaczyna się dokładnie tu… na wysokości ludzkich kolan.
W świecie, w którym ludzie mierzą swoją…
W świecie, w którym ludzie mierzą swoją wartość ilością kroków zarejestrowanych przez zegarek i długością wakacji w tropikach, słowo klękać brzmi niemal jak obelga. Bo kto dziś klęka? Tylko ci, co coś zgubili albo…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.