W moim domu Wielkanoc zaczynała się od pytania, czy pisanki są już gotowe a kończyła debatą, czy Jezus naprawdę wstał z martwych. Co do reszty wszystko było na stole. Dopiero później zorientowałem się, że zanim pojawił się koszyczek z barankiem z cukru, była Pascha. Żydowska. Starsza siostra Wielkanocy. Ta bardziej skupiona i mniej lukrowana. Zamiast zajączka, historia o niewoli. W miejsce mazurka, opowieść o ucieczce w pośpiechu tak wielkim, że ciasto nie zdążyło wyrosnąć. W judaizmie wszystko zaczyna się od pamięci. „Byliśmy niewolnikami”. Nie: „oni byli”. - My byliśmy. Każdy ma się poczuć, jakby sam wychodził z Egiptu. To jest bardzo wymagające jak na wspólny posiłek. Chrześcijaństwo zrobiło coś zaskakującego. Wzięło to święto i powiedziało: dobrze, wyjście z niewoli, ale tym razem chodzi o inną niewolę. Nie o faraona, tylko o śmierć. Nie, że Morze Czerwone, tylko o grób. I zamiast baranka zabitego w Egipcie pojawił się Baranek, który pozwolił się zabić w Jerozolimie. W teologii to elegancka ciągłość. W praktyce, to dwa różne stoły. Przy stole paschalnym opowiada się historię wyzwolenia z systemu przemocy. Przy wielkanocnym, historię wyzwolenia z rzeczy osttecznej. W jednym przypadku Bóg wyprowadza ludzi z kraju ucisku. W drugim, wyprowadza człowieka z grobu. Judaizm mówi: pamiętaj, że byłeś niewolnikiem. Chrześcijaństwo mówi: pamiętaj, że umrzesz, ale to nie koniec. Obie tradycje są zdumiewająco realistyczne. Żadna nie udaje, że świat jest przyjemnym miejscem. Zabawne jest to, że chrześcijanie często zapominają, iż ich najważniejsze święto ma judaistyczną genezę. Ostatnia Wieczerza była sederem. Jezus nie łamał bagietki z paryskiej piekarni ale macę. Był w środku tej opowieści o wyjściu z niewoli i nadał jej nowy kierunek. To trochę tak, jakby ktoś w trakcie rodzinnej kolacji wstał i powiedział: „Słuchajcie, ta historia jest o mnie”. I wszyscy zamarli z łyżkami w powietrzu. Wielkanoc chrześcijańska przesuwa akcent. Z pamięci na nadzieję. Eschatologia w miejsce historii . Z „byliśmy niewolnikami” na „śmierć została pokonana”. Ale bez Paschy nie ma Wielkanocy. Nie ma gorzkich ziół i Alleluja. I może to jest najbardziej, poruszające: oba święta mówią o przejściu. Pesach, to przejście przez noc strachu ku wolności. Pascha chrześcijańska, przejście przez noc śmierci ku życiu. Dwie opowieści o tym, że drzwi można otworzyć. Albo że kamień można odsunąć. Reszta to już jajka, sałatka, i nasze osobiste egipskie ucieczki.