Ten werset z Pawła brzmi jak zdanie rzucone mimochodem, a jednak nie daje spokoju: „kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”. Nie dlatego, że jest ładne. Raczej, że… nie pasuje; do świata, w którym powstało i tego, w którym żyjemy. W czasach Pawła słabość była czymś, co należało ukryć albo jak najszybciej przezwyciężyć. Imperium nie miało cierpliwości dla słabości. Liczyła się skuteczność, wpływ i władza. Bogowie byli potężni, przywódcy nieomylni, a porażka oznaczała, że ktoś inny napisze twoją historię za ciebie. Paweł znał ten świat od środka. I właśnie dlatego jego słowa nie są naiwną duchową pociechą. Są świadomym sprzeciwem wobec całej logiki cywilizacji. Nie mówi, że słabość jest dobra sama w sobie ale, że to ona odsłania prawdę o człowieku. Że w momentach, gdy przestajemy kontrolować narrację o sobie, gdy nie możemy już udowodnić, że „dajemy radę”, odsłania się przestrzeń, której zwykle pilnujemy najbardziej. Przestrzeń: zależności. Potrzeby. Braku. Współczesny człowiek wcale nie jest inny. My tylko nauczyliśmy się lepiej maskować to, co kruche. Zamiast legionów mamy kalendarze, w miejsce Boga smartfon, zamiast honoru, wizerunek. Słabość nie zniknęła. Została wypchnięta na margines, nazwana problemem do naprawy albo etapem, który trzeba „przepracować”. Najlepiej szybko i u psychologa. I właśnie w tym miejscu Paweł mówi coś niewygodnego: - że siła nie rodzi się z naprawienia siebie, ale z przyjęcia faktu, że nie jesteśmy samowystarczalni. Bóg nie wchodzi tam, gdzie wszystko jest domknięte, zabezpieczone i zaplanowane ale tam, gdzie człowiek przestaje udawać, że panuje nad wszystkim. To zdanie nie zachęca do bierności ani do kultu cierpienia. Ono odbiera złudzenie, że wartość człowieka zależy od jego sprawczości i sprawności. W świecie, który nieustannie pyta: „co potrafisz?” i „co osiągnąłeś?”, Paweł odpowiada pytaniem zupełnie innym: - czy masz odwagę być prawdziwy wtedy, gdy nie masz się czym pochwalić? Być może dlatego ten werset wciąż drażni. Bo nie daje prostego rozwiązania i nie obiecuje szybkiej ulgi. Raczej zaprasza do zgody na własną kruchość: nie jako porażkę, ale jako miejsce spotkania: - ze sobą, - innymi, - z Bogiem.