Ten tekst nie jest kazaniem na jutrzejszy dzień. Bo czasem trzeba dać duchowi odpocząć. Nie jest też teologiczną rozprawą o prorokach. To raczej biblijny kabaret, w którym świętość siedzi przy stole z absurdem, a oślica ma więcej rozsądku niż prorok. Bo jeśli Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, to znaczy, że ma też poczucie humoru. Czasem gorzkie, czasem czułe, czasem tak celne, że aż boli. „Boski Kabaret” to opowieść o trzech facetach, którzy choć należeli do nieśmiertelnej elity duchowej, byli do bólu ludzcy. Każdy z nich wpadł w świętą farsę:
- jeden rozmawiał z osłem, drugi kłócił się z Bogiem o sens miłosierdzia, a trzeci uprawiał sarkazm na górze, jakby prowadził talk-show z ogniem w roli puenty. Ich historie są tak prawdziwe, że aż zabawne. I tak zabawne, że aż prawdziwe. Bo w świecie, w którym ludzie próbują być doskonali, Bóg czasem wybiera komików, tych, którzy mylą kierunki, marudzą, przewracają oczami i pytają za dużo. Bo to może właśnie oni, mimo wszystko, potrafią Go najpełniej zrozumieć? *** Zacznijmy od Bileama, to mój ulubiony. Proroka, który był mniej prorokiem, a bardziej… urzędnikiem do spraw przekleństw. W jego epoce tacy ludzie byli jak influencerzy: ktoś im płacił, a oni mówili, że coś jest „złe”, „nieczyste” albo „przeklęte”. No więc Bileam dostał zlecenie, żeby przekląć Izraelitów. Pakuje manatki, wsiada na oślicę i rusza. Tylko że Bóg ma inny pomysł. Stawia na drodze anioła z mieczem. Bileam nie widzi nic, oślica widzi wszystko. Zatrzymuje się, skręca, kluczy, a prorok wkurzony jak szef projektu, któremu zawiesił się PowerPoint, bije ją po zadzie. I wtedy dzieje się cud: oślica się odzywa. Nie śpiewa, nie rży, tylko mówi. Normalnym głosem.
- Co ci zrobiłam, że mnie bijesz? A on, jakby to był poniedziałek w biurze:
- Bo się ze mnie naśmiewasz! To był moment, w którym cała teologia zatrzymała się na rozdrożu i zapytała sama siebie: „Czy prorok może się obrazić na osła?” Może. I to jak skutecznie! Gdy w końcu Bileam zauważa anioła, ten mówi:
- Dlaczego biłeś swoją oślicę? I wtedy prorok, człowiek słowa, autorytet, wyraża skruchę w sposób typowo ludzki:
- Nie wiedziałem, że tu jesteś. Czyli: „Sorry, nie zauważyłem, że to aż tak ważne.” W sumie: scena o duchowej ślepocie i korporacyjnym absurdzie. Bo Bileam był po prostu pierwszym pracownikiem miesiąca, który dostał feedback od osła i przegrał rozmowę kwalifikacyjną z aniołem. *** Jonasz to postać, którą Bóg musiał naprawdę lubić, inaczej nie wpakowałby go w brzuch morskiego stworzenia. (Też miałem!). To taki prorok z ADHD, który nie znosił briefów i zawsze miał lepszy pomysł. Kiedy Bóg mówi:
- Idź do Niniwy i powiedz im, żeby przestali robić głupoty, Jonasz odpowiada:
- A niiiiieeeee, bo jeszcze mnie (nie)posłuchają i będzie przypał. Ucieka w przeciwną stronę. Kupuje bilet, wsiada na statek, i myśli, że oszuka Najwyższego jak urzędnika z kontroli biletów. Oczywiście przychodzi burza, ludzie panikują, a Jonasz śpi. To jest ten rodzaj świętego dystansu, który znamy z naszych poniedziałków: świat się wali, a ty masz tylko jedno pragnienie:
- żeby nikt nie chciał od ciebie, żebyś podjął decyzję. 😎😘 Wyrzucają go za burtę, wielka ryba połyka, on się modli, więc wieloryb(?) wymiotuje, Bóg daje drugą szansę. Jonasz idzie do Niniwy, mówi kazanie długości tweeta:
- Jeszcze czterdzieści dni i miasto upadnie. Ludzie się nawracają. Sukces. Tylko że Jonasz… jest wściekły. Zasiada pod krzakiem i mówi coś w stylu:
- A nie mówiłem, że jesteś zbyt miłosierny? Wiedziałem, że mnie zawstydzisz! To ten moment, w którym prorok wygląda jak czterdziestolatek po spotkaniu z szefem, który go pochwalił, a on się wkurzył, bo teraz nie może już odejść z pracy z godnością. Jonasz to nasz patron. Patron tych, którzy chcą mieć rację bardziej niż sensowne działanie. *** A teraz Eliasz. Gdyby żył dziś, prowadziłby kanał na YouTube: „Prorok bez cenzury”. Głos: niski, spojrzenie: groźne, charyzma: 120%. Na górze Karmel organizuje show proroków Baala. Ludzie skaczą, tańczą, modlą się, krzyczą, a Eliasz siedzi i popija wodę z bukłaka (A może przemilczano, że to było winko?). W końcu rzuca im tekst, który przebiłby każdy roast:
- Może wasz bóg się zdrzemnął?
- Albo jest w podróży?
- Albo… zajęty? Komentatorzy Biblii od dwóch tysięcy lat próbują złagodzić to „zajęty”, ale w oryginale brzmi to jak sugestia, że Baal właśnie siedzi w toalecie. Tak. Pierwszy teologiczny dowcip klozetowy w historii. A potem Eliasz pokazuje, jak się robi finał: wylewa wodę na ofiarę, modli się jednym zdaniem i… bach! - ogień z nieba. Publiczność oszołomiona. To był stand-up, po którym nie ma już nic do dodania. *** Wszyscy trzej; Bileam, Jonasz i Eliasz pokazują, że Bóg nie szuka doskonałych. Szukają Go ludzie, którzy się spóźniają, gubią kolczyki, gadają z osłami, uciekają od decyzji, zadań albo (i) sarkastycznie drwią z innych. To nie są święci z folderów parafialnych. To są boscy ironiści, którzy przypominają, że duchowość bez śmiechu staje się tyranią, a Bóg, bo przecież jest Wszechmogący, musi mieć też poczucie humoru. Bo przecież stworzył mnie. I na dodatek dał mi klawiaturę i Internet. I podkładkę z głową wilka, na której siedzi mysz. *** Bileam i jego oślica: Księga Liczb 22:21-35 Prorok, który chciał przekląć Izraela, ale przegrał dyskusję z własnym osłem i został zawstydzony przez anioła. Jonasz - Księga Jonasza, rozdziały 1-4 Uciekinier przed powołaniem, połknięty przez wielką rybę*, ocalały i obrażony, że Bóg okazał się zbyt miłosierny. Eliasz i prorocy Baala: 1 Księga Królewska 18:20-40 Prorok, który urządził pokaz mocy na górze Karmel i z sarkazmem obnażył bezradność fałszywych bogów. *** * Wieloryb nie jest rybą w sensie biologicznym, ale w Biblii nazywany jest „wielką rybą”, ponieważ język starożytny nie rozróżniał gatunków tak, jak my dzisiaj. W Księdze Jonasza 2:1 (wg tłumaczenia hebrajskiego) stoi: „Pan zesłał wielką rybę (hebr. dag gadol), aby połknęła Jonasza.” Nie ma tam słowa „wieloryb”. Pojawia się dopiero w późniejszych tłumaczeniach, zwłaszcza w językach europejskich, gdzie termin whale lub baleine był używany potocznie na wszystko, co „ogromne i morskie”. W Ewangelii wg Mateusza (12:40) Jezus odwołuje się do tej historii, mówiąc: „Jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby…” - i znowu: nie wieloryba, tylko ryby. W kontekście biblijnym: „Wielka ryba” to symbol. Nie zoologiczny, tylko duchowy. To obraz pomiędzy śmiercią a odrodzeniem, ciemnością a światłem, ucieczką a powołaniem. Nie ma znaczenia, czy to był rekin, kaszalot, czy metafizyczna istota z głębin. Ważne, że Jonasz musiał zejść do wnętrza ciemności, żeby wreszcie przestać uciekać.
