Tabliczka wisi od kilku dni. Lekko przekrzywiona, jakby się bała, że ktoś potraktuje ją zbyt poważnie. Deska pomalowana na biało, litery w różnych rozmiarach, trochę jak w starych ogłoszeniach z gazet, w których ktoś szuka psa, miłości albo spokoju. W rzeczywistości to lista przykazań dla każdego, kto jeszcze wierzy, że można ułożyć życie z kilku prostych słów. „Kochaj z całych sił” - brzmi to pięknie, dopóki nie przypomnisz sobie, jak to jest, gdy te siły się kończą. Gdy twoje „całe” okazuje się tylko resztką z poprzednich bitew. Ale może właśnie o to chodzi, że nawet wtedy masz kochać, tak jak się kocha w listopadzie: przez szare powietrze, przez mokre rękawy, przez ciszę, której nie da się ogrzać. „Żyj pełnią życia” - łatwo powiedzieć w pokoju, gdzie lampka stoi krzywo na stoliku, a obok plącze się kabel od ładowarki. Może pełnia to nie fajerwerki, tylko umiejętność siedzenia w tej ciszy i nieuciekanie. Może to patrzenie, jak kurz wiruje w smudze światła, i mówienie sobie: „Tak, to jest też życie.” „Dawaj hojnie” - a co, jeśli zostało ci tylko jedno? Jedna kawa, jeden wieczór, jeden uśmiech, który chowałeś na później? Może właśnie wtedy hojność smakuje najlepiej. „Nigdy się nie poddawaj” - brzmi jak slogan z kubka termicznego. Ale wiem, że czasem to „nigdy” jest przesadą. Czasem trzeba się poddać, żeby coś się wreszcie zmieniło. Może chodzi o to, żeby nie poddawać się zupełnie. Zostawić sobie chociaż odrobinę miejsca na powrót. „Ufaj Bogu z całego serca” - i tu jest haczyk. Bo to wymaga, żeby najpierw to serce wyciągnąć, obejrzeć, zobaczyć, ile w nim jeszcze miejsca, i przyznać się, że nie zawsze chcesz ufać. I że czasem bardziej wierzysz w to, że uda się znaleźć parking w centrum, niż że Bóg naprawdę słucha. A jednak to wszystko - te słowa, ta biel, te różne czcionki - patrzy na mnie codziennie, kiedy siadam do biurka. Jak cichy współlokator, który nie pyta, co robię z życiem, tylko przypomina, co mogę zrobić, gdybym się odważył. *** Popołudnie przykleja się do szyb jak ciepły oddech. Za oknem ktoś wraca z pracy, niosąc w siatce chleb i jabłka. Zwykłe rzeczy, które jeśli dobrze się przyjrzeć, mają w sobie całą chemię życia. Patrzę na tę tabliczkę i nagle widzę w niej nie zestaw sloganów, ale mapę powrotów. Każde zdanie to ścieżka: krzywa, błotnista, czasem urwana, ale wszystkie prowadzą w stronę jakiegoś światła. Może w stronę człowieka, który patrzy na nas z miłością, nawet kiedy my patrzymy w ziemię. „Kochaj z całych sił” - to może oznaczać, że dziś kocham na miarę pół uśmiechu, a jutro na miarę całego dnia. „Dawaj hojnie” - to może być jedyna kawa na jaką cię stać, postawiona nieznajomemu. „Ufaj Bogu” - czasem to tylko szept: Jesteś, prowadź. I nagle czuję, że te słowa nie wiszą tu, żeby mnie poprawiać. One wiszą, żeby mi przypominać, że zawsze mogę zacząć jeszcze raz. Że nawet jeśli wszystko się rozsypało, wciąż można pozbierać choć kilka kawałków, i że wystarczy ich na coś pięknego. Może kiedyś, ale na pewno. *** Światło przesuwa się po literach, jakby chciało je ogrzać. I mam dziwne wrażenie, że jeśli tylko wyciągnę rękę, to dziś jeszcze zdążę. Zdążę pokochać, zdążę zaufać, zdążę być hojny. Może nie na zawsze, ale na ten dzień - a to przecież już coś.
Tabliczka wisi od kilku dni.
Tabliczka wisi od kilku dni. Lekko przekrzywiona, jakby się bała, że ktoś potraktuje ją zbyt poważnie. Deska pomalowana na biało, litery w różnych rozmiarach, trochę jak w starych ogłoszeniach z gazet, w których ktoś…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.