Świętość nie zaczyna się od aureoli, tylko od… niestrawności. A niestrawność, ta prawdziwa, egzystencjalna - pojawia się, gdy patrzysz na świat, który mówi „tak się robi”, a w tobie wszystko mówi: „serio, tak?”. I wtedy zaczynasz drapać się pod żebrami. To drapanie to Duch. Łaska. Albo pasożyt. Zależy od epoki. Bo przez wieki święci to byli ludzie w kontrze. Przeciwko rodzinie, przeciwko Kościołowi, przeciwko sobie. Św. Hieronim nienawidził prawie wszystkich i pewnie dlatego zaczął tłumaczyć Biblię. Teresa z Ávili była tak bardzo „poza normą”, że dziś psychiatra by ją wsadził do pokoju bez klamki. Jan od Krzyża - pokorny? Może. Ale najpierw trzeba go było torturować (robili to jego kumple z zakonu), żeby napisał najbardziej świetliste wersy o mroku. A więc tak, moja świętość na co dzień zaczyna się od wymiotów na to, co normalne. Na nabożeństwo o 10:30 z organistą zgrzytającym jak stara kosiarka (choć nie zawsze). Na ludzi, którzy mówią „Pan Jezus” jakby to był bohater telenoweli. Na moje własne sumienie, które co rano wmawia mi, że muszę być „bardziej zorganizowany”. Otóż nie muszę. Chcesz wiedzieć, jak zaczynam dzień? Budzę się z uczuciem, że świat się spóźnił, a ja jestem tym, który przyszedł na czas (Ale pycha, no nie?). Leżę więc i czekam na resztę. Kiedy wreszcie wstają - sąsiad ze szczekającym psem, listonosz z rachunkiem za gaz, Bóg z planem dnia - ja już jestem gotowy. Gotowy do nieprzystosowania. Bo świętość to nie bycie grzecznym. To bycie niepokojącym. To wchodzenie do kościoła z brudnymi paznokciami i pytanie proboszcza, czy naprawdę wierzy, że ciało zmartwychwstałe nie ma pryszczy. *** Chcesz świętości? Jedź pod pod prąd (uwaga! to metafora!). Drap po betonie. Słuchaj dzieci, pijaków i starców. Oni wiedzą więcej niż rada parafialna. *** To było we wtorek. Albo w środę, ale wtorek brzmi bardziej święcie. Stałem w kolejce w markecie, trzymając 400 gramów mięsa mielonego z indyka, które wyglądało jak smutek po rozwodzie. Przede mną kobieta z trójką dzieci, za mną facet z brodą i piwem bezalkoholowym, co już samo w sobie było znakiem czasów ostatecznych. I wtedy poczułem coś, czego czasem nie czuję w kościele: obecność Boga w nerwach. Bo dzieci płakały, terminal nie działał, facet za mną warczał pod nosem, że „ludzie nie potrafią płacić kartą jak człowiek”. I właśnie wtedy Bóg szturchnął mnie łokciem od środka i powiedział: - To tu, głupku. To jest świętość. Nie na ambonie. Nie w brewiarzu. Tu. W tej dusznej, prześwietlonej kolejce, gdzie wszystko cuchnie rozczarowaniem i promocją na płyn do naczyń. I tak, chciałem wtedy wyjść. Uciec w jakieś „wyższe sprawy”. Ale zostałem. Ustąpiłem miejsca. Uśmiechnąłem się do dziecka, które wyglądało, jakby miało zamiar zjeść własną rękę. I przez chwilę - dosłownie trzy sekundy - poczułem, że wszystko, czego mnie uczono o świętości, to była tylko metafora dla tego: - żeby nie być gnojkiem, nawet jak masz wszystkie powody, żeby nim być. I to jest właśnie mój Kościół. Kolejka do mięsa. Skrzypiący wózek. Świętość bez zapachu kadzidła, ale z przeciekającym woreczkiem mrożonej fasolki. *** Nie chcę aureoli. Chcę papier toaletowy w promocji i kobietę, która nie odwróci oczu, gdy powiem jej, że czasem modlę się do pustki. I że czasem, to nie pustka, a Bóg nam odpowiada. Bo on JEST. Taki właśnie jest. *** Wiem, że się powtarzam, ale nikt nie zostaje świętym, bo był miły. Miłość to nie jest bycie miłym. Miłość to siedzenie przy kimś, kto cuchnie lękiem, i nieudawanie, że pachnie fiołkami. Miłość to patrzenie światu w oczy i mówienie: „Nie wierzę wam. Ale kocham was. Więc zostanę.” Zostanę w kolejce. W kuchni. W ciszy. I zrobię miejsce dla Boga, który (tak czasem myślimy) spóźnia się. Notorycznie. *** św. HIERONIM (ok. 347-420) Nieprzystosowany mizantrop i geniusz słowa. - Kłócił się z kim się dało: z Augustynem, z biskupami, z kobietami, z samym sobą. - Przeklinał w listach, obrażał swoich przeciwników, żył jak pustelnik, pisał jak wściekły prorok. - Uważał, że duchowni to „złote cielce z brzuchem piwa”. Nie chciał przystosować się do łagodnego chrześcijaństwa. Chciał, żeby bolało. *** św. JAN OD KRZYŻA (1542-1591) Więzień własnego zakonu, mistyk mroku. - Reformował karmelitów, ale bracia uznali go za niebezpiecznego. - Zamknięty w klasztornej celi, bity, głodzony (przez własnych braci i kościół, tak, taki przez małe „k”), pisał poezje o miłosnym uniesieniu duszy i Boga. - Gdyby żył dziś, miałby własnego bloga pt. „Mroczne światło”. Jego świętość narodziła się z traumy i sprzeciwu wobec zakonnego komfortu i przepychu. *** św. TERESA Z ÁVILI (1515-1582) Mistyczka ekstazy i reformy - pomylona przez świat z histeryczką. - W czasach, gdy kobiety miały milczeć, pisała listy do papieża z bluzgami i kazała mniszkom spać na deskach. - Miała wizje przebitego serca przez anioła - mistykę pełną ciała i namiętności. - Łamała reguły, burzyła klasztory, tworzyła nowe. Szła pod prąd tak bardzo, że musiała modlić się w biegu do toalety. *** św. HILDEGARDA Z BINGEN (1098-1179) Zielarka, kompozytorka, prorokini, ekoświęta. - W średniowieczu nie wolno było kobietom nauczać, więc zaczęła pisać jako „naczynie Boga”. - Widywała światło, tworzyła muzykę, leczyła ziołami. - Pisała do papieży i cesarzy, mówiła, że Kościół gnije (o tak, już wtedy). Święta, która zbudowała imperium duszy na trzęsącym się gruncie patriarchatu. *** św. GRZEGORZ Z NAREKU (ok. 950-1003) Pokutnik borderline, mistyk bluźnierstwa. Jego modlitwy były pełne rozpaczy, autodestrukcji i krzyku do Boga, który milczy. - Urodzony w Kościele ormiańskim, który przez wieki uznawano za heretycki. - Pisał, jakby codziennie stał na krawędzi piekła i rozmawiał z Bogiem bez filtra. Jego świętość to rana, która nigdy się nie zasklepiła. *** św. KATARZYNA ZE SIENY (1347-1380) Analfabetka, samouk, która mówiła papieżowi, co ma robić. - Miała objawienia, w których Chrystus dawał jej pierścionek z własnej napletkowej skóry. - Pisała listy do władców, biskupów, grzeszników, grożąc piekłem albo prosząc o pokutę. - Jako kobieta z ludu kazała papieżowi spie****** do Rzymu. I… wrócił. Nie uznawała hierarchii tylko prawdę. A ta piekła jak piekło sumienia. *** św. EFREM SYRYJCZYK (ok. 306-373) Poeta ognia i ciała, prorok Wschodu. - Tworzył hymny, które łączyły Boga i nagość, duszę i płomień. - Mówił, że kobieta jest obrazem Boga. W IV wieku! - Jego poezje były tak pełne symboli, że do dziś nie wiadomo, czy był ortodoksyjny, czy opętany. Jego świętość to tańcząca metafora - płonąca, niebezpieczna, nieokiełznana. *** Nie wierz w bajki, które Kościół ze wstydem wyniósł na ołtarze. Świętość nie wygląda jak obrazek z modlitewnika. Czasem ma brodę i brudne ręce. Czasem płacze w nocy. Czasem krzyczy do Boga: „Odejdź, jeśli nie chcesz być prawdziwy!” A Bóg? Nie odchodzi. Siada na brzegu łóżka. I mówi do nas: - To ty. - Ty jesteś moim świętym. ***  Oto mój panteon. Nie modlę się do nich. Święci nie potrzebują modlitw. Nie zostali obdarzeni przez Boga mocą sprawczą. Byli (nie)zwykłymi śmiertelnikami jak ty i ja. Ale gdy patrzę na ich twarze i bipgrafie, lubię o nich pogadać z Ojcem. Bo dają mi siłę, żeby stać. Codziennie o nich mówię Bogu. Gdy siedzę. Gdy leżę bez sił. Gdy hejt wchodzi mi do majtek i zostaje tam na noc. Wtedy przychodzi Hieronim - ze swoim ciętym językiem. I Teresa - z sercem przebitym ogniem. I Jan - z mrokiem, który zna moje imię. I Katarzyna - co wali w stół, jakby siedział przy nim sam papież. I Hildegarda, co robi mi ziołową herbatę na lęk i mówi: „pisz, do cholery”. I Grzegorz - który płacze razem ze mną, bo wie, że czasem modlitwa to tylko jęk. *** Nie jestem lepszy ani gorszy. Jestem jednym z nich. Zmęczonym. Tęskniącym. Nieprzystosowanym. Świętym na dziś. I ty też jesteś świętym. Bóg cię namaścił z chwilą, gdy Go przyjąłeś do serca. I wystarczy, że… nie poddasz się w kolejce. I powiesz: „dzień dobry, kocham was”, - nawet, jeśli świat cię nie widzi.
Świętość nie zaczyna się od aureoli, tylko…
Świętość nie zaczyna się od aureoli, tylko od… niestrawności. A niestrawność, ta prawdziwa, egzystencjalna - pojawia się, gdy patrzysz na świat, który mówi „tak się robi”, a w tobie wszystko mówi: „serio, tak?”. I wtedy…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.