Świąteczny stół został już posprzątany, resztki rozmów opadły jak kurz, a to, co jeszcze wczoraj wydawało się ważne; atmosfera, życzenia, podniosłość, wraca na swoje właściwe miejsce, czyli do wspomnień, które człowiek zazwyczaj odkłada jak odświętne ubranie, uznając podświadomie, że nie nadaje się ono do zwykłego życia. I właśnie w tym miejscu zaczyna się pytanie, którego większość ludzi woli nie stawiać: - czy to wszystko miało znaczenie tylko przez chwilę, czy też było propozycją stylu życia, na który trudno się zgodzić, ponieważ wymaga konsekwencji także wtedy, gdy nie ma nastroju, symboli ani świadków? Jeżeli zmartwychwstanie miałoby pozostać jedynie wydarzeniem liturgicznym, wówczas byłoby tylko piękną opowieścią o nadziei, która niczego nie zmienia, natomiast jeśli potraktować je jako model egzystencjalny, zaczyna ono oznaczać coś znacznie bardziej wymagającego; że człowiek każdego dnia stoi wobec tej samej decyzji: - czy będzie reagował według starych odruchów, czy spróbuje żyć tak, jakby życie rzeczywiście było silniejsze niż rozczarowanie. Bo przecież najłatwiej wrócić do chłodu już dzień po świętach, ponownie zamknąć się w swoim świecie racji, urazów i dystansu, skoro nic zewnętrznie nie zmusza do innej postawy, a codzienność szybko przywraca dawną hierarchię spraw, w której ważniejsze staje się to, kto miał rację, niż to, czy ktoś obok nie został przypadkiem sam. Dlatego może najbardziej wymagającą częścią Wielkanocy nie jest sama niedziela, lecz wtorek po niej, kiedy nie ma już żadnej symboliki, a pozostaje jedynie praktyczne pytanie o sposób traktowania ludzi, z którymi dzieli się przestrzeń życia. „Po ich owocach poznacie ich” (Mt 7,16) … zdanie, które nie odnosi się do deklaracji ani emocji, lecz do powtarzalnych wyborów, przez które człowiek ujawnia, czy to, co przeżył, było tylko chwilowym wzruszeniem, czy też stało się częścią jego sposobu istnienia. W tym sensie Wielkanoc kończy się bardzo szybko w kalendarzu, lecz może trwać bardzo długo w człowieku, o ile nie zostanie zredukowana do wspomnienia, lecz stanie się cichą zgodą na to, by nie odpowiadać złem na zmęczenie, obojętnością na czyjąś słabość ani ironią na potrzebę bliskości drugiego człowieka. Nie chodzi więc o podtrzymywanie świątecznego nastroju, który z natury jest chwilowy, lecz o coś trudniejszego: - o decyzję, że to, co było świętem, stanie się praktyką, a to, co było symbolem, stanie się sposobem na życie. Bo jeśli Wielkanoc ma jakikolwiek sens poza obrzędem i wódeczką na stole, to właśnie taki, że życie, które wraca do starych schematów już następnego dnia, nie zostało jeszcze naprawdę dotknięte jej treścią, natomiast życie, które choć trochę zmienia swój sposób reagowania, zaczyna rozumieć, że zmartwychwstanie nie jest datą, lecz drogowskazem miłości.