Stary Testament nie spieszy się z Bożym Narodzeniem. On je nosi. Długo. Cierpliwie. Czasem z bólem pleców i z myślą, że może to wszystko było tylko pomyłką interpretacyjną. Jeśli Boże Narodzenie tam istnieje, to nie jako data, lecz jako napięcie. Jak oddech wstrzymany na setki lat. Pierwszy ślad jest ledwie widoczny. Pojawia się tuż po upadku, kiedy wszystko jeszcze boli i nikt nie ma ochoty na metafory. W Księdze Rodzaju 3,15 Bóg mówi o potomstwie kobiety, które zmiażdży głowę węża. To zdanie nie pada w atmosferze nadziei. Pada w ciszy po katastrofie. I właśnie dlatego jest tak czułe. Bo nie naprawia świata od razu. Ono tylko mówi: jeszcze nie koniec. To wystarczy, żeby przetrwać noc. Potem Bóg zaczyna mówić przez ciała. Przez starzejące się ciała Abrahama i Sary, które już dawno pogodziły się z tym, że nic nowego się nie wydarzy. Rdz 17,16-19 i Rdz 21,1-2 nie są opowieściami o cudzie, lecz o zawstydzeniu nadziei, która wraca wtedy, gdy człowiek nauczył się już bez niej żyć. Izaak nie rodzi się po to, by zachwycić świat. Rodzi się, by powiedzieć: - Bóg pamięta nawet wtedy, gdy ty już nie pamiętasz. Ten wzór powraca u Samuela, Samsona, w losie Józefa. Dzieci przychodzą tam, gdzie było pusto. Przyszłość zaczyna się w miejscach, które człowiek uznał za zamknięte. Stary Testament jest pełen takich narodzin, jakby Bóg uczył się razem z ludźmi, że nowe życie zawsze zaczyna się trochę za późno. *** Prorocy nie przychodzą z ulgą. Przychodzą z jeszcze większym napięciem. Księga Izajasza 7,14 mówi o dziecku, które się narodzi. Iz 9,5- 6 nadaje mu imiona, których nikt jeszcze nie umie unieść. A Iz 11,1 mówi o pniu Jessego, o rodzie przyciętym, zmęczonym, prawie martwym. To bardzo ludzka wizja nadziei. Nie wybuchającej, lecz kiełkującej: Cichej. Ryzykownej. A potem Betlejem. Księga Micheasza 5,1. Małe miasto. Takie, które nie robi różnicy. I to właśnie tam ma się zacząć coś wielkiego. To nie jest przypadek literacki. To jest teologia czułości. Bóg nie wybiera miejsc silnych, bo tam człowiek wszystko przypisałby sobie. Psalmy dopowiadają emocje, których historia nie potrafiła nazwać. Psalmy są zapisem ludzi, którzy modlą się między obietnicą a spełnieniem. „Z głębokości wołam do Ciebie” … nie jest lamentem ateisty. Jest modlitwą kogoś, kto wierzy, ale jest zmęczony. Psalm 130 mówi wprost: - dusza czeka bardziej niż strażnik poranka. Czyli czeka ktoś, kto nie śpi. Kto nie ma komfortu… niewiedzy. Literatura mądrościowa idzie jeszcze głębiej. Koh 3,11 mówi, że Bóg złożył wieczność w sercu człowieka, ale nie dał mu pełnego obrazu. To jedno z najbardziej czułych zdań Starego Testamentu. Ono mówi: - twoja tęsknota jest uzasadniona, ale nie będzie natychmiast zaspokojona. I to nie jest kara. To sposób dojrzewania. *** Boże Narodzenie w Starym Testamencie jest więc historią Boga, który nie wpada nagle z rozwiązaniem, lecz idzie razem z ludźmi przez ich niedoczekanie. Przez pokolenia, które umierały z obietnicą w ustach, ale bez odpowiedzi w rękach. I może właśnie dlatego noc betlejemska ma taką siłę. Bo nie jest tanim happy endem. Jest spełnieniem obietnicy, która bolała. Stary Testament uczy, że Bóg przychodzi wtedy, gdy człowiek już nie ma siły czekać. Przychodzi do czekania zmęczonego, nieefektownego, cichego. I jeśli w Bożym Narodzeniu jest coś naprawdę świętego, to nie blask. To fakt, że Bóg dotrzymuje słowa nawet wtedy, gdy prawie nikt już na nie nie liczy.
Stary Testament nie spieszy się z Bożym…
Stary Testament nie spieszy się z Bożym Narodzeniem. On je nosi. Długo. Cierpliwie. Czasem z bólem pleców i z myślą, że może to wszystko było tylko pomyłką interpretacyjną. Jeśli Boże Narodzenie tam istnieje, to nie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.