Skąd wzięła się Biblia? Na pewno nie spadła z nieba w gotowym PDF. Nie była też podyktowana przez anioła z wąsami, który wcisnął autorom pióro w dłoń i powiedział: „pisz, bo inaczej ogień piekielny”. Była procesem długim, bolesnym, cudownym i chaotycznym zarazem. Na początku były opowieści przy ogniskach. Ludzie opowiadali, co Bóg zrobił, jak morze się rozstąpiło, jak prorok krzyczał na króla. Historie krążyły jak monety w obiegu; trochę starte, trochę barwione pieśniami, ale zawsze niosące coś, co pachniało wiecznością. Dopiero później ktoś wziął glinianą tabliczkę albo papirus i pomyślał: „może zapiszę, zanim zapomnę”. Tak powstał Stary Testament. Setki lat, dziesiątki autorów, rozproszone księgi: prawo, prorocy, mądrość, pieśni. Wszystko to zszyte dopiero później w jeden zwój, jakby ktoś składał szafę z fragmentów bez instrukcji; coś pasowało, coś nie, ale całość zaczęła żyć własnym życiem. Potem przyszło chrześcijaństwo i wtedy na prawdę się zadziało: Nowy Testament. Cztery Ewangelie. Niby ta sama historia, a każdy opowiedział ją po swojemu. Do tego listy, w których święty Paweł zachowuje się jak typowy wujek przy stole: czasem mądrze, czasem protekcjonalnie, ale zawsze z przekonaniem, że Bóg naprawdę coś przez niego mówi. I wreszcie Apokalipsa, ten wielki finał z ogniem, smokami i wizją końca, która po dwóch tysiącach lat nadal karmi zarówno kaznodziejów, jak i twórców filmów klasy B. Kościół zebrał to wszystko, ustalił, co jest „natchnione”, a co nie, i tak powstał kanon. Ale jeśli ktoś wam mówi, że było to proste, szybkie i jednogłośne, nie wierzcie. To były kłótnie, sobory, dyskusje, polityka i modlitwa w jednym. Biblia to nie tylko „księga”, to historia tego, jak ludzie próbowali usłyszeć Boga i zachować trzon Jego głosu. No dobrze a co z nami, Polakami? Czytanie Biblii po łacinie wychodziło nam jak łamanie zębów orzechem. Trzeba było własnego języka. Pierwsze próby pojawiły się już w średniowieczu; tłumaczenia fragmentaryczne, psałterze, przekłady dla klasztorów. Ale pierwsza pełna Biblia po polsku to Biblia królowej Zofii (tzw. szaroszpatacka, XV wiek). Potem przyszła Biblia Leopolity (1561), elegancka i uczona, choć trochę już archaiczna. Prawdziwy przełom? Biblia Brzeska (1563), tłumaczenie protestanckie, nowoczesne i świeże. Ale katolicy nie mogli zostać w tyle więc powstała Biblia Jakuba Wujka (1599), która przez stulecia była „tą jedyną”. Jeśli ktoś cytował Biblię, to właśnie wujkowe „Na początku było Słowo”. XX wiek przyniósł prawdziwy wysyp. Biblia Tysiąclecia (1965) stała się oficjalnym tekstem liturgicznym Kościoła katolickiego i do dziś króluje na mszach. Ale obok niej mamy dziesiątki innych: - Biblia Warszawska (protestancka, 1975), - Biblia Poznańska (1975), - Biblia Paulistów (2008), - Uwspółcześniona Biblia Gdańska (2017), a nawet współczesne próby jak Nowy Testament Popowski czy tłumaczenia ekumeniczne. Razem ponad 20 pełnych przekładów, nie licząc częściowych. To znaczy, że przeciętny Polak może wybierać Biblię tak, jak wybiera chleb w sklepie: raz razowy, raz orkiszowy, raz bezglutenowy. *** Każdy przekład jest swoistą zdradą bo greka, czy aramejski to nie polskie „Stół z powyłamywanymi nogami”, ale bardziej. Kto raz próbował przełożyć wiersz, ten wie: coś tracisz, coś dopisujesz, z czymś się zmagasz. A Biblia to nie zwykła księga, to miejsce, gdzie ludzie szukają sensu życia, pocieszenia, nadziei. Więc pytanie brzmi: czy tłumacze, którzy zmienili jedno słowo, nie ryzykują wiecznego smażenia w kotle? Powiem tak: jeśli Bóg jest miłością (a tak wierzę), to nie siedzi na chmurze z czerwonym długopisem, poprawiając przecinki. Bardziej interesuje Go, czy człowiek czytając, usłyszał coś, co ocaliło mu życie, czy poczuł, że jest kochany, czy zobaczył, że jego cierpienie ma sens. Może więc tłumacze nie pójdą do piekła, tylko do nieba w opcji biuro dla tłumaczy, gdzie siedzi obok siebie Homer, Luther, Wujek i anonimowy mnich, a Bóg mówi: „dobrze, że próbowałeś”. Bo tak naprawdę tylko tam mówi Bóg: w próbie, w jąkaniu, w niedoskonałym języku, który stara się dotknąć wieczności. *** Krótka historia polskich przekładów Biblii - XIV/XV w. - pierwsze fragmenty biblijne po polsku (np. Psałterz floriański, Biblia królowej Zofii). - 1561 - Biblia Leopolity (pierwsza drukowana całość po polsku). - 1563 - Biblia Brzeska (protestancka, kalwińska). - 1599 - Biblia Jakuba Wujka (katolicka, przez stulecia standard). - 1632 - Biblia Gdańska (protestancka, dla luteran i kalwinów). - 1965 - Biblia Tysiąclecia (katolicka, oficjalna w liturgii). - 1975 - Biblia Warszawska (protestancka) i Biblia Poznańska (katolicka). - 1997 - Nowy Testament Popowski (filologiczny, z greki). - 2001 - Biblia Warszawsko-Praska (katolicka). - 2008 - Biblia Paulistów. - 2017 - Uwspółcześniona Biblia Gdańska (protestancka). - Do dziś ponad 20 pełnych przekładów i dziesiątki częściowych. Bo na początku było Słowo.
Skąd wzięła się Biblia?
Skąd wzięła się Biblia? Na pewno nie spadła z nieba w gotowym PDF. Nie była też podyktowana przez anioła z wąsami, który wcisnął autorom pióro w dłoń i powiedział: „pisz, bo inaczej ogień piekielny”. Była procesem…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.