Siedział na kozetce, ale nie tak jak w filmach. Nie było tej dostojnej pozycji, w której pacjent leży, a terapeuta siedzi z cygarem, wyglądając jak eksponat z muzeum psychologii. On siedział bokiem, jedną nogę założył na drugą, buty miał w błocie (jakby przed sesją kopał kartofle), ręce trzymał w sposób, który zdradzał, że chciał jednocześnie uciec i zostać. Pod tyłkiem coś go uwierało. Nie wiedział co. Może sprężyna. Może drobniak sprzed lat. A może, i to było gorsze, jego własne życie. Takie lekko niewygodne, ale nie dość, żeby wstać i coś z tym zrobić. Terapeuta patrzył i milczał. Pacjent mówił o pogodzie, o tym, że masło znowu podrożało, o żonie, która coraz częściej zasypia przy telewizorze. Żadnego dramatu. Żadnej ekscytacji. Wszystko „w normie”. I w tym właśnie był dramat. Bo miał wszystko, co „powinno” wystarczyć: dach nad głową, pracę bez większego stresu, samochód, który odpala zimą, pełną lodówkę i znajomych pamiętających o urodzinach. A jednak… to uwieranie. Jakby pod tapicerką codzienności ktoś wszył resztki jego dawnych marzeń. I teraz wbijały się w plecy, przypominając, że kiedyś chciał więcej. Strefa komfortu jest jak ciepły koc z haftem „Zostań, tu jest bezpiecznie”. I nawet jeśli czasem kłuje, łatwiej się przesunąć, niż ryzykować odkrycie, że cały koc jest zjedzony od środka przez mole. Bo jak mole zjedzą koc, nagle widać niebo nad głową - a ono? Bywa dużo większe, niż człowiek pamięta. A większe niebo oznacza większą odpowiedzialność. I więcej przestrzeni, w której można się zgubić. *** „Kto stoi w miejscu, ten się cofa”. Tak powiedział Goethe. To nie jest metafora do ładnych kazań. To zimna diagnoza, bo w życiu nie ma przycisku pauzy. Nawet jeśli stoisz, czas cię mija, a świat idzie dalej. Jezus opowiedział kiedyś historię o talentach. Nie o śpiewaniu czy rysowaniu, tylko o monetach, czymś, co można pomnożyć albo zakopać. Był jeden człowiek, który zakopał swój talent. Nie stracił go, ale też nic z nim nie zrobił. Wynik: zero ruchu, zero zmian. Dziś nazwalibyśmy to „bezpieczną strategią” i dali mu etat do emerytury. Tylko że w Bożej ekonomii zakopany talent to nie sukces, tylko marnotrawstwo. Siedzisz na nim jak kura na jajku, które nigdy się nie wykluje. Bo żeby się wykluło, trzeba by dopuścić ryzyko, że pęknie w złym momencie. Więc żyjesz, spełniając cudze oczekiwania. Rodzice mieli plan, że będziesz „kimś porządnym”. Znajomi, że będziesz taki jak oni. Szef, że zawsze odbierzesz telefon. Mąż? Że będziesz siedziała w domu, sprzątała, gotowała i ogarniała dzieci. A ty? Ty już dawno zapomniałeś, czego chciałeś od życia, kiedy miałeś siedemnaście lat i uważałeś, że wszystko jest możliwe. *** Strefa komfortu to nie zawsze lenistwo. Czasem to strach, że jeśli zaczniesz używać swoich talentów, to wyjdzie na jaw, że mogłeś być kimś innym. I że trzeba będzie spojrzeć w lustro, które nie kłamie. *** Przychodzi dzień, kiedy to uwieranie w plecach i ucisk w żołądku staje się poważnie dotkliwy. Nie dlatego, że nagle stajesz się odważny, tylko dlatego, że już nie ma wygodnej pozycji. Koc, który miał chronić, drapie jak stary sweter, a fotel skrzypi jak łódź przed zatonięciem. Chwytasz się o północy lodów pistacjowych albo czekolady z orzechami i scrolujesz na telefonie cudze obrazy, ale to już nie działa. Wtedy rozumiesz, że strefa komfortu nigdy nie była pałacem. To była poczekalnia. A poczekalnia ma to do siebie, że ktoś w końcu wywoła twoje nazwisko. Lepiej wstać samemu. Wyjść, nawet jeśli nie wiesz dokładnie dokąd. Wziąć swoje talenty, choćby wyglądały jak potłuczone garnki. Bo tylko w twoich rękach mogą stać się czymś, co nakarmi kogoś innego. Nie da się mieć pełnej lodówki i pełnego serca, jeśli trzyma się drzwi zamknięte. Czasem trzeba pozwolić, by coś wypadło, żeby zrobić miejsce na coś, co dopiero przyjdzie. A marzenia? One czekają. Siedzą na schodach przed twoim domem, nogi im drętwieją, ale wciąż tam są. I jak tylko otworzysz drzwi, nawet po latach, wstaną. Jakby wcale się nie starzały. I wtedy wiesz, że wyszedłeś nie z fotela, nie z pokoju, tylko z własnego więzienia. A po drugiej stronie może nie ma „przyjęcia niespodzianki” ani nagród. Jest tylko życie. Ale takie, które wreszcie jest twoje.
Siedział na kozetce, ale nie tak jak…
Siedział na kozetce, ale nie tak jak w filmach. Nie było tej dostojnej pozycji, w której pacjent leży, a terapeuta siedzi z cygarem, wyglądając jak eksponat z muzeum psychologii. On siedział bokiem, jedną nogę założył…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.