Są zdania, które brzmią jak pocieszenie, i takie, które po dłuższym namyśle okazują się raczej wymagającą instrukcją obsługi życia, ponieważ nie pozwalają ani na wygodną bierność, ani na złudzenie pełnej kontroli, a słowa przypisywane Ignacemu Loyoli należą właśnie do tej drugiej kategorii, gdyż zawierają w sobie napięcie, którego większość ludzi próbuje uniknąć. „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj tak, jakby wszystko zależało tylko od ciebie” … jest zdaniem, które burzy komfortowe iluzje, ponieważ odbiera człowiekowi prawo do prostych wymówek, a jednocześnie nie pozwala mu popaść w pychę samowystarczalności, która prędzej czy później pęka pod ciężarem rzeczywistości. Bo jeśli wszystko miałoby zależeć od Boga, człowiek mógłby się wycofać w bezpieczną przestrzeń oczekiwania, gdzie brak decyzji można nazwać pokorą, a strach przed działaniem - zawierzeniem, jednak jeśli wszystko miałoby zależeć tylko od niego, musiałby żyć w nieustannym napięciu kontroli, które prowadzi do zmęczenia, cynizmu albo do rozpadu, gdy świat nie spełnia jego planów. Loyola proponuje rozwiązanie trudniejsze, ponieważ zakłada jednoczesne istnienie zależności i wolności, co oznacza, że człowiek musi nauczyć się żyć bez gwarancji, a jednocześnie bez rezygnacji, co psychologicznie jest stanem niewygodnym, gdyż nie daje ani komfortu fatalizmu, ani komfortu wszechmocy. W tym sensie jest to program dla ludzi, którzy przestali wierzyć w proste narracje o tym, że dobro zawsze się opłaca, a wysiłek zawsze przynosi efekt, ponieważ doświadczenie pokazuje, że można być lojalnym i zostać zdradzonym, można być uczciwym i zostać wykorzystanym, można być oddanym i zostać zapomnianym, a mimo to nie przestać próbować żyć przyzwoicie. To zdanie mówi więc o dojrzałości, która zaczyna się tam, gdzie kończy się dziecięce przekonanie o sprawiedliwości świata, a zaczyna świadomość, że sens nie jest czymś danym, lecz czymś budowanym, często wbrew faktom, które zdają się mówić coś przeciwnego. Człowiek, który naprawdę traktuje poważnie tę myśl, przestaje szukać prostych odpowiedzi, ponieważ rozumie, że życie nie jest ani testem z nagrodą, ani karą za błędy, a raczej przestrzenią, w której ujawnia się jego charakter, czyli to, czy mimo niepewności potrafi zachować kierunek. I może dlatego to zdanie jest tak niewygodne, ponieważ nie obiecuje ulgi, tylko równowagę, która przypomina chodzenie po cienkiej linie rozpiętej pomiędzy zaufaniem a odpowiedzialnością, gdzie upadek grozi zarówno wtedy, gdy człowiek przestaje wierzyć, jak i wtedy, gdy przestaje działać. A jednak właśnie w tej niewygodnej równowadze pojawia się coś, co można nazwać spokojem, nie dlatego, że wszystko jest pod kontrolą, lecz dlatego, że człowiek przestaje udawać, że musi mieć kontrolę nad wszystkim, i zaczyna skupiać się na tym, co rzeczywiście należy do niego; na wyborach, postawie i odwadze, by mimo niepewności nie wycofać się z własnego życia. I być może ostatecznie o to chodzi w tej myśli: nie o to, żeby wygrać albo o to, żeby mieć rację lub o to, żeby wszystko się ułożyło, lecz o to, żeby nie zdradzić samego siebie wtedy, gdy łatwiej byłoby przestać próbować. @[100003186500753:2048:Witold Kazimierz Augustyn]
Są zdania, które brzmią jak pocieszenie, i…
Są zdania, które brzmią jak pocieszenie, i takie, które po dłuższym namyśle okazują się raczej wymagającą instrukcją obsługi życia, ponieważ nie pozwalają ani na wygodną bierność, ani na złudzenie pełnej kontroli, a…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.