Są takie zdania, które zostają z nami dłużej niż ci, którzy je wypowiedzieli. Są jak latarki w ciemnym magazynie naszego sumienia, odpalasz je przypadkiem, przylatuje w memie i nagle… wszystko wokół robi się niewygodnie jasne. „Bardzo niebezpieczne jest, kiedy pod płaszczykiem religii niesie się jakiś niepokój… kiedy niesie się wręcz oskarżenie człowieka.” To powiedział człowiek, który znał i religię, i Kościół, i człowieka. I który, gdyby dziś do nas mówił, pewnie nie robiłby tego z ambony z marmuru, ale może z zatęchłej łazienki w akademiku, przez rurkę od suszarki, po cichu, żeby nie budzić świętoszków. Bo to nie jest esej o ateistach. To nie jest tekst przeciwko wierze. To tekst dla tych, którzy - jak Jezus mówił - „modlą się na rogach ulic, żeby ludzie ich widzieli.” To tekst o tych, co noszą krzyż, ale nie swój. Tylko cudzy, jak kastet. ~ Hipokryzja: biała broń w etui z Ewangelii Hipokryzja religijna to nie to samo, co błądzenie. Błądzić może każdy. Ale hipokryta to ten, kto udaje, że nie błądzi. Kto gra w teatrze duchowym rolę świętego, ale za kulisami urządza sądy nad resztą obsady. I właśnie o tym mówi Pawlukiewicz: o niepokoju, który wślizguje się między słowa modlitwy. O oskarżeniu, które przychodzi przebrane w białą albę. Bo łatwo powiedzieć „Bóg cię kocha” w niedzielę o 11:00, a potem w poniedziałek o 9:15 napisać na Facebooku, że ktoś „żyje w grzechu” i „niszczy wartości”. Łatwo cytować św. Pawła, gdy chodzi o cudze grzechy. Trudniej, gdy chodzi o nasze braki i niedoskonałości. Prawdziwie wierzący człowiek nie niesie Boga jak miecza. Niesie Go jak ranę; osobistą, cichą, krwawiącą na modlitwie. Właśnie takiego człowieka trudno dziś spotkać, bo świat lubi głośnych proroków z kamerą en face, ale nie zna smaku tych, co modlą się, płacząc nad własnym gniewem. ~ Oskarżyciel ma świetny garnitur W Apokalipsie imię szatana to „oskarżyciel”. Nie „hulaka”, nie „niewierzący”. Nie „gej” ani „feministka”. Tylko oskarżyciel. Ten, kto patrzy na innych z góry. Kto zna cytaty, ale nie zna ich kontekstu. Kto zapomniał, że Jezus przyszedł do grzeszników, a nie do tych, którzy grzeszników eliminują. I właśnie ten oskarżyciel dzisiaj chodzi po kościołach, uśmiechnięty, dobrze ubrany, często w sutannę ze złotym łańcuchem na szyi. Siedzi w pierwszej ławce albo stoi na ambonie. Albo w komentarzach pod transmisją mszy, albo na forum dla „najbardziej wierzących”. Wie wszystko o moralności. A ile w tym miłości? Bo miłość nie oskarża. Miłość widzi rany, zanim zobaczy brud. ~ Czy naprawdę o to chodzi? Czasem mam wrażenie, że Jezus, gdyby wrócił, to nie wszedłby do katedry. Wszedłby do zatłoczonego autobusu, usiadł obok zmęczonej matki z dzieckiem i spytał: - Mogę potrzymać? Nie mówiłby: „jesteś niegodna, bo masz dziecko bez ślubu”. Nie szukałby obrączki. Szukałby serca. Ale my, ludzie religii, wolimy zbierać informacje, plotkować, osądać, bo to łatwiejsze, niż kochanie. Wolimy liturgię od współczucia, bo współczucie boli. Liturgia daje złudzenie porządku. I może właśnie dlatego Pawlukiewicz mówi „uważajcie” - nie na innych. Na siebie. Bo najłatwiej przyjmuje się rolę oskarżyciela wtedy, gdy samemu przestaje się walczyć o własne zbawienie. *** Czasem myślę, że piekło nie jest gorące. Piekło to miejsce, w którym każdy zna twoje błędy i przypomina ci je codziennie. Piekło czasem jest… w nas. A niebo? To może być takie miejsce, gdzie nikt cię nie oskarża, nawet, jeśli wie o tobie wszystko.