Powiedzmy to wprost: - człowiek bez marzeń wygląda jak drzewo bez liści, które wciąż stoi, ale już dawno przestało żyć. To martwy pomnik samego siebie, ktoś, kto oddycha, ale nie wdycha sensu. Psychologia nazywa to stanem „wypalenia egzystencjalnego”. Biblia mówi ostrzej: „Lud ginie, gdy brak mu wizji” (Prz 29,18). A literatura piękna od wieków wciąż powtarza różnymi językami tę samą prawdę: że człowiek, który wyrzekł się marzeń, staje się cieniem własnej biografii. Bo marzenia to nie luksus dla naiwnych. To tlen. Bez nich gubisz kierunek, a codzienność staje się klepiskiem, na którym mielisz w kółko te same porażki i wyuczoną bezradność. Freud pisał, że człowiek jest napędzany pragnieniem, a Viktor Frankl pokazał, że nawet w piekle obozu koncentracyjnego ci, którzy przeżyli, mieli jeden wspólny mianownik: cel. Coś, co było większe niż głód, większe niż strach, większe niż śmierć. Biblia stawia sprawę brutalnie jasno. Abraham usłyszał głos: „Wyjdź ze swej ziemi”. Mojżesz dostał zadanie nie do udźwignięcia. Maria przyjęła niewytłumaczalne. Apostołowie zostali rzuceni w świat, którego nie rozumieli. I nikt z nich nie miał gwarancji sukcesu. Ich marzenia były często większe niż oni sami i właśnie dlatego ocalili nie tylko swoje życie, ale i nasze. Popatrz na Don Kichota - wyśmiewanego, szalonego, bezbronnego. On wiedział, że świat bez marzeń to świat już martwy. Albo Raskolnikow który, gdy stracił cel i sens, pogrążył się w ciemność. Każda wielka powieść jest o tym samym: człowiek, który marzy i walczy, nawet jeśli upada, jest wciąż żywy. Ten, który przestaje marzyć, umiera, choć jeszcze chodzi po ulicy. Więc tak, świat będzie ci rzucał kłody. Tak, system będzie chciał cię wgnieść w przeciętność. Tak, znajomi będą się śmiać, że jesteś naiwny. Ale jeśli nie masz marzeń, jesteś już przegrany. A jeśli je masz i choćbyś się przewracał tysiąc razy - jesteś nie do zatrzymania. Bo marzenie to pierwszy krok do celu. A cel to pierwszy krok do życia. I jeśli dziś zapytasz siebie: - czy ja jeszcze marzę? - a odpowiedź zabrzmi „nie”… to znaczy, że najwyższy czas się obudzić. - Marzysz? Żyjesz. - Nie marzysz? Umierasz na stojąco. *** Panie, daj mi jedno marzenie, choćby najmniejsze, żeby budziło mnie rano głośniej niż budzik. Daj mi cel, który będzie jak ogień pod skórą, cel, który będzie śmiał się ze strachu i karmił nadzieją. Nie chcę być martwym człowiekiem, co tylko stoi i tylko oddycha. Chcę być tym, który idzie, choćby w deszczu, pod wiatr, który przewraca się i wstaje, bo w sercu nosi wizję większą niż on sam. Nie pozwól mi umrzeć na stojąco. Nie pozwól mi zgasnąć, gdy świat mówi „odpuść”. Daj mi proszę marzenie - a ja zrobię z niego drogę. Daj mi proszę drogę - a ja zamienię ją w życie.
Powiedzmy to wprost: - człowiek bez marzeń…
Powiedzmy to wprost: - człowiek bez marzeń wygląda jak drzewo bez liści, które wciąż stoi, ale już dawno przestało żyć. To martwy pomnik samego siebie, ktoś, kto oddycha, ale nie wdycha sensu. Psychologia nazywa to…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.