„Potrzeba dwóch lat, żeby nauczyć się mówić. Pięćdziesięciu, żeby nauczyć się milczeć.” *** W Biblii cisza nie jest brakiem, lecz pełnią. „Bądźcie cicho i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem” (Ps 46,11), to wezwanie nie brzmi jak nakaz zamknięcia ust, ale jak zaproszenie, by zobaczyć, że słowa czasem zasłaniają obecność. Eliasz na górze Horeb uczy się tego boleśnie. Spodziewa się Boga w trzęsieniu ziemi, w wichrze i w ogniu, ale Ten przychodzi w „szmerze łagodnego powiewu”. Cisza okazuje się bardziej boska niż spektakl sił przyrody. To w niej mieszka obecność, która nie potrzebuje reklamy. Jezus również milczy i to w najbardziej dramatycznych momentach. Milknie wobec fałszywych świadków, wobec Piłata, wobec tłumu, który domaga się Jego śmierci. Nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia, ale dlatego, że każde słowo byłoby nieadekwatne. Milczenie staje się świadectwem większym niż argument. Hiob to jeszcze inny przypadek. Jego język płonie, aż gaśnie. Przez dziesiątki rozdziałów krzyczy do Boga, kłóci się, żąda sprawiedliwości. Ale kiedy wreszcie spotyka Boga, kładzie rękę na usta. Cisza staje się jedyną formą czci, jaką potrafi złożyć. Biblia uczy, że cisza nie jest kapitulacją, lecz miejscem spotkania. Człowiek musi przestać mówić, aby usłyszeć. Literatura piękna nieustannie toczy spór z ciszą. Dostojewski pokazuje, jak słowa prowadzą do obłędu, a milczenie do skruchy. Rilke w „Elegiach duinejskich” stawia nas przed aniołem, który nie odpowiada, lecz milczy z intensywnością większą niż cała ludzka mowa. Beckett w „Czekając na Godota” demaskuje absurd języka. Gadamy, żeby zabić czas, żeby nie usłyszeć własnej nicości. Filozofia także podchodzi do granicy słów. Wittgenstein pisał: „O czym nie można mówić, o tym należy milczeć”. Nie był to apel o cenzurę, lecz o świadomość granic. Słowa mają swoją moc, ale poza nią rozciąga się cisza, a ona jest prawdą bardziej bezwzględną niż logika. Cioran idzie jeszcze dalej. Milczenie dla niego nie jest wyborem estetycznym, lecz ostatecznym wyrokiem istnienia. Mówienie to choroba, milczenie to symptom wyczerpania. „Kiedy zamilkniesz, odkrywasz, że wszystko, co mówiłeś, było niepotrzebne”, mógłby napisać w swoich notatkach. Wszystkie te głosy prowadzą do jednego: słowa są tylko prowizoryczną protezą wobec niewyrażalnego. Prawdziwe życie rozgrywa się poza nimi. Może dlatego potrzeba pięćdziesięciu lat, żeby nauczyć się milczeć. Nie dlatego, że wymaga to praktyki, ale dlatego, że tyle lat trwa złudzenie, iż słowa coś zmieniają. Dopiero po pół wieku człowiek widzi, że każde „na zawsze” skończyło się szybciej niż wakacje, każde „kocham” okazało się warunkowe, a każde „wierzę” miało termin przydatności. Milczenie jest więc nie triumfem, lecz rezygnacją. Ale w tej rezygnacji kryje się prawda. Gdyby Bóg nie milczał, świat by się udusił w Jego słowach. Gdyby człowiek nie milczał, nigdy nie usłyszałby niczego poza własnym głosem. Milczenie nie jest złotem. Złoto się świeci, a cisza pochłania światło. Ale właśnie w tej ciemności zaczyna się coś, co nie potrzebuje już języka. Cisza to ostatnia lekcja życia i pierwsza lekcja wieczności.
„Potrzeba dwóch lat, żeby nauczyć się mówić.
„Potrzeba dwóch lat, żeby nauczyć się mówić. Pięćdziesięciu, żeby nauczyć się milczeć.” *** W Biblii cisza nie jest brakiem, lecz pełnią. „Bądźcie cicho i wiedzcie, że Ja jestem Bogiem” (Ps 46,11), to wezwanie nie brzmi…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.