Poranny tramwaj jedzie przez miasto powoli, jakby sam nie był pewien, czy warto się spieszyć. Większość pasażerów trzyma w dłoniach telefony. Na ekranach przesuwają się obrazy wojen, poradniki szczęścia, czyjeś triumfy albo katastrofy. Wszystko obok siebie, w tym samym tempie, jakby świat był jedną długą wiadomością bez końca. Starsza kobieta siedzi przy oknie z torbą pełną warzyw. Patrzy na ulicę. W jej spojrzeniu jest coś spokojnego, jakby znała już odpowiedź na pytania, które reszta wagonu dopiero próbuje sformułować. Nikt jej nie zauważa. Miasto mówi bez przerwy. Reklamy, komentarze, komunikaty, nagłówki. Psychologowie opisują to jako przeciążenie poznawcze: strumień bodźców tak intensywny, że umysł przestaje rozróżniać, co ma znaczenie, a co jest tylko iluzją. W takiej atmosferze człowiek reaguje szybciej niż rozumie. Odpowiada zanim pomyśli. Zajmuje stanowisko, zanim zobaczy całość. Nowoczesna infrastruktura informacji powstała z dobrych intencji, ale szybko odkryto, że największą uwagę przyciągają emocje najprostsze. Np. gniew czy nagość działają jak paliwo. Spokojna refleksja rozchodzi się wolniej, nie wytwarza takiej temperatury. W Ewangelii mało jest scen, w których Jezus podnosi głos, aby przekrzyczeć tłum. Częściej milczy. Przed Piłatem nie tłumaczy się, choć jedno zdanie mogłoby zmienić przebieg rozmowy. Na pustyni nie prowadzi dialogów z publicznością. Zanim zacznie nauczać, spędza długi czas w samotności. Psalm mówi: „Bądźcie cisi i poznajcie, że Ja jestem Bogiem”. Dla współczesnego człowieka brzmi to jak wskazówka z innej epoki. W świecie, który nagradza natychmiastową reakcję, cisza bywa interpretowana jako brak zdania, słabość. Tymczasem może być formą wolności. Socjologia opisuje dzisiejszą kulturę jako przestrzeń nieustannej reakcji. Każdy może zabrać głos, co samo w sobie jest ogromnym osiągnięciem cywilizacji. Problem pojawia się wtedy, gdy reakcja zastępuje myślenie, a ciągłe komentowanie zaczyna przypominać mechanizm obronny przed chwilą refleksji. Cisza nie jest pustką. W niej pojawiają się pytania, których nie zagłusza żaden nagłówek. Człowiek zaczyna dostrzegać własne pragnienia, lęki, marzenia. Dlatego pustynia w tradycji biblijnej nie jest miejscem ucieczki od świata, lecz przestrzenią porządkowania serca. Chrześcijaństwo nie proponuje wycofania się z rzeczywistości. Ewangelia rozgrywa się wśród ludzi, na ulicach miast, przy stołach, gdzie ktoś dzieli chleb z przyjaciółmi i z tymi obcymi, których dopiero próbuje zrozumieć. Jednak zanim człowiek wejdzie w ten ruch, potrzebuje wewnętrznego punktu oparcia. Bez niego łatwo przyjąć rytm świata, który mówi bez przerwy i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi. Z nim można żyć inaczej: - spokojniej, uważniej, bez potrzeby reagowania na każdą falę emocji. Możliwe, że pierwszy krok w stronę ewangelicznego życia w XXI wieku nie polega na tym, by mówić więcej o wierze. Wystarczy nauczyć się przez chwilę nie odpowiadać na wszystko, co domaga się naszej uwagi. W świecie pełnym krzyku cisza nie jest słabością. Bywa początkiem wolności serca.