Pierwsze pytanie po zbrodni w Biblii nie dotyczy kary. Bóg pyta: „Gdzie jest twój brat, Abel?” (Rdz 4,9). Kain odpowiada: „Nie wiem. Czy jestem stróżem brata mego?” To zdanie brzmi znajomo, nawet dziś. Wystarczy spojrzeć na zwykły dzień w mieście. Każdy ma własny kierunek, jest zatopiony w sobie. Człowiek potrafi minąć drugiego tak, jakby był fragmentem krajobrazu. Nie dlatego, że jest zły. Często dlatego, że jest zmęczony a jego uwaga jest rozproszona. Problem polega na tym, że pytanie z Księgi Rodzaju nie znika. Ono wraca w różnych formach. W przypowieści o Samarytaninie człowiek leży przy drodze (Łk 10,30-37). Dwóch przechodzi obok. Nie zatrzymują się. Można przypuszczać, że mieli powody. Spieszyli się. Nie chcieli ryzyka. Być może uznali, że to nie ich sprawa. Samarytanin widzi to samo, co oni. Różnica polega na jednym ruchu. Zatrzymuje się. Jezus nie rozwija tej sceny w moralizujący wykład. Pokazuje drobne gesty: opatrzenie ran, nocleg, zapłatę za opiekę. Prawdziwa miłość bliźniego opiera się na codziennych gestach życzliwości, małych decyzjach, żeby oddać trochę swojego czasu i trochę serca. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). To zdanie zmienia perspektywę. Człowiek przestaje być tylko przypadkowym przechodniem w czyimś życiu. Współczesność sprzyja dystansowi. Relacje uwięziliśmy w internecie. Emocje skracają się do emoticonów. Łatwo zapomnieć, że obok jest ktoś z historią, której nie widać. A jednak Ewangelia nie proponuje wielkich programów naprawy świata tylko prosty odruch serca. Zobaczyć. Zatrzymać się. Zrobić miejsce. Odważyć się pójść za głosem serca. Współczesne sposoby zabijania brata to m. in; - obojętność, egoizm i… ślepy pośpiech. Małe, ciche, niewidzialne zbrodnie. Pytanie Boga do Kaina wciąż krąży między ludźmi. Jaka jest twoja odpowiedź?