Paweł pisze List do Rzymian około roku 57-go z Koryntu do wspólnoty, której nie zna osobiście. To ważne, bo ten fragment nie jest mową trenera do własnej drużyny. Czytamy list od kogoś z zewnątrz, kto wie, że mówi do ludzi żyjących w centrum imperium, w mieście, gdzie porządek, siła i sukces były nie tylko wartościami, ale niemal religią. Chrześcijanie w Rzymie nie są jeszcze masowo prześladowani, ale już są podejrzani, społecznie krusi, wystawieni na presję kultu cesarza, lojalności politycznej i publicznego wstydu. Ucisk, o którym Paweł pisze, nie jest więc abstrakcją ani mistycznym pojęciem. To realne napięcie życia na marginesie społeczeństwa, które nagradza tylko tych, którzy się dopasowują. Greckie thlipsis pochodzi od czasownika oznaczającego „zgniatać”, „przyciskać”, „miażdżyć”. W literaturze hellenistycznej używano go na określenie nacisków militarnych, ucisku podatkowego, presji systemu. To słowo mechaniczne, fizyczne. Paweł świadomie go wybiera. Nie pisze o cierpieniu w sensie emocjonalnym (pathos), ani o smutku (lypē) ale o sytuacji, w której przestrzeń życia zostaje zawężona, a człowiek nie ma gdzie się cofnąć. To doświadczenie znane każdemu, kto funkcjonuje w systemie silniejszym, niż może to spokojnie nieść. W tym sensie Paweł nie gloryfikuje cierpienia. On je nazywa dokładnie takim, jakie jest. Jeszcze bardziej prowokujące jest kauchōmetha: „chlubić się”. W świecie grecko-rzymskim chlubiono się pochodzeniem, cnotą, dokonaniami, męstwem. Chluba była publicznym oświadczeniem wartości. Paweł dokonuje tu odwrócenia porządku honoru. Nie mówi: „znosimy uciski” ale uznajemy je za miejsce objawienia sensu. To nie masochizm a rezygnacja z logiki, w której wartość człowieka zależy od braku ran i blizn. Wytrwałość, hypomonē, w grece nie oznacza cierpliwości w nowoczesnym sensie. To nie jest zdolność do czekania. Rdzeń słowa znaczy „pozostawać pod czymś”. Hypo - pod, menō - trwać. Wytrwałość to zgoda na to, że ciężar nie zniknie natychmiast, i decyzja, by się spod niego nie wysunąć. W świecie rzymskim była to cnota niewolników i żołnierzy. Arystoteles nie uważał jej za szczyt moralności. Paweł podnosi ją do rangi drogi duchowej. Nie dlatego, że jest szlachetna, ale, że jest namacalna. Z wytrwałości rodzi się dokimē. To słowo pochodzi z języka metalurgii i ekonomii. Oznaczało proces sprawdzania monet, by odróżnić prawdziwe srebro od stopu. Charakter nie jest tu zbiorem cech, tylko wynikiem testu. Czymś, co przeszło przez tarcie rzeczywistości i nie rozpadło się w rękach. Paweł nie interesuje się intencjami ani deklaracjami wiary. Interesuje go to, co zostaje z człowieka, kiedy złudzenia zostaną zdarte. I dopiero z tego rodzi się elpis: nadzieja. W greckiej kulturze nadzieja była pojęciem ambiwalentnym, czasem wręcz podejrzanym. U Hezjoda pozostaje w puszce Pandory jako coś nie do końca dobrego, bardziej jak złudzenie, które zatrzymuje człowieka w cierpieniu. Paweł redefiniuje nadzieję radykalnie. To nie oczekiwanie poprawy okoliczności tylko zaufanie, że proces ma sens, nawet jeśli jego sens nie polega na uldze. Nadzieja rodzi się nie przed cierpieniem, ale po przejściu przez nie. W tym świetle współczesne unikanie bólu wygląda jak zerwanie łańcucha, o którym pisze Paweł. Jeśli ucisk ma zostać natychmiast znieczulony, jeśli każdy dyskomfort traktujemy jak błąd systemu, nie do zniesienia skandal, to nie dochodzi ani do wytrwałości, ani do sprawdzenia, i tym bardziej, do utrwalenia nadziei. Zatrzymujemy się na etapie ucieczki. Dzisiejsza kultura obiecuje komfort, ale odbiera sens. Chroni przed bólem, ale pozbawia doświadczenia, które mogłoby nas ugruntować. Paweł nie gloryfikuje cierpienia. On po prostu widzi, że bez zgody na „nacisk” nie ma przemiany, a bez przemiany nadzieja staje się pustym słowem. I to jest najbardziej niewygodne w tym tekście: - nie daje tabletki, by migreny uniknąć tylko sposób, by go przeżyć bez utraty siebie. „Wszystko co dobre, rodzi się w bólu”? - Tak.
Paweł pisze List do Rzymian około roku…
Paweł pisze List do Rzymian około roku 57-go z Koryntu do wspólnoty, której nie zna osobiście. To ważne, bo ten fragment nie jest mową trenera do własnej drużyny. Czytamy list od kogoś z zewnątrz, kto wie, że mówi do…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.