OGIEŃ ~ Na podstawie 1 Księgi Królewskiej 18:20-40 Stadion był wypełniony do ostatniego miejsca. Ekrany migotały, głośniki grzmiały. Czterystu pięćdziesięciu proroków Baala w garniturach i w czarnych sutannach stanęło na scenie. Każdy miał swój mikrofon, swoje show, swoje słowa, które brzmiały jak obietnica nowego życia. Tłum wiwatował, nagrywał na telefony, klaskał. - Baalu, wysłuchaj nas! - krzyczeli. Głośniej, jeszcze głośniej. Muzyka, taniec, podskoki, performance. Nic. Tylko echo i pusty ołtarz bóstwa. Kiedy zmęczenie zaczęło ścinać im głosy, Eliasz, ten jeden, samotny, wyszedł na środek. Nie miał garnituru, nie chodził z tacą po kasę, nie miał telebimu za plecami, promptera przed oczami, nie miał żadnej ekipy technicznej. Miał tylko kamienie, wodę i słowo. Spojrzał na tłum i powiedział: - Dopóki będziecie chwiać się między dwoma ołtarzami? Jak długo wytrzymacie w rozkroku? Dopóki się nie rozjedziecie?!? - Jeśli Pan jest Bogiem, idźcie za Nim. Jeśli Baal - idźcie za nim. Ale zdecydujcie się wreszcie! Ludzie patrzyli w milczeniu. Dłonie z telefonami opadły, bo nie było czego nagrywać. A Eliasz minuta po minucie odbudował stary ołtarz jakby składał z ruin zapomnianą prawdę. Nie teatr, nie widowisko…. A woda lała się strumieniami, aż murawa stadionu zniknęła. Teatralna katastrofa. I wtedy… Eliasz pomodlił się jednym zdaniem. To już nie było show. Nie było wiwatów i pląsów. Nastała cisza. I nagle… ogień. Nie z petard, nie z reflektorów. Prawdziwy ogień, który spalił wszystko: drewno, kamienie, woda wyparowała. Ogień, którego nie da się podrobić. Tłum zamarł. Ludzie klękali i szeptali: - On żyje! Naprawdę Pan jest Bogiem! *** Eliasz na górze Karmel to nie jest bajka o cudzie. To jest lustro, w którym mamy się przejrzeć. Po jednej stronie prorocy Baala - czterystu pięćdziesięciu. Spektakl, rytuały, taniec, krew, krzyki. Zgromadzony tłum, który daje się wciągnąć w widowisko. Po drugiej stronie Eliasz. Sam. Jeden człowiek, który ma odwagę powiedzieć: to wszystko jest kłamstwem. A teraz pytanie: po której stronie ty byś stanął? Bo nie oszukujmy się. Wszyscy lubimy barwne życie. Lajki, reklamy, polityczne obietnice, poklask, błysk w oczach, że może tym razem będzie lepiej. Kto z nas nie daje się porwać tłumowi? Kto z nas nie tańczy wokół pozorów, bo wszyscy inni też tańczą? Tak. Prorocy Baala są dziś bliżej niż myślisz. Wchodzą do twojego domu przez ekran telefonu. Wciskają kit z mównic i telewizorów. Obiecują szczęście w trzy sekundy: klikniesz „kup teraz”; będziesz kimś. Weźmiesz kredyt w banku: poczujesz smak luksusu. Zmienisz status na FB; jesteś nawrócony na ich modłę. Oni krzyczą, tańczą, kaleczą się na oczach tłumu, byle ktoś ich zauważył. I wszyscy biją brawo. Ale ognia nie ma. Żadnego. Tylko pustka, którą czujesz, gdy gasisz światło w swoim pokoju i kładziesz się do pustego łóżka. Eliasz nie miał nic. Kamienie, drewno, woda. Prosta modlitwa. I ogień spadł. Czy to nie jest kpina z naszych współczesnych rytuałów? My produkujemy spektakle, koncerty, gale, kampanie, spoty reklamowe a Bóg pokazuje, że nie trzeba fajerwerków. Wystarczy prawda. I teraz pytanie do ciebie, do mnie, do nas wszystkich: - czy mamy odwagę stanąć jak Eliasz? Bo łatwo czytać tę historię i myśleć: „ja też byłbym po stronie proroka”. Ale sprawdź siebie: - Kiedy ostatni raz sprzeciwiłeś się, choć wszyscy wokół milczeli? - Kiedy wybrałaś prawdę, choć wiedziałaś, że stracisz znajomych albo pozycję? - Kiedy odmówiłeś udziału w teatrze kpiny z niezaradnego, choć kusił cię aplauz towarzystwa? Może jesteśmy bardziej podobni do proroków Baala niż do Eliasza. Może też tańczymy i krzyczymy, licząc, że coś nas wreszcie napełni? Eliasz pokazuje, że Bóg nie przychodzi w widowisku. Bóg przychodzi tam, gdzie człowiek ma odwagę być nagi w prawdzie, bez dekoracji. A to boli. To znaczy: być samemu przeciwko wszystkim. To znaczy: czuć, jak tłum patrzy na ciebie jak na wariata. To znaczy: umrzeć dla iluzji, żeby wreszcie żyć w autentyczności. Karmel to nie historia sprzed wieków. Karmel dzieje się w twoim biurze, w twojej rodzinie, w twoim sercu. Za każdym razem, gdy świat mówi: „bądź jak inni, nie wychylaj się, graj w teatrze”, a ty musisz zdecydować: prawda czy pozory? Eliasz był jeden. Ty też możesz być ten jeden. Ale jeden… jedyny… wystarczy. Bo w końcu to nie tłum decyduje, gdzie i kiedy spadnie ogień… *** To nie jest tylko opowieść sprzed wieków. To są pytania dla każdego z nas: - Czy dalej będę biegał w rytmie widowiska, aż do utraty tchu? - Czy stanę jak Eliasz - sam, śmieszny, bez fleszy - i zobaczę prawdę, która nie potrzebuje blichtru?
OGIEŃ ~ Na podstawie 1 Księgi Królewskiej…
OGIEŃ ~ Na podstawie 1 Księgi Królewskiej 18:20-40 Stadion był wypełniony do ostatniego miejsca. Ekrany migotały, głośniki grzmiały. Czterystu pięćdziesięciu proroków Baala w garniturach i w czarnych sutannach stanęło…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.