Niektórzy ludzie myślą, że Bóg lubi ich tylko wtedy, gdy się uśmiechają. Gdy wstają wcześnie rano i nie krzyczą na dzieci. Gdy nie klikną „zobacz więcej” pod kolejnym filmikiem, gdy nie zaczną płakać w windzie, gdy mówią „wszystko dobrze” i naprawdę wszystko dobrze. Ale prawda jest inna. On cię lubi nawet wtedy, gdy leżysz na łóżku w środku dnia i nie chcesz nikogo widzieć. Kiedy boli tak bardzo, że myślisz, że jesteś pomyłką. Kiedy wszystko w tobie chce się wylogować z życia, choćby tylko na chwilę. Lubi cię nawet wtedy, gdy zawaliłeś. Gdy nie oddzwoniłeś. Gdy uciekłeś. Gdy wybrałeś łatwiejsze. Gdy znowu pomyślałeś, że jesteś nikim. Bo to nie jest Bóg od raportów. Nie siedzi w niebie z liczydłem i nie podkreśla czerwonym błędy twojego życia. To Bóg, który zna twoje ciemne strony. Zna głos, którym do siebie mówisz, gdy nikt nie słyszy. Zna wstyd, który ukrywasz za żartem. I mimo wszystko - a może właśnie dlatego - lubi cię. Prawdziwie. Bez filtra. Bez „jeśli tylko się poprawisz”. I wiesz co? Kiedy to zaczynasz naprawdę czuć, głęboko, aż w trzewiach - to nagle nie musisz już nikomu nic udowadniać. Nie musisz wygrywać życia. Możesz po prostu być. Oddychać. Zjeść śniadanie. Pójść na spacer. Popłakać. Napisać do kogoś. Pomilczeć. A On będzie. I będzie cię lubił. Nie dlatego, że jesteś dzielny. Tylko dlatego, że to jesteś ty. *** Na trudne dni Jeśli dziś znowu dostałeś w dupę, usiądź spokojnie. Oddychaj. I powiedz sobie szeptem: „On mnie lubi. Nadal. Tu. Teraz. W tym bałaganie.” To nie rozwiązuje wszystkiego. Ale może wystarczy, żeby nie zniknąć. *** „Nie bój się, bo jestem z tobą, nie lękaj się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Wzmocnię cię, tak, wspomogę cię, podeprę cię moją sprawiedliwą prawicą.” (Izajasza 41,10) ~ To słowa Boga dla człowieka, który właśnie siedzi na podłodze. Z ręcznikiem wokół ramion. Z duszą przygiętą. A mimo to - nie jest samotny.