Niektóre zdania wyglądają jak dekoracje motywacyjne, dopóki nie spróbujesz według nich żyć, np.: „Ważne jest, jaki jesteś teraz, a nie jaki byłeś kiedyś” …brzmi bezpiecznie. Do momentu, w którym uświadamiasz sobie, że odbiera ci alibi. Bo jeśli liczy się teraz, to nie możesz już schować się za historią. Nie możesz powiedzieć: taki byłem, więc taki już zostanę. Albo: jestem, jaki jestem. Nie możesz też powiedzieć: to było dawno, to się nie liczy. Teraz jest bezlitosne. Teraz patrzy prosto w oczy. Psychologicznie to moment największego lęku i największej wolności. Człowiek przez lata uczy się żyć z aktem oskarżenia przeciwko sobie. Każdy błąd staje się dowodem. Każda porażka definicją. Każda krzywda pieczęcią na duszy. I w którymś momencie mylimy pamięć z prawdą. Zaczynamy wierzyć, że jesteśmy sumą najgorszych wersji siebie. A Biblia robi coś szokującego: - nie dyskutuje z przeszłością. - Nie negocjuje z nią. - Nie próbuje jej naprawić. Bóg nie mówi do ludzi: „opowiedz mi jeszcze raz, jak było”. Mówi: - chodź do mnie. Syn marnotrawny nie zdążył wyrecytować swojej winy. Ojciec mu przerwał. Nie dlatego, że nie była prawdziwa. Ale dlatego, że nie była już najważniejsza. Najważniejsze było to, że stoi. Że wrócił. Że oddycha. Że teraz. Psychologia nazywa to momentem reintegracji. Duchowość nazywa to łaską. W obu przypadkach chodzi o to samo: przeszłość przestaje być centrum dowodzenia. Nie jest wymazana. Jest… odłożona. Jak kamień, który przez lata nosiłeś w kieszeni, aż nagle odkrywasz, że nie jest częścią twojego ciała. To taka chwila, w której człowiek orientuje się, że całe życie stał w kolejce po wyrok, a tymczasem drzwi obok były otwarte. Bez ochrony. Bez formularzy. Z napisem: „wejdź, jeśli jeszcze oddychasz”. I to jest najbardziej poruszające: - że Bóg i zdrowa psychologia wierzą w teraźniejszość bardziej niż my sami. My wolimy przeszłość, bo ją znamy. Nawet jeśli boli. Nawet jeśli niszczyła i dalej niszczy. Bo… jest znana. A teraźniejszość jest ryzykowna. Bo jeśli teraz się liczy, to znaczy, że mogę być inny. A to oznacza odpowiedzialność. I nadzieję. A nadzieja jest wymagającą emocją. To zdanie nie mówi: „będzie łatwiej”. Mówi: - będzie prawdziwiej. Bo przeszłości po prostu nie ma a teraźniejszość możesz dotknąć. Bo „teraz” to nie euforia. Teraz to często tylko to, że nie uciekasz. Że nie udajesz. Że nie mówisz już: „taki jestem”, tylko: „taki byłem”. I może właśnie w tym momencie, gdy nic nie błyszczy, gdy nie ma poklasku, gdy jest tylko zwykłe „jestem”- dzieje się coś świętego. Nie cud. Nie objawienie. Ale ciąg dalszy, który wreszcie nie jest pisany przez lęki. I to wystarcza.
Niektóre zdania wyglądają jak dekoracje motywacyjne, dopóki…
Niektóre zdania wyglądają jak dekoracje motywacyjne, dopóki nie spróbujesz według nich żyć, np.: „Ważne jest, jaki jesteś teraz, a nie jaki byłeś kiedyś” …brzmi bezpiecznie. Do momentu, w którym uświadamiasz sobie, że…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.