Niedziela wielkanocna, jeśli czytać ją bez triumfalizmu i bez późniejszej teologicznej pewności, zaczyna się nie od radości, lecz od zamieszania, ponieważ ci, którzy kochali Jezusa, nie budzą się tego dnia jako ludzie wiary, lecz jako ludzie po stracie, a strata – jak wiemy zarówno z psychologii żałoby, jak i z doświadczenia zwykłego życia – nie zostawia miejsca na szybkie interpretacje. Maria Magdalena idzie do grobu nie dlatego, że wierzy w cud, lecz dlatego, że miłość potrzebuje konkretu: ciała, miejsca, kamienia, zapachu śmierci, a Ewangelia Jana mówi o tym bez żadnego patosu: „Maria Magdalena udała się rano, gdy jeszcze było ciemno, do grobu” (J 20,1) To zdanie jest ważne także dlatego, że pokazuje coś głęboko ludzkiego: nadzieja nie prowadzi jej tam. Prowadzi ją przywiązanie. A kiedy widzi odsunięty kamień, nie myśli o zmartwychwstaniu. Myśli o kradzieży. „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” (J 20,2) To jeden z najbardziej realistycznych momentów Ewangelii, ponieważ człowiek najpierw szuka najbardziej racjonalnego wyjaśnienia, nawet jeśli wydarzyło się coś, co przekracza rozum. Piotr i Jan biegną do grobu, co Jan opisuje z niemal reporterską dokładnością, jakby chciał powiedzieć: to nie była wizja, to była fizyczna rzeczywistość, płótna leżą oddzielnie, chusta zwinięta osobno (J 20,6–7), a jednak nawet wtedy wiara nie rodzi się natychmiast, ponieważ Ewangelia uczciwie przyznaje: „Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma” (J 20,9) To bardzo saudersowski moment w sensie duchowym: człowiek może stać w centrum wydarzenia, które zmieni historię, i nadal nie rozumieć, co widzi. Maria zostaje. Nie dlatego, że ma większą wiarę. Dlatego, że nie potrafi odejść. I właśnie jej zostaje dane doświadczenie, które w całej Ewangelii jest jednym z najbardziej subtelnych psychologicznie: „Odwróciła się i ujrzała Jezusa stojącego, ale nie wiedziała, że to Jezus” (J 20,14) To zdanie mogłoby być komentarzem do wielu ludzkich historii: człowiek czasem spotyka odpowiedź, ale nie rozpoznaje jej, ponieważ jego wyobrażenie odpowiedzi jest inne niż rzeczywistość. Rozpoznanie przychodzi dopiero w momencie, który nie jest argumentem, lecz relacją: „Jezus rzekł do niej: Mario!” (J 20,16) I to jest moment przełomu. Nie cud. Nie światło. Nie demonstracja mocy. Imię. Tradycja duchowa często podkreśla, że wiara zaczyna się nie od dowodu, lecz od bycia rozpoznanym (por. Augustyn, Wyznania, X,27 – doświadczenie Boga jako Tego, który zna człowieka głębiej niż on sam siebie). Równolegle uczniowie pozostają zamknięci, co Jan opisuje bez upiększeń: „Drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami” (J 20,19) Nie są bohaterami. Są ludźmi po traumie. I dlatego pierwsze słowa Jezusa nie mają charakteru doktryny: „Pokój wam” (J 20,19) Greckie eirēnē odpowiada hebrajskiemu shalom, które oznacza nie tylko brak konfliktu, lecz przywrócenie integralności człowieka (por. R. Schnackenburg, The Gospel according to St John, 1982). To nie jest więc religijne pozdrowienie. To raczej przywrócenie zdolności oddychania po lęku. Następnie Jezus pokazuje rany: „Pokazał im ręce i bok” (J 20,20) To jeden z najbardziej teologicznie niepokojących szczegółów, ponieważ oznacza, że zmartwychwstanie nie usuwa historii cierpienia, lecz ją przemienia, co późniejsza teologia nazwie glorificatio vulnerum – przemienieniem ran, nie ich wymazaniem (por. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, III, q.54). Historia Tomasza pogłębia ten motyw, ponieważ jego sceptycyzm nie jest buntem, lecz potrzebą prawdy: „Jeżeli nie zobaczę (…) nie uwierzę” (J 20,25) I Jezus nie mówi: powinieneś wierzyć bez pytania. Pokazuje rany. To niezwykle ważne, ponieważ sugeruje, że chrześcijaństwo nie proponuje ucieczki od rzeczywistości, lecz jej przemienienie, co Joseph Ratzinger nazwie później „ciągłością tożsamości w przemianie” (Eschatology, 1977). Łukasz dodaje jeszcze jeden szczegół, który wydaje się niemal zaskakująco zwyczajny: „Podali Mu kawałek pieczonej ryby, a On wziął i jadł przy nich” (Łk 24,42–43) Ten szczegół bywa pomijany, lecz jest niezwykle istotny, ponieważ pokazuje, że zmartwychwstanie nie jest ucieczką od materii, lecz jej odnowieniem. Jednocześnie ciało Jezusa nie podlega już dawnym ograniczeniom: „Przyszedł Jezus mimo drzwi zamkniętych” (J 20,26) To napięcie między materialnością a przemienieniem pozostaje jednym z największych paradoksów chrześcijaństwa. Apokryfy, jak Ewangelia Piotra, próbują opisać sam moment zmartwychwstania w sposób bardziej spektakularny, mówiąc o postaciach schodzących z nieba i świetle przekraczającym ludzkie wyobrażenia, lecz Ewangelie kanoniczne zachowują powściągliwość, co Raymond Brown interpretuje jako świadomą teologiczną decyzję: nie opisują cudu, lecz jego konsekwencje (The Resurrection of the Messiah, 1994). Najbardziej uderzający pozostaje jednak fakt, że Jezus nie wraca, aby wygrać spór polityczny. Nie odwiedza Piłata. Nie udowadnia racji Sanhedrynowi. Spotyka swoich uczniów. Rozmawia. Jest obecny. I to być może jest najbardziej saudersowski wymiar tej historii, ponieważ sugeruje, że zbawienie nie polega na spektakularnym zwycięstwie nad przeciwnikami, lecz na przywróceniu relacji ludziom, którzy stracili nadzieję. Paweł ujmie to później w sposób, który ma niemal egzystencjalny ciężar: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” (1 Kor 15,14) Ale Ewangelie pokazują coś jeszcze subtelniejszego: że zanim wiara stała się doktryną, była doświadczeniem ludzi, którzy powoli odzyskiwali zdolność zaufania. I może dlatego Niedziela Wielkanocna nie jest w swojej istocie opowieścią o cudzie biologicznym. Jest opowieścią o tym, że człowiek, który przeszedł przez stratę, może jeszcze raz nauczyć się żyć. Nie dlatego, że wszystko zostało wyjaśnione. Lecz dlatego, że ktoś przyszedł do jego zamkniętego pokoju, i powiedział: „Pokój wam.” (J 20,19)
Niedziela wielkanocna, jeśli czytać ją bez triumfalizmu…
Niedziela wielkanocna, jeśli czytać ją bez triumfalizmu i bez późniejszej teologicznej pewności, zaczyna się nie od radości, lecz od zamieszania, ponieważ ci, którzy kochali Jezusa, nie budzą się tego dnia jako ludzie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.