Nie uciekać od prawdy o sobie. Piękne hasło, takie na baner albo na kubek, może jeszcze z piórkiem lub liściem paproci. Ale prawda o sobie to nie mydlana sentencja z Instagrama. To bardziej jak potłuczone lustro w łazience, które niby odbija cię jak trzeba, ale zawsze któryś kawałek jest przekrzywiony i zbyt szczery. A czasem nawet brakuje kilku odłamków, więc musisz się domyślić, co tam było. Albo - co gorsza - pozwolić, by ktoś inny ci powiedział. A jaka jest ta prawda? Jedna? Czy może każda wersja nas, noszona przez ludzi, których kochaliśmy i którzy nas rozczarowali, to osobna prawda? Co z prawdą naszego dziecka? Jeśli masz jedno dziecko, masz jedną wersję siebie opowiedzianą przez jego serce. Ale jak masz trójkę - jesteś jak baśniowa hydra, każdy z nich pamięta inną głowę, inną wersję twojego uśmiechu, inną noc, w której ich zawiodłeś lub utuliłeś. Każde z nich mówi: „mój tata”, „moja mama”, a tak naprawdę mówią o kimś innym. To samo tyczy się małżonków, byłych partnerów, przyjaciół - oni wszyscy przechowują twoje poszczególne wcielenia jak archiwalne nagrania VHS. Problem w tym, że nie wiesz, które z nich jeszcze działają, a które zostały nagrane na w trybie „szybkiego kasowania”. Psychologia mówi: tożsamość jest zbiorem narracji. Socjologia dodaje: narracje te są społeczne. A literatura piękna? Ona tylko wzdycha i mówi, że każdy człowiek to powieść, której autor jest zapomniany, ale recenzentów nigdy nie brakuje. Więc pytam cię, jak pytam siebie: - co myślisz o sobie ty? Nie, nie na rozmowie kwalifikacyjnej ani podczas kawy z przyjaciółką. Tylko wtedy, gdy leżysz sam wieczorem i przez chwilę nie grasz żadnej roli. Czy kochasz tego gościa, którego widzisz w środku, tego bez makijażu emocjonalnego i bez wymówek? Czy potrafisz mu powiedzieć: jesteś w porządku, nawet jeśli czasem nawalasz? Czy masz odwagę być dla siebie tak prawdziwy jak próbujesz być dla innych? A może masz katalog masek, jedną na święta, drugą na spotkania z teściową, trzecią na wieczorne modlitwy, czwartą na dzień matki? Wiem, boli. Bo prawda nie jest wygodna. Jest czasem jak wrzynający się metek w kark - ciągle obecna, ale zbyt krępująca, by ją pokazać. I w tym wszystkim przypomina mi się coś bardzo prostego, co Jezus powiedział, a co jakoś dziwnie umyka w epoce coachingowych zaklęć: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” Tyle że wcześniej dodał: „Jeśli będziecie trwać w moim słowie.” Czyli nie w tym, co o tobie mówią, nie w maskach i strategiach obronnych. Ale w Słowie, które nie udaje, nie przywdziewa kostiumów i nie potrzebuje publiczności. Bo może na końcu to nie chodzi o to, ile masz wersji siebie, tylko czy którakolwiek z nich umie patrzeć w lustro z czułością… Sprzed lustra, które boli,
Nie uciekać od prawdy o sobie
Nie uciekać od prawdy o sobie. Piękne hasło, takie na baner albo na kubek, może jeszcze z piórkiem lub liściem paproci. Ale prawda o sobie to nie mydlana sentencja z Instagrama. To bardziej jak potłuczone lustro w…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.