Nie oddawajcie złem za zło (1 Tes 5,15) To zdanie nie jest poradą duchową. Nie jest też wersją chrześcijańskiego savoir-vivre’u. W tym miejscu Biblia mówi językiem, który zna życie od środka: - uważajcie. Nie „postarajcie się”, nie „byłoby dobrze”. Uważajcie, bo to, co przychodzi najłatwiej, bywa najbardziej destrukcyjne. Paweł pisze do ludzi, którzy nie żyją w bańce. Do ludzi skrzywdzonych, urażonych, rozczarowanych sobą nawzajem. On zakłada konflikt. Zakłada ból i sytuacje, w których zemsta wydaje się nie tylko zrozumiała, ale wręcz higieniczna psychicznie. Jakby była sposobem na wyrównanie rachunków świata. Bo przecież: oni byli nie w porządku i przekroczyli granicę, oni zrobili coś, czego nie da się cofnąć. I tu Paweł nie mówi: to wasze emocje są nieważne. Mówi coś znacznie bardziej niepokojącego: - odwet was zmieni. Nie uzdrowi sytuacji. Zmieni was. Zemsta zawsze przychodzi jako obietnica równowagi. Krótkiej ulgi. Wrażenia, że sprawiedliwość jednak istnieje. Ale ta ulga jest jak cukier jedzony na pusty żołądek; daje energię, po czym zostawia drżenie rąk i jeszcze większy głód. Bo kiedy odpowiadasz złem na zło, krzywda nie znika. Ona zmienia właściciela. Przechodzi na ciebie. Zagnieżdża się. Zaczyna mówić twoim głosem. Dlatego Paweł nie mówi: nie czujcie gniewu. Mówi: - nie pozwólcie, żeby gniew was poprowadził. W tym miejscu słychać echo słów Jezusa, nie jako sloganów, lecz jako brutalnej logiki Ewangelii: przerwij łańcuch. Nie dlatego, że jesteś lepszy. Ale dlatego, że jeśli go nie przerwiesz, będzie się ciągnął przez ciebie dalej. Zło rozmnaża się przez reakcję. Dobro przez decyzję. I teraz tekst robi coś niekomfortowego. Odwraca lustro. Pyta nie o tamtych, lecz o mnie. Czy ja nigdy nie byłem tym, który zranił? Czy nigdy nie zniknąłem bez słowa? Czy nigdy nie skłamałem, bo było wygodniej? Czy nigdy nie złamałem obietnicy, bo zmieniły się okoliczności? To jest ten moment, w którym narracja o „sprawiedliwej zemście” zaczyna się kruszyć. Bo jeśli uczciwie spojrzeć w swoje życie, trudno utrzymać pozycję sędziego. Raczej rozpoznaje się siebie wśród oskarżonych. Chrześcijaństwo nie polega na tym, że ludzie są lepsi. Polega na tym, że Bóg nie traktuje ich tak, jak oni traktują siebie nawzajem. Krzyż nie jest symbolem taniego przebaczenia. Jest dowodem, że zło zostało potraktowane śmiertelnie poważnie, i jednocześnie nie powielone. Słowa Jezusa: „Ojcze, przebacz im” nie unieważniają winy. One odmawiają jej władzy absolutnej. To zdanie nie mówi: nic się nie stało. Mówi: - nie pozwolę, by to, co zrobili, określiło to, kim jestem. I dokładnie w to miejsce Paweł wciąga swoich czytelników. Jakby mówił: jeśli chcesz sprawiedliwości bez miłosierdzia, w końcu sam pod nią nie wytrzymasz. Jeśli chcesz, by każdy dostał to, na co zasłużył, musisz być gotów dostać to samo. „Starajcie się czynić dobro”… to zdanie nie jest romantyczne. Jest realistyczne aż do bólu. Zakłada wysiłek. Opór wobec impulsu. Zgodę na to, że czasem nie wygrasz narracyjnie, nie wyjdziesz z twarzą, może nie doświadczysz satysfakcji. Ale zachowasz wolność. Bo odwet daje chwilowe poczucie mocy. Przebaczenie oddaje życie z powrotem w twoje ręce. I na tym Paweł się zatrzymuje. Bez morału i obietnicy, że będzie lżej. Zostawia tylko pytanie, które wraca w ciszy: - czy naprawdę chcesz, żeby cudze zło miało nad tobą ostatnie słowo? *** „Uważajcie, aby nikt nikomu nie odpłacał złem za zło, ale zawsze starajcie się o to, co dobre we wzajemnych stosunkach i dobre dla wszystkich.” ‭‭1 Tesaloniczan‬ ‭5‬:‭15‬ ‭SNP‬‬