Nie ma już pustelni. Nie ma jaskiń, w których człowiek mógłby zniknąć, by posłuchać Boga. Są galerie handlowe, feedy, dźwięki powiadomień. Świat nie krzyczy już „zbuduj wieżę Babel”, on krzyczy: „bądź zajęty”. Bo w zajętości nie ma miejsca na ciszę, a cisza to jedyne miejsce, w którym Bóg jeszcze mówi. W Ewangelii Jezus wielokrotnie „odchodził na miejsce pustynne, by się modlić”. Nie po to, by zniknąć. Po to, by ocalić siebie od zgiełku tłumu. Dziś, kiedy każdy z nas nosi w kieszeni małą wieżę Babel z ekranem i lustrem próżności, ten gest odejścia jest aktem rewolucyjnym. Być z Bogiem w świecie, który śmieje się z ciszy i gada, gada, gada, to jak iść z pochodnią przez stację benzynową. Nie po to, by podpalić, ale by przypomnieć, że jeszcze istnieje ogień. Współczesna psychologia powie ci, że potrzebujesz „autoregulacji emocji”, „pozytywnej samooceny”, „zdrowych granic”. Nie powie ci, że potrzebujesz łaski. Bo łaska nie mieści się w podręcznikach. Nie da się jej zapisać na fakturze, ani zmierzyć poziomem serotoniny. Człowiek współczesny jest jak ktoś, kto całe życie ćwiczył bieganie po bieżni i nagle musi przejść przez pustynię. Wszystkie strategie samorozwoju pękają tam jak balony. Bo pustynia nie reaguje na afirmacje, - ona chce prawdy. Być z Bogiem znaczy przestać udawać. To brutalna terapia, bez asertywnych komunikatów. To powiedzieć: - nie radzę sobie i usłyszeć w ciszy: - to dobrze, wreszcie przestałeś udawać Boga. Psychologia, gdy jest uczciwa, dochodzi w końcu do tego samego miejsca, co Ewangelia: do granicy, gdzie człowiek musi uznać, że sam siebie nie zbawi. I wtedy zaczyna się prawdziwa przemiana. Bo być z Bogiem dziś to odmówić uczestnictwa w festynie lęku. - Nie scrollować paniki. - Nie handlować emocjami. - Nie brać udziału w wojnie komentarzy. To nie znaczy: zamknąć oczy na świat. To znaczy: - patrzeć głębiej. Jak Jezus, który widział więcej niż rany trędowatego, widział samotność pod nimi. Świat będzie ci mówił: dostosuj się, bądź elastyczny, naucz się strategii przetrwania, przemilczania, gładkich kłamstw. A Ewangelia mówi: - niech wasza mowa będzie: tak - tak, nie - nie”. Nie ma nic bardziej buntowniczego niż prostota w epoce wyrachowania i kalkulacji. Człowiek zaprzyjaźniony z Bogiem nie jest konformistą. Jest jak drzewo, które rośnie pod wiatr. Nie szuka lajków, ale korzeni. Nie walczy o rację, tylko o obecność. Wbrew wszystkiemu, Bóg nie jest manifestem. Jest szeptem, który przetrwał wszystkie megafony historii. Nie wzywa do rewolucji z bronią w ręku ale do rewolucji serca. Być z Bogiem dziś to nie znaczy: uciec z tego świata. To znaczy: być z nim. Być światłem, które nie krzyczy: „patrzcie na mnie”, tylko: „patrzcie… można inaczej”. Największy bunt w XXI wieku nie polega na tym, żeby krzyczeć, że Boga nie ma. Polega na tym, żeby Go mieć w sercu. Wbrew cynizmowi, wbrew modom, wbrew logice rynku i cudzych opinii. Bo jak napisał prorok Izajasz: „W ciszy i zaufaniu leży wasza siła” (Iz 30,15). A cisza, w której słychać Boga, to dziś najbardziej radykalna forma wolności, na jaką człowiek może sobie pozwolić.
Nie ma już pustelni.
Nie ma już pustelni. Nie ma jaskiń, w których człowiek mógłby zniknąć, by posłuchać Boga. Są galerie handlowe, feedy, dźwięki powiadomień. Świat nie krzyczy już „zbuduj wieżę Babel”, on krzyczy: „bądź zajęty”. Bo w…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.