Najbardziej wyczerpujące w człowieku czasem nie jest to, że świat bywa brutalny, chaotyczny i nieprzyzwoicie obojętny, ale, że wielu z nas, zanim jeszcze zdąży usłyszeć pierwszy osąd z zewnątrz, zdążyło już zbudować w sobie prywatny trybunał, który pracuje bez przerwy, niemiłosiernie, a jego jedyną specjalizacją pozostaje mówienie do nas tonem, którego nie użyłoby się wobec dziecka, przyjaciela ani nawet obcego człowieka siedzącego samotnie na szpitalnym korytarzu. To, co dziś psychologia, z właściwą sobie elegancją i potrzebą porządkowania ludzkiego cierpienia w terminy możliwe do opłacenia w czterdziestopięciominutowych sesjach, nazywa uwewnętrznionym krytykiem, Pismo Święte rozpoznawało znacznie wcześniej, i choć nie miało jeszcze ani gabinetów, ani certyfikatów, potrafiło nazwać rzecz z większą precyzją, ponieważ w Apokalipsie św. Jana pojawia się figura; „oskarżyciela braci naszych”, „który dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem” (Ap 12,10, Biblia Tysiąclecia), …a trudno o trafniejszy opis tego głosu, który nie poprawia człowieka, lecz systematycznie odbiera mu grunt pod nogami. Różnica między oskarżeniem a sumieniem, choć w praktyce mylona bywa niemal równie często jak miłość z lękiem albo przywiązanie z głodem, pozostaje zasadnicza, ponieważ sumienie, nawet kiedy boli, prowadzi ku odzyskaniu porządku, natomiast oskarżenie, choć bywa przebrane za rozsądek, odpowiedzialność i rzekomy realizm, nie prowadzi nigdzie poza upokorzeniem, które z czasem zaczyna być mylone z dojrzałością. To właśnie dlatego tak wielu ludzi, którzy z zewnątrz wydają się rozsądni, zdyscyplinowani i imponująco samokrytyczni, w rzeczywistości funkcjonuje jak lokatorzy własnego wewnętrznego więzienia, gdzie strażnik, sędzia i kat noszą to samo nazwisko, a każda pomyłka, choćby najdrobniejsza, urasta do rangi dowodu na fundamentalną wadę całej osoby. Ewangelia, która bywa czytana z zadziwiającą skłonnością do wybierania z niej dyscypliny i pomijania czułości, pokazuje przecież coś dokładnie odwrotnego, ponieważ; - Chrystus, ilekroć spotyka człowieka poranionego, uwikłanego albo zwyczajnie zmęczonego sobą, nie zaczyna od upokorzenia, gromienia, lecz od obecności, a ten porządek, choć dla religijnego perfekcjonizmu bywa niemal obraźliwy, pozostaje konsekwentny. - Gdy spotyka kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, nie mówi jej najpierw, że jest moralnym gruzem, lecz najpierw odrzuca kamienie i dopiero potem wypowiada zdanie, które przywraca jej odpowiedzialność bez odbierania godności: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,11, Biblia Tysiąclecia). To rozróżnienie, choć brzmi subtelnie, ma dla psychiki znaczenie fundamentalne, ponieważ człowiek rozwija się nie tam, gdzie jest nieustannie zawstydzany, lecz tam, gdzie pozostając nazwanym prawdziwie, nie zostaje równocześnie przekreślony, a współczesna psychologia, która przez dekady usiłowała opisać warunki konieczne do zdrowego rozwoju, doszła ostatecznie do wniosku zaskakująco zbieżnego z tym, co Ewangelia mówiła od początku, gdy Carl Rogers pisał, że człowiek zmienia się najgłębiej wtedy, gdy doświadcza bycia przyjętym bez warunku wstępnego, co opisał w książce „On Becoming a Person” z 1961 roku. Nie oznacza to, rzecz jasna, że łagodność wobec siebie jest duchową wersją pobłażliwości, jak chętnie wyobrażają to sobie ludzie, którzy każdą formę czułości podejrzewają o rozkład moralny, lecz że istnieje różnica między uczciwym uznaniem winy a tresurą opartą na wstydzie, i choć z zewnątrz oba mechanizmy mogą wyglądać podobnie, ich owoce pozostają skrajnie różne, ponieważ człowiek prowadzony przez odpowiedzialność dojrzewa, a człowiek prowadzony przez upokorzenie uczy się wyłącznie lepiej ukrywać. W Liście do Rzymian św. Paweł ujmuje to z prostotą, której wielu współczesnych terapeutów mogłoby pozazdrościć, kiedy pisze: „Nie ma więc teraz żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie” (Rz 8,1, Biblia Tysiąclecia), …i niezależnie od tego, czy ktoś czyta to jako deklarację teologiczną, czy jako opis psychicznej możliwości życia bez nieustannego wewnętrznego oskarżyciela, sens pozostaje uderzająco praktyczny: - człowiek nie zdrowieje w atmosferze permanentnego oskarżania i surowego wyroku. To zresztą jeden z bardziej ironicznych paradoksów współczesności, że ludzie, którzy najgłośniej mówią o samoświadomości, rozwoju i dojrzałości emocjonalnej, często wciąż traktują własne wnętrze z taką pogardą, z jaką nie potraktowaliby nawet współpracownika, którego ledwie tolerują, a potem dziwią się, że ich psychika, niczym źle karmione zwierzę, reaguje lękiem, wycofaniem albo cichą agresją. Biblia ujmuje to prościej i znacznie mniej uprzejmie, niż zrobiłby to poradnik psychologiczny, ponieważ kiedy w Ewangelii Marka pada zdanie: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mk 12,31, Biblia Tysiąclecia), …zostaje mimochodem ujawniony kłopot, którego nie da się obejść żadną duchową gimnastyką, mianowicie taki, że człowiek, który wobec siebie pozostaje wyłącznie surowy, prędzej czy później tę samą surowość zaczyna rozdawać światu pod nazwą zasad, standardów i dojrzałości. Nie dlatego, że jest zły, tylko że nikt nie rozdaje tego, czego sam nigdy nie dostał. Jeśli więc sposób, w jaki mówisz do siebie, przypomina język przesłuchania, a nie język obecności, nie masz problemu z dyscypliną, charakterem ani odpornością, lecz z tym, że od lat próbujesz wychować zranioną część siebie metodami, których rozsądny człowiek nie zastosowałby nawet wobec spłoszonego psa. I być może właśnie od tego, zanim człowiek zacznie naprawiać swoje wybory, relacje, wiarę, ciało albo historię, powinien zacząć naprawdę, to znaczy od sprawdzenia, czy głos, którym mówi do siebie codziennie, brzmi jak głos kogoś, kto chce go ocalić, czy raczej jak głos kogoś, kto od dawna, metodycznie i z pewnym ponurym profesjonalizmem, usiłuje go… dobić. Bądź dobry dla siebie. - Umiesz być dla siebie dobrym? Będziesz dobry dla innych, a tamci dla ciebie.
Najbardziej wyczerpujące w człowieku czasem nie jest…
Najbardziej wyczerpujące w człowieku czasem nie jest to, że świat bywa brutalny, chaotyczny i nieprzyzwoicie obojętny, ale, że wielu z nas, zanim jeszcze zdąży usłyszeć pierwszy osąd z zewnątrz, zdążyło już zbudować w…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.