Najbardziej dziwne w człowieku nie jest to, że bywa zły. Ani to, że potrafi kłamać, ranić, zdradzać, udawać i urządzać sobie życie tak, jakby sumienie było tylko przestarzałym dodatkiem do osobowości, czymś w rodzaju moralnego wyrostka robaczkowego, który można usunąć, kiedy zaczyna przeszkadzać w robieniu kariery. Najbardziej niepokojące jest to, że człowiek potrafi skamienieć i przez długie lata uchodzić za całkowicie sprawnego. Funkcjonuje. Wstaje rano. Płaci rachunki. Odpowiada na wiadomości. Uśmiecha się tam, gdzie trzeba. Wysyła serduszka, których nie czuje. Składa życzenia, w które nie wierzy. Dotyka ludzi bez obecności, słucha bez słyszenia, patrzy bez widzenia. I z czasem zaczyna mu się wydawać, że to właśnie jest dojrzałość: dobrze zorganizowane odrętwienie. Ezechiel, który pisał do ludzi po katastrofie, nie mówił do naiwnych idealistów, ale do narodu po klęsce, po utracie domu, sensu, złudzeń i porządku, który wydawał się wieczny. To nie był religijny plakat z cytatem do oprawienia nad kuchennym stołem. To była… diagnoza posttraumatyczna. Serce kamienne nie było metaforą grzecznego grzesznika, tylko opisem człowieka, który przeżył zbyt wiele i żeby nie umrzeć, odciął czucie. Psychologia powiedziałaby dziś, że to mechanizm obronny. Człowiek nie twardnieje dlatego, że jest silny, tylko dlatego, że był zbyt długo wystawiony na ból, nad którym nie miał kontroli. To nie cynizm rodzi znieczulenie. Znieczulenie rodzi cynizm. Najpierw zamykasz jedne drzwi, żeby nic cię więcej nie zraniło. Potem drugie i kolejne. W końcu siedzisz bezpieczny w twierdzy, której największą wadą jest to, że nie da się w niej już oddychać. Freud widział to jako wyparcie. Jung jako odcięcie od własnego cienia. Kierkegaard nazwałby to rozpaczą człowieka, który tak długo uciekał od siebie, aż pomylił brak kontaktu z charakterem. A współczesny terapeuta powiedziałby to prościej, choć może mniej poetycko: to nie jest twoja osobowość, a rana, która nauczyła się mówić twoim głosem. I tu Ezechiel robi coś, czego nie potrafi większość współczesnych poradników, coachów i motywacyjnych kaznodziejów internetu, którzy każą ludziom „po prostu otworzyć się na miłość”, jakby trauma była kwestią złego nastawienia. On nie mówi: popraw się. Nie mówi: bardziej się postaraj, albo naucz się czuć. Mówi coś znacznie poważniejszego i znacznie bardziej niebezpiecznego: - potrzebujesz nowego serca. Nie lepszego nastroju, czy bardziej estetycznej narracji o sobie. Nie nowego partnera, który chwilowo przykryje stare pęknięcia albo kolejnej wersji siebie do pokazania światu. Nowego wnętrza. Odczuwania. Innego środka ciężkości. To jest myśl radykalna, bo zakłada, że człowieka nie da się uratować samą korektą zachowań. Można go nauczyć manier, czy regulować emocje. Można go nawet nauczyć nie ranić innych w sposób społecznie kłopotliwy. Ale to jeszcze nie znaczy, że ożył. Można być perfekcyjnie funkcjonalnym i wewnętrznie martwym. Współczesność pełna jest ludzi, którzy świetnie zarządzają kalendarzem i kompletnie nie potrafią już kochać. Dlatego biblijna obietnica nie dotyczy komfortu, lecz… reanimacji. Serce kamienne nie jest sercem złym, tylko sercem, które zbyt długo żyło w trybie przetrwania. Nie ufa, bo ufało źle i nie płacze, bo kiedyś płakało bez skutku. Nie wierzy, bo zbyt wiele razy pomylono Boga z przemocą, miłość z kontrolą, bliskość z użyciem. Kamień nie jest buntem. Kamień jest blizną, która z czasem zaczęła udawać osobowość. I właśnie dlatego ten fragment jest tak współczesny. Żyjemy w epoce ludzi sprawnych, produktywnych, samodzielnych i emocjonalnie niedostępnych. W epoce, która nagradza chłód, myli dystans z dojrzałością i każe nazywać samowystarczalnością to, co dawniej uczciwie nazywano lękiem przed zranieniem. Człowiek współczesny nie potrzebuje dziś głównie sukcesu, ale odzyskać zdolność czucia bez ryzka rozpadu. To właśnie znaczy dostać serce z ciała. Nie sentymentalne czy naiwne, infantylne. - Żywe. Takie, które nie wypiera bólu, ale też nie buduje z niego tożsamości; które umie kochać bez kultu cierpienia. Serce, które nie musi już zamieniać każdej bliskości w pole walki. Żywe, i nie jest pancerzem, tylko zdrowym organem. Filozofia przez wieki próbowała nauczyć człowieka, jak znosić świat. Psychologia próbowała nauczyć go, jak rozumieć siebie. Biblia idzie o krok dalej i pyta; - czy jesteś jeszcze zdolny ożyć? I to jest pytanie znacznie bardziej osobiste, niż większość ludzi chciałaby przyznać. Bo dramatem rzadko bywa to, że człowiek nie ma serca. Problemem jest to, że od lat ma je zamknięte, a potem nazywa ten stan… rozsądkiem.
Najbardziej dziwne w człowieku nie jest to,…
Najbardziej dziwne w człowieku nie jest to, że bywa zły. Ani to, że potrafi kłamać, ranić, zdradzać, udawać i urządzać sobie życie tak, jakby sumienie było tylko przestarzałym dodatkiem do osobowości, czymś w rodzaju…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.