Może miałeś kiedyś taką chwilę - nie że wielki dramat, nie że Titanic w twoim życiu tonął, po prostu byłeś w dupie. Zawaliłeś. Zawiodłeś. Może zapomniałeś o urodzinach matki. Może kogoś oszukałeś, może po prostu odszedłeś od kogoś, kto na ciebie czekał. Może powiedziałeś za dużo. A może - jak to często bywa - po prostu byłeś człowiekiem. I wtedy ten ktoś… zamiast zamknąć przed tobą drzwi, zamiast wystawić rachunek, zamiast przypomnieć ci, jaki jesteś mały, głupi, niedojrzały - uśmiechnął się. Albo nie. Może tylko powiedział: “Dobrze. Już. W porządku.” I to właśnie było miłosierdzie. Nie da się go wypracować. Nie ma dla niego egzaminu ani tabelki w Excelu. Nie dostajesz go za poprawne odpowiedzi. Miłosierdzie to szalona decyzja serca, by dać komuś jeszcze jedno „tak”, choć powinno paść „nie”. Biblia mówi jasno: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni dostąpią miłosierdzia.” To jakby Bóg mówił: Hej, wiem, że wszyscy jesteście porąbani. Ale jeśli jeden drugiemu odpuści, to może jakoś to pociągniemy dalej. I to nie jest naiwność. To nie jest udawanie, że nic się nie stało. Miłosierdzie nie jest głupie. Jest mądrzejsze niż sprawiedliwość. Bo sprawiedliwość kończy rozmowę. Miłosierdzie ją zaczyna. Nie wiem, gdzie teraz jesteś - może w związku, który się sypie. Może na kolanach po wielkiej porażce. Może w milczeniu z kimś, kogo kochasz. A może trzymasz w ręku kamień, gotowy go rzucić. Odłóż go. Popatrz na Jezusa. Nie tak religijnie, nie przez witraż. Popatrz jak na człowieka, który mógłby cię zmiażdżyć słowem - a zamiast tego wybiera dotyk, bliskość, zrozumienie. To nie jest słabość. To wielkość. To Wielkie Miłosierdzie. I ty też je masz w sobie. Tylko się nie bój - okazać go komuś, kto go naprawdę potrzebuje. Bo może się okazać, że to… ty sam. Dajesz - bierzesz. Prosta ekonomia naszego życia. *** „Szczęśliwi miłosierni, gdyż oni dostąpią miłosierdzia.” ‭‭Mateusza‬ ‭5‬:‭7‬ ‭SNP‬‬