Mówiono o nim „filozof na tronie”. A jednak tron nie chronił go przed samotnością serca. Wolter, ten sam, który igrał z myślą i szyderstwem, pisał o nim „pobożny bez przesady”. Pobożny, czyli blisko Boga, a jednak jakby na dystans, z sercem niepewnym, chwiejnie stojącym między rozumem a uczuciem. To był Stanisław August Poniatowski, ostatni król Polski. Człowiek, który w pamiętnikach zanotował słowa: „nie jestem stworzony dla kobiet”. Jak wielu z nas, szukał wymówki dla własnej bezradności wobec miłości. Łatwiej bowiem powiedzieć: „nie jestem stworzony”, niż przyznać: „boję się zaufać”. I wtedy przyszedł moment. Spotkanie, które odmienia los. Katarzyna. Dwudziestopięcioletnia, włosy czarne jak atrament, oczy niebieskie jak niebo w lipcu, pełne wyrazu, nos grecki, usta piękne. Zobaczył ją, i cały mur filozofii runął. Pisał stronę po stronie jej zalet, jakby spisywał ewangelię własnego serca. A zakończył: „Taką była kobieta, która się stała panią moich losów.” Nie wiedział, albo nie chciał wiedzieć, że w tym jednym zdaniu oddał nie tylko swoje serce, ale i losy kraju. Bo ta Katarzyna była właśnie tą, którą świat zapamiętał jako Wielką. Cesarzowa Rosji. A więc jego miłość nie była tylko czułością mężczyzny, stała się kluczem, który zamknął wolność narodu. A przecież Słowo Boże ostrzegało: „Wdzięk jest zawodny, piękność ulotna, chwalić należy kobietę, która boi się Pana.” (Prz 31,30) Ale czyż serce słucha, gdy oczy widzą błękit, a usta przyciągają niczym zakazane słowo? *** Nie jest to jedynie historia króla. To historia każdego z nas. Bo ilu z nas zapisało już w sercu podobne zdanie: „to ona jest panią moich losów”, „to on jest panem mojego życia”? Ilu z nas oddało władzę nad sobą nie temu, który daje życie, ale temu, kto mami wdziękiem? Król, filozof, ostatni z polskich monarchów, stał się więźniem własnego wyznania miłosnego. A kraj wraz z nim. Bo kiedy serce człowieka nie spoczywa w Bogu, staje się jak miasto bez murów, każdy może wejść, każdy może zdobyć. Ale Biblia zostawia nam nadzieję: Pan potrafi podnieść z ruin. On wie, że wdzięk przeminie, a piękność zwiędnie. Dlatego mówi: „Chwalić należy kobietę, która boi się Pana.” Bo w tym bojaźń nie jest strachem, lecz zakorzenieniem, wiernością, która nie zdradza. I tu jest nasze pocieszenie: że nawet jeśli jak Stanisław August daliśmy się uwieść oczom i wdziękowi, nawet jeśli w naszych pamiętnikach są zdania, których się wstydzimy, Pan może napisać epilog inny. Epilog, w którym to nie ona ani on są panami naszych losów, lecz Ten, który jest wierny na wieki. *** Serce nie sługa? Pewnie tak, ale czasem warto próbować je poskromić.