Mówili, że jest pijakiem i żarłokiem (Mt 11,19). To nie ja wymyśliłem - to Jezus sam tak mówił o tym, co o Nim mówią. Czyli: pił z nimi. Jadł z nimi. A to z nimi to nie znaczy - z porządnymi. To znaczy: z tymi, których nie wpuszczali do świątyni. Pomyśl o tym. A teraz wyobraź sobie - Jezus wędrujący przez Judeę. Kurz na stopach, spocone ciało, śmiech apostołów, jakieś żarty rzucone z tyłu przez Piotra. I On, który się nie obraża. Tylko się uśmiecha. Bo wie, że póki człowiek żartuje - jeszcze żyje. Bo Jezus nie przyszedł po ofiarę, ale po miłosierdzie (Mt 9,13). A miłosierdzie, bracie, to nie teoria. To kolano w błocie. To ramię podtrzymujące prostytutkę. To kielich, który podajesz komuś, kogo świat uznał za skończonego. W teologii wyzwolenia Gustavo Gutiérrez mówi, że Bóg jest po stronie ubogich nie dlatego, że lubi, że zaleca biedę - tylko dlatego, że ubodzy są najczęściej wykluczeni. I Jezus o tym wiedział. Dlatego nie przyszedł do świętych, tylko do tych, co się mylą. Dlatego właśnie mógł zakochać się w Marii Magdalenie - nie cielesną namiętnością, ale tą miłością, która mówi: „Zasługujesz na nową opowieść.” I może właśnie dlatego to ona pierwsza Go zobaczyła po zmartwychwstaniu (J 20,11-18). Nie Piotr. Nie Jan. Ona. Bo Jezus wiedział, komu najpierw trzeba przywrócić godność. Jürgen Moltmann, inny prorok wolności, pisał, że Bóg nie jest poza cierpieniem, tylko w nim. A więc: kiedy Jezus pił wino z ludźmi, którzy nie mieli przyszłości - był Bogiem. Kiedy dotykał trędowatych - był Bogiem.Kiedy rozmawiał z kobietami - był Bogiem. I kiedy milczał, patrząc w oczy Marii - też był Bogiem. I człowiekiem. To dlatego ludzie lgnęli do Niego. Nie dlatego, że miał rację. Ale dlatego, że miał serce. *** Czasem myślimy, że świętość to czystość, sterylność, brak emocji. Ale może świętość to uczestniczenie w ludzkim bólu bez pogardy. Może świętość to spojrzenie Jezusa na Martę, która wciąż się spieszyła. Albo na celnika, który miał wszystko, ale czuł się nikim. Może świętość to Jego milczenie, gdy wszyscy chcieli, żeby przemówił. Wiesz, czasem myślę, że Jezus kochał ludzi aż za bardzo. I że właśnie dlatego Go ukrzyżowano. Bo system - religijny, polityczny, społeczny - nie znosi takiej bliskości. Nie znosi ludzi z rozpiętą koszulą. Z kielichem w ręku i raną w sercu. Ale On wrócił. I nie po zemstę. Po miłość. *** Oni nie chcą Jezusa, który tańczy. Chcą Jezusa w ciszy, w marmurze, z ręką w górze i grożącym palem. Ale prawdziwy Jezus - ten z Galilei, z zapachem ryb i dymem ogniska we włosach - tańczył. Może nie na scenie. Może nie w liturgii. Ale przecież wesele w Kanie nie skończyło się na kielichu. Kiedy gospodarz powiedział: „Zachowałeś najlepsze wino na koniec!”, co myślisz, że się stało? Zagrali. A Jezus - z kielichem w dłoni - porwał któregoś z uczniów do kołysania, a może Marię, może matkę, może gospodynię weselną. I śmiał się. I tańczył. (Choć są tacy, co mówią, że nie). I pot zalewał Mu czoło - bo Królestwo Boże przyszło w postaci ciała. Ruchu. Ciepła. Radości. W Biblii nie znajdziesz wersetu: „A Jezus tańczył”. Ale znajdziesz: „Królestwo Boże podobne jest do uczty weselnej.” (Mt 22,2) A powiedz mi, jaka uczta bez muzyki? Jaki ślub bez tańca? Bóg przecież mówi przez Izajasza: „Jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak twój Bóg będzie się tobą radował.” (Iz 62,5) Nie będzie cię poprawiał. Nie będzie cię rozliczał. Będzie się tobą cieszył. Jezus tańczył, bo kochał życie. I to nie było sprzeczne z Jego świętością - to było jej dopełnieniem. To był bunt przeciw religii, która z Boga zrobiła system. To było błogosławieństwo ciału. Ziemi. Obecności. W teologii wyzwolenia mówi się, że nie wystarczy walczyć o sprawiedliwość - trzeba też umieć świętować zwycięstwo. Bo jeśli nie potrafisz tańczyć z Jezusem, to może nie poznałeś Go naprawdę. Może znasz tylko Jego poglądy. A On jest osobą. Która przychodzi do twojego wnętrza - nie z listą zadań, tylko z zaproszeniem. Która mówi: - Wstań. Chodź. Kręć się. Oddychaj. Żyj. Która potrafi wziąć cię za rękę na rynku wielkiego miasta, w kuchni o trzeciej w nocy i powiedzieć: - Tańcz. - Choćby mówili, że śmiesznie się ruszasz!
Mówili, że jest pijakiem i żarłokiem (Mt…
Mówili, że jest pijakiem i żarłokiem (Mt 11,19). To nie ja wymyśliłem - to Jezus sam tak mówił o tym, co o Nim mówią. Czyli: pił z nimi. Jadł z nimi. A to z nimi to nie znaczy - z porządnymi. To znaczy: z tymi, których…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.