Moja babcia i jej siostra - Jadwiga - były jak dwie połowy tego samego zdania, które nigdy nie doczekało się kropki. Babcia przeszła drogę od wyklętej do podlewającej kwiaty. Jadwiga natomiast - nigdy niczego nie podlewała. Paliła od trzynastego roku życia. Piła koniak z filiżanki po pradziadku, jakby to był rytuał przejścia. Związków nie miała, miała kochanków - tak ich nazywała. Mówiła o sobie z dumą: „Nie jestem samotna. Mam siebie.” Ostatni raz widziałem ją na kilka dni przed śmiercią. Miała 98 lat, rude włosy jak zawsze i ubrana była w futro, choć był lipiec. Siedziała na balkonie, z fajką w zębach, patrząc w niebo, jakby czegoś się spodziewała. - A czego się spodziewasz? - zapytałem. – Cholernego wyjaśnienia – odparła. - Od Boga? - Od kogokolwiek, kto jeszcze ma przyzwoitość coś mi wyjaśnić. Zmarła dwa dni później. Z lampką koniaku w dłoni. W pokoju grało radio - Bach. Kiedy wniesiono ciało, pielęgniarka powiedziała: - Ona wygląda, jakby dopiero co kogoś wyzwała od głupków i wygrała. *** Babcia, jej siostra - i ta rozmowa na ławce, która wszystko zmieniła - to są jak trzy wersje tej samej historii o kobiecie. O kobiecie, która miała prawo pragnąć. W dzieciństwie nie pozwolono im mówić za głośno. W młodości - wybierać. W dorosłości - decydować. Ale na starość… Jedna z nich się napoiła. Druga się napiła. Obie zmarły w zgodzie. Babcia - z modlitwą na ustach. Jadwiga - z lampką koniaku w dłoni. I choć się różniły jak chleb i ogień, obie wiedziały coś, czego świat nie mógł znieść: - że kobieta może być pełna, zanim się ją naprawi. *** Myślę czasem o tej ławce pod blokiem. Czy ten Jezus z billboardów przy drodze, w kościołach, to jest naprawdę Jezus? Czy tylko ktoś, kto nie przestraszył się jej prawdy? A potem przypominam sobie, co babcia mi powiedziała, kiedy miałem złamane serce po dziewczynie z Bochni: - Nie płacz. - Serce nie pęka od bycia niechcianym. - Pęka od tego, że człowiek zapomni, że jest wart wszystkiego. I wtedy rozumiem. Że kobieta przy studni nie dostała recepty. Dostała obecność. I że czasem to wystarczy, by spojrzeć na siebie inaczej. *** Na pogrzebie babci Jadwigi ksiądz pomylił imię. Zamiast “śp. Jadwiga”, powiedział: - „święta Jadwiga - która była kobietą ognia, dymu i… eee… doświadczenia życiowego”. Wszyscy parsknęli śmiechem. A babcia - tam, gdzieś w niebie - pewnie odpaliła jeszcze jedną fajkę i powiedziała: - Wreszcie ktoś to ujął z klasą. *** Duchowy rdzeń opowiadania pochodzi z Ewangelii Jana, rozdział 4 - rozmowa Jezusa z Samarytanką przy studni. Kluczowe wersety to: „Jezus odpowiedział: ‘Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Lecz kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki. Woda, którą mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu.’” (J 4,13–14, Biblia Tysiąclecia) I nieco wcześniej: „Rzekł do niej Jezus: ‘Daj Mi pić.’” (J 4,7) To wszystko zaczęło się od prostego, ludzkiego pragnienia - i od kogoś, kto miał odwagę odezwać się do kobiety wykluczonej, pogardzanej, niewartej rozmowy. Jezus nie zaczął od naprawy. Zaczął od relacji. Woda, o której mówił, to nie była tylko metafora łaski. To było zaproszenie do życia, w którym ktoś cię widzi i nie odwraca wzroku. I właśnie to wydarzyło się na tej ławce w parku - między kobietą z fajką, a kobietą z lampką Hine Rare VSOP.
Moja babcia i jej siostra - Jadwiga…
Moja babcia i jej siostra - Jadwiga - były jak dwie połowy tego samego zdania, które nigdy nie doczekało się kropki. Babcia przeszła drogę od wyklętej do podlewającej kwiaty. Jadwiga natomiast - nigdy niczego nie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.