Miłość nie zna się na liczbach. Nie da się jej zmierzyć w litrach łez ani w godzinach czekania pod drzwiami, które się nie otworzyły. Miłość to raczej to coś, co zostaje, gdy wszystko inne już pękło. Nie błysk fajerwerków, tylko cisza po kłótni, w której ktoś jednak przynosi ci herbatę. Bez słów. Bez rachunku. Bo gdyby miłość była logistyką, wszyscy bylibyśmy samotni. Bo w logistyce nie uwzględnia się tego, że człowiek czasem potrzebuje tylko jednej rzeczy: - żeby ktoś usiadł obok i po prostu był. Nie kalkuluje się obecności. Nie kalkuluje się ramion, w które można się wtulić, kiedy cały świat mówi: „musisz być silny”. Nie kalkuluje się dłoni, która nie ucieka, gdy cię ogarnia rozpacz. I tak, Biblia mówi o tym dość bezczelnie jasno: „Miłość wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,7). A to „wszystko” nie znaczy: jeśli będzie miło. To znaczy: nawet jeśli nie będzie. Nawet jeśli zawalisz. Nawet jeśli nie oddasz tego, co dostałeś. Miłość nie pyta: „czy warto?” Pyta: „czy jesteś?” I jeśli jesteś, to wszystko inne jest do ogarnięcia. Bo jak pisze Rilke: „Kochać to dawać drugiemu przestrzeń do bycia tym, kim jest.” Nie tym, kim ja chcę, żeby był. Nie lepszą wersją siebie. Ale sobą. Z całym bałaganem, z całą przeszłością, z tym drżeniem w głosie, którego się nie da uciszyć. Psychologia zna ten stan. Na terapii ludzie nie płaczą, bo ktoś ich uderzył. Płaczą, bo nikt ich nie objął, gdy byli najbardziej bezbronni. Płaczą, bo przestali wierzyć, że można być kochanym bez zasług. Bo przecież cały system uczy nas, że wszystko trzeba wygrać. A miłość się nie wygrywa. Miłość się dostaje. Albo nie. I jeśli się dostaje - nawet na chwilę, nawet na sekundę - to już się wie, że jest coś większego niż rachunek zysków i strat. Miłość nie jest nagrodą. Miłość jest dowodem, że mimo wszystkiego, człowiek jest jeszcze zdolny, żeby dać się zniszczyć dla czegoś, co nie zniszczyło go od razu. Bo czasem jedno „zostań” znaczy więcej niż milion „kocham”. I czasem największym cudem nie jest to, że ktoś cię pokochał, ale to, że ty jeszcze chcesz kochać. Mimo. Pomimo. Znowu. To znaczy żyć. Całą duszą. Z dreszczem. Bez odwrotu. Całym sobą.
Miłość nie zna się na liczbach
Miłość nie zna się na liczbach. Nie da się jej zmierzyć w litrach łez ani w godzinach czekania pod drzwiami, które się nie otworzyły. Miłość to raczej to coś, co zostaje, gdy wszystko inne już pękło. Nie błysk…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.