Ludzie bardzo lubią powtarzać, że związek rozpada się przez zdradę, brak komunikacji albo „niedopasowanie charakterów”, ponieważ brzmi to elegancko, nowocześnie i daje przyjemne złudzenie, że istnieje jakaś instrukcja obsługi drugiego człowieka, którą można było przeczytać wcześniej, najlepiej między podcastem psychologicznym a promocją na ekspres do kawy. Biblia jest pod tym względem dużo bardziej brutalna i dużo mniej romantyczna niż współczesna kultura samopoczucia, ponieważ od samego początku pokazuje człowieka jako istotę wewnętrznie rozdwojoną, głodną miłości, a jednocześnie regularnie niszczącą to, czego najbardziej pragnie. W Księdze Rodzaju Adam i Ewa nie rozpadają się dlatego, że „nie umieli rozmawiać o emocjach”. Rozpad zaczyna się wcześniej w chwili, gdy pojawia się lęk, wstyd, ukrywanie siebie, brodzenie w ściekach przemilczeń, wtedy włącza się chęć ucieczki. „Przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). To jedno zdanie jest właściwie początkiem większości współczesnych relacji. Nie zdrada, kiepski seks czy pieniądze, choć internet zwodniczo probuje nam to wcisnąć do głowy. Chodzi o strach przed byciem naprawdę zobaczonym. Psychologia tylko dopisała do tego przypisy. John Bowlby, twórca teorii przywiązania, pisał, że człowiek od dzieciństwa buduje modele bliskości oparte na bezpieczeństwie albo lęku. Jeśli ktoś dorastał emocjonalnie głodny, będzie później kochał nerwowo, kontrolująco albo panicznie. Nie dlatego, że jest „toksyczny”, lecz dlatego, że jego układ nerwowy nauczył się, iż miłość może zniknąć bez ostrzeżenia. Z kolei Erich Fromm w „O sztuce miłości” zauważał, że współczesny człowiek myli miłość z konsumpcją, szuka nie tyle osoby, ile emocjonalnego produktu, który poprawi samopoczucie i zmniejszy samotność. I właśnie tutaj robi się niewygodnie. Bo większość ludzi nie wchodzi w relacje po to, by kochać, tylko po to, by nie czuć pustki. Socjologia od lat mówi podobnie. Zygmunt Bauman w „Płynnej miłości” opisywał współczesne związki jako konstrukcje budowane w kulturze natychmiastowej wymiany, gdzie człowiek chce jednocześnie bliskości i pełnej możliwości ucieczki. Partner ma być atrakcyjny, ale nie za bardzo wymagający. Oddany, lecz nie absorbujący. Dostępny emocjonalnie, ale bez ciężaru cudzego cierpienia. Innymi słowy: - chcemy miłości, która nie będzie kosztowała. A przecież wszystko kosztuje. Biblia nie ukrywa tego ani przez chwilę. Miłość w Piśmie Świętym prawie nigdy nie wygląda jak estetyczny cytat z Instagrama. - Jakub pracuje czternaście lat dla Racheli. - Ozeasz wraca po kobietę, która go zdradziła. - Józef bierze odpowiedzialność za ciężarną Marię mimo społecznego upokorzenia. A Chrystus nie mówi: „będzie wam łatwo”, tylko: „gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21). Serce zawsze idzie tam, gdzie człowiek naprawdę inwestuje siebie, a nie tam, gdzie deklaruje uczucia po winie i zachodzie słońca. Najbardziej przewrotne jest jednak to, że Ewangelia jednocześnie rozbija człowieka i go pociesza. Bo z jednej strony pokazuje prawdę bardzo nieprzyjemną: - że często kochamy niedojrzale, egoistycznie, transakcyjnie, próbując uleczyć cudzym ciałem własne dziecięce rany. Ale z drugiej strony chrześcijaństwo jest chyba jedyną wielką opowieścią duchową, która nie mówi człowiekowi: „najpierw stań się doskonały, a potem będziesz godny miłości”. Jest odwrotnie: - Bóg przychodzi do ludzi rozbitych, neurotycznych, zazdrosnych, przestraszonych i mówi: teraz zaczniemy. Nie po naprawieniu. W środku bałaganu. Carl Gustav Jung pisał, że człowiek nie staje się światłem przez wyobrażanie sobie światła, lecz przez uświadomienie sobie własnego mroku. I być może dlatego tak wiele relacji kończy się nie dlatego, że zabrakło uczucia, ale, że dwie osoby nigdy naprawdę nie odważyły się zobaczyć siebie bez dekoracji. Bez roli silnego faceta czy roli idealnej kobiety, czyli tego całego społecznego teatru sukcesu emocjonalnego. A przecież nawet Chrystus, kiedy spotyka Samarytankę przy studni (J 4,1-26), nie zaczyna od potępienia. Najpierw rozmawia z nią jak z człowiekiem spragnionym miłości i sensu. Dopiero później dotyka prawdy o jej życiu. Nie po to, żeby ją zmiażdżyć, lecz żeby przestała udawać. I może właśnie to jest najbardziej pocieszające w całej tej historii: - człowiek nie musi być idealny, żeby być kochany. Ale musi wyjść z iluzji o sobie, jeśli chce naprawdę kochać innych.
Ludzie bardzo lubią powtarzać, że związek rozpada…
Ludzie bardzo lubią powtarzać, że związek rozpada się przez zdradę, brak komunikacji albo „niedopasowanie charakterów”, ponieważ brzmi to elegancko, nowocześnie i daje przyjemne złudzenie, że istnieje jakaś instrukcja…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.