Lęk nie jest anomalią. To podstawowy rejestr człowieka - od Adama, który „ukrył się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu” (Rdz 3,8), po współczesnego pracownika open space’u, który drży, gdy jego laptop wyświetla komunikat: „Aktualizacja systemu, proszę czekać”. Mechanizm ten sam: coś większego ode mnie zbliża się i mogę nie sprostać. Psychologowie nazwaliby to reakcją alarmową: pobudzenie układu limbicznego, serce przyspiesza, ciało szuka ucieczki. Biblia nazwie to grzechem i jego konsekwencją: człowiek odłączył się od źródła bezpieczeństwa i odtąd bał się wszystkiego: węża, sąsiada, własnego cienia. Kiedy Pan mówi do Abrahama: „Nie bój się, Abramie, bo Ja jestem twoim tarczą” (Rdz 15,1), to psychologicznie jest to próba regulacji lęku przez zewnętrzny autorytet. Człowiek nie wystarcza sam sobie, jego psychika potrzebuje większej narracji, żeby utrzymać równowagę. Dlatego współczesny człowiek bez Boga tak chętnie sięga po psychoterapię czy farmakologię - bo trzeba jakiegoś „nie bój się”, nawet jeśli mówi je ktoś w białym fartuchu. W Ewangeliach widać to jeszcze wyraźniej. Uczniowie w łodzi krzyczą: „Panie, ratuj, giniemy!” (Mt 8,25). To najczystsza forma ataku paniki. Ciało zalewa fala strachu, rozsądek wyłącza się, zostaje krzyk. Jezus odpowiada: „Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?” (Mt 8,26). Psychologia widzi tu próbę przeniesienia lęku z obiektu (burzy) na relację (ufność wobec przewodnika). To dokładnie to, co współczesne terapie nazywają „bezpieczną bazą” - dziecko przestaje się bać, gdy matka bierze je za rękę. Mąż przestaje się bać, gdy żona przytula się do niego czule podczas snu. Współczesność? Tak… Nasz lęk stał się subtelny, ale jest… wszechobecny. Już nie uciekamy przed faraonem, ale przed samotnością. Już nie boimy się miecza, lecz oceny innych ludzi. Statystyki WHO mówią, że zaburzenia lękowe to dziś najczęstsza choroba psychiczna świata. Każdy z nas niesie swoje Getsemani. Jak Jezus, który wyznał: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mt 26,38). Biblia nie odrealnia lęku. Ona go uznaje i przemienia. Psychologicznie lęk jest sygnałem, alarmem, że coś nas przerasta. Teologicznie: miejscem, gdzie może wkroczyć Bóg. „W miłości nie ma lęku, doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,18). To zdanie mogłoby wisieć nad każdą kliniką terapii poznawczo-behawioralnej. Bo w końcu nie chodzi tylko o wygaszenie reakcji lękowej, ale o zakorzenienie człowieka w rzeczywistości większej niż on sam. Współczesny człowiek radzi sobie z lękiem przez kontrolę: planuje, kalkuluje, zabezpiecza, choć wie, że jutro może runąć. Biblia proponuje coś innego: oddanie. „Nie troszczcie się zbytnio o jutro” (Mt 6,34). To brzmi jak prowokacja wobec dzisiejszego świata ubezpieczeń, lokat i kredytów. A jednak psychologia przyznaje: nadmierna kontrola wzmacnia lęk, podczas gdy akceptacja obniża jego poziom. Może więc największą mądrością jest nie pozbycie się lęku, ale nauczenie się przechodzić przez niego, oswoić? Lęk to nieprzyjemny przewodnik, ale prowadzi nas w stronę pytania: - na kim, na czym oprę swoje życie? Biblia odpowiada wprost: „Pan moim światłem i zbawieniem, kogo mam się lękać?” (Ps 27,1). Psychologia powiedziałaby: znajdź stabilny punkt oparcia. Człowiek współczesny powie: - muszę jeszcze sprawdzić w internecie, czy to działa. Panie! Błogosław naszym poszukiwaniom! *** Muzyczna inspiracja: https://suno.com/song/32839468-f24c-41c0-b49f-37e5711b0df8 Tytuł: MODLITWA ZALĘKNIONEGO Słowa: Witold Kazimierz Augustyn & Armin Dorian Soler Muzyka i aranżacja: Suno
Lęk nie jest anomalią.
Lęk nie jest anomalią. To podstawowy rejestr człowieka - od Adama, który „ukrył się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu” (Rdz 3,8), po współczesnego pracownika open space’u, który drży, gdy jego laptop wyświetla…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.