Kościół to nie jest już dziś miejsce oczywiste. To nie są już ławki, w których siedzieliśmy obok rodziców w dzieciństwie, próbując nie wiercić się w czasie kazania. To nie są śpiewniki, kadzidła, organy. Kościół to dziś bardziej pytanie niż odpowiedź. I ten, kto je sobie zadaje, jest często daleko od ołtarza. I ma rację. *** Bo nie ma nic bardziej bolesnego niż zobaczyć, że ten, który miał cię prowadzić, nie przyszedł, albo że ten, który miał cię objąć, stoi z krzywym wzrokiem, bo nie jesteś „w normie”. Kościół odszedł od wielu. I nie ma w tym przesady. Zamyka się w strukturach, mówi językiem martwym, daje sakramenty jak faktury do podbicia, do przeliczenia, do odhaczenia. *** Więc po co do niego wracać? *** Może po to, że ty sam jesteś kościołem? *** Nawet jeśli nie masz koloratki, nie umiesz śpiewać i masz na sumieniu więcej niż wypada. Może po to, że bez wspólnoty, nawet krzywej, nieporadnej, czasem śmiesznej w swoim ubóstwie lub przepychu… człowiek dziczeje. Zamienia się w samotnego solistę, który wierzy już tylko w siebie, a potem nie wierzy w nic, a potem wiesza sobie na ścianie ładne zdjęcie Jezusa i mówi: „Wystarczy”. Nie wystarczy. *** Człowiek na dłuższą metę nie wytrzymuje wiary w pojedynkę. Nie dlatego, że jest słaby. Ale dlatego, że miłość potrzebuje drugiego człowieka, żeby mieć ciało. Jezus nie powiedział: “Zbuduj sobie prywatny ołtarzyk i włącz stream z Watykanu.” Powiedział: “Gdzie dwóch albo trzech… tam Ja jestem.” Nie “ty sam ze sobą i z aplikacją modlitewną”. Nie “ty w lesie z intencją”. Dwóch albo trzech. Choćby jeden z nich był nieznośny, a drugi nieświeży. I trzeci ty - zmęczony. *** Kościół (parafie, wspólnoty, zbory jakie znamy), czasem przestaje działać. Staje się bańką. Towarzystwem wzajemnej adoracji. Martwą liturgią. Tak. I ten katolicki i ten protestancki. Ale wspólnota, choćby dziurawa jak skarpeta - działa. Są takie miejsca. Rozejrzyj się. Bo prawdziwy Kościół jest czymś więcej niż strukturą. Jest miejscem, gdzie ktoś cię zna z imienia, a nie z loginu. Gdzie mogą cię zdenerwować, ale też przytrzymać za ramię, kiedy już nie masz siły. *** Czy jesteśmy przywiązani sznurkiem do jednej parafii? Nie. Nikt nie jest. Prawdziwy Kościół nie działa na zasadzie geolokalizacji. Działa na zasadzie serca. Dlatego, jeśli bardzo ci uwiera… szukaj wspólnoty, w której twoja wiara nie umiera po cichu. Nie bądź solistą. Nie jesteś powołany do samotnego koncertu. Ewangelia to nie recital - to oratorium. *** Może ci nie wyjdzie. Może wrócisz i się rozczarujesz. Ale zaryzykuj. Bo być może Bóg, którego szukasz, czeka właśnie tam, gdzie boisz się wrócić. Nie w formie. W twarzy drugiego. W nieśmiałym „pokój z tobą”. W krzywym znaku krzyża. W drżącym „amen”. *** I wtedy może naprawdę coś się wydarzy. Nie spektakularnie. Nie z błyskiem. Ale tak, jak dzieją się najważniejsze rzeczy: wobec innych. Z innymi. Dla kogoś.